31.08.2017
Kupno konia

Chyba każdy jeździec marzył o swoim wierzchowcu choćby przez chwilę. Jak tylko zaczęłam jeździć konno, to wymarzyłam sobie, że będę mieć własnego konia tak szybko, jak tylko będzie to możliwe. Miałam wtedy 7 lat i stawiałam pierwsze kroki w jeździectwie. Niektóre takie dziecięce marzenia prędzej czy później się spełniają. Ja obecnie mam 25 lat i dwa najwspanialsze konie na świecie. Co wziąć pod uwagę przy decyzji o kupnie?

fot. Marta Balicka Photography, ja wraz z moim Pamirem, na początku tego roku świętowaliśmy 8 lat razem 🙂

1. Pieniądze – nie bez powodu wymieniłam je jako pierwsze. Kupno konia, do tego cały potrzebny osprzęt, to minimum kilka tysięcy. Końprofesor, zdrowy i taki, na którym dobrze się jeździ, to około 10 tysięcy złotych. A to tylko początek – utrzymanie zwierzęcia kosztuje więcej, niż nam się wydaje. Trzeba koniecznie przeliczyć: comiesięczny koszt pensjonatu, kowal, opieka trenerska (moim zdaniem konieczna na każdym poziomie jeździeckim), pasza, ewentualny sprzęt oraz… weterynarz. Weterynarz to kwestia do przemyślenia – czy stać nas będzie na operację w klinice, gdy nasz koń dostanie kolki? W przypadku kolki liczą się minuty, potrzeba szybkiej decyzji. Takie sytuacje potrafią zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie, a rachunek za pobyt w klinice i operacje może sięgać kilku tysięcy. Czy będziemy w stanie pomóc naszemu pupilowi w razie nieoczekiwanych chorób i wydatków?

2. Nasze doświadczenie – czy jeździmy wystarczająco dobrze? Czy wiemy, co oprócz jazdy potrzeba zrobić z koniem? Czy mamy wystarczającą wiedzę dotyczącą opieki, karmienia lub też kwestii zdrowotnych? Wiadomo – można pogodzić niewielką wiedzę z posiadaniem własnego wierzchowca, o ile mamy zaufanego instruktora bądź trenera, który będzie nas często odwiedzał i uczył zarówno jazdy, jak i opieki.

fot. Marta Balicka Photography, ja i Pamir

3. Czasgdy mamy swojego konia, czas spędzany przy nim zdecydowanie się wydłuża – oprócz jazdy trzeba poświęcić wiele godzin na pielęgnację, naszykowanie jedzenia, spacerki czy lonże. Przyjeżdżanie dwa razy w tygodniu do konia jest średnim pomysłem – nie dość, że nasz wierzchowiec będzie miał znaczny nadmiar energii, to dzień po naszej wizycie może mieć zakwasy. Jazda 2 razy w tygodniu nie wyrobi mu mięśni ani kondycji.

Gdy zastanowimy się nad tymi trzema najważniejszymi kwestiami, czeka nas wybór wymarzonego konia. Nie kupujmy ze względu na maść czy piękne oczka. Szukajmy wierzchowca dopasowanego do naszych potrzeb: jeśli nadal się uczymy, to niech to będzie przynajmniej 10letni koń z doświadczeniem w dziedzinie, którą chcemy uprawiać, a nie 3letni, surowy świeżak, który jeszcze nic nie potrafi. Takie wybory zazwyczaj kończą się katastrofą – zielony koń i zielony jeździec to bardzo złe połączenie.

fot. Marta Balicka Photography, ja wraz z Sinfonie XI, niedawno minęło 2,5 roku u mnie 🙂

Kolejna kwestia – jeśli znajdziemy ogłoszenie i będziemy zainteresowani, to weźmy naszego instruktora, trenera albo chociaż doświadczonego znajomego na oględziny konia. Niech wsiądzie i sprawdzi, czy koń nada się do jazdy przy naszych umiejętnościach, a dopiero później wsiadajmy sami. Taka doświadczona osoba oprócz pojeżdżenia może wstępnie ocenić, czy koń jest grzeczny w obejściu, czy dobrze oddycha, nie jest kulawy, ma proste nogi oraz odpowiednią do wykonywanej dyscypliny muskulaturę.

Jeśli rumak przejdzie powyższe testy, to… nie, nie, jeszcze go nie kupujemy. Nie wszystko widać gołym okiem, przyjedźmy drugi raz z weterynarzem, niech obejrzy zwierzę i zrobi badania. Jestem zdania, że powinno się badać zarówno te tańsze konie, jak i drogie, sportowe – leczenie jednego i drugiego kosztuje tyle samo, niezależnie od ceny samego wierzchowca.

fot. Marta Balicka Photography, ja i Sinfonie XI

Obejrzenie konia w stój i w ruchu przez weterynarza oraz zrobienie prób zginaniowych jest niezbędne, a idealnym rozwiązaniem będzie pełne badanie kupno-sprzedaż konia, tak zwany TUV. Mamy wtedy pewność, że koń nie posiada ukrytych wad w postaci np. zwyrodnień w stawach czy uszkodzonych trzeszczek.

Jeśli weterynarz da zielone światło – nic tylko kupować i cieszyć się ze swojego własnego konia. Powodzenia! 🙂

Paulina

Kupno konia
Oceń artykuł

Autor: Paulina Szpańska | E-mail: paulina.szpanska@decathlon.com
pasek
Zapisz się do newslettera

Wpisy na blogu ukazują się nieregularnie więc jeśli nie chcesz przegapić żadnego, zostaw Twój adres e-mail, artykuły będą lądować w Twojej skrzynce.

znaczek
pasek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *