14.01.2017
Roztocze na ciepły weekend

Trochę już minęło od ostatniej kilkudniowej wycieczki. Przypomniała mi się trzydniowa na Roztocze, jak pomyślałam o mrozie za oknem – i wcale nie z tego powodu, że było wtedy zimno 😀

Rowerowa zima
Ostatnio jechałam rowerem do pracy, gdy temperatura była bliska zera i na ulicy jeszcze nie leżał śnieg, od tej pory tylko trenażer. Z jednej strony chciałoby się wyjść i pojeździć na MTB w śniegu, z drugiej jak wraca się do domu, jest już ciemno, temperatura schodzi poniżej -15. Przy zerze miałam na sobie trzy warstwy ubrań, to teraz…
O ile do biegania nie trzeba się wcale tak ciepło ubierać, to na rowerze, a szczególnie szosowym, niestety przy tych 30-35 km/h temperatura odczuwalna jest dużo niższa, dodajmy do tego deszcz lub śnieg – na pewno nie są to ulubione warunki dla większości kolarzy.
Chociaż kilka dni temu, gdy zaczęłam myśleć o tegorocznej wyprawie, było -7 stopni. Był akurat dzień (i to wolny!) 😀 , nie padało, więc postanowiłam wyjść na rower.

Cztery warstwy – koszulka termoaktywna, dwie bluzy, softshell i w miarę dało się wytrzymać. Na pewno było warto! Co prawda dwa razy niewiele brakowało, żeby zaliczyć bliskie spotkanie ze śniegiem… Trasa przez pola i lasy. Niektórymi ścieżkami jeszcze nikt nie chodził, odkąd spadł śnieg, inne wyjeżdżone i śliskie. Ciekawe doświadczenie, nigdy jeszcze nie jeździłam rowerem w zimie, pomijając jazdę do sklepu.

Gdy robi się cieplej, na pewno zastanawiasz się, dokąd wybrać się na kilkudniową wycieczkę. Jakie trasy zrobić? Co zobaczyć?

Roztocze latem
Kiedyś zamarzyło mi się zobaczyć Roztocze: piękne krajobrazy, lasy. Wreszcie nadarzyła się okazja, w sierpniu. Trzy dni wolne, więc w sam raz na krótką, rowerową wycieczkę. Krótką, bo przecież tylko 300 km z małym hakiem 😉
Oczywiście nie połaziłam sobie po lasach, nie wyglądało to dokładnie tak, jak na początku zamierzałam, jednak nadal fantastycznie. Jadąc w podróż rowerową, nie mam potrzeby zwiedzania czy robienia czegoś typowego dla innego rodzaju wycieczek.

Postanowione: jedziemy!
Najpierw pociągiem Warszawa-Lublin, a potem pierwsza stówka z Lublina rowerem do Zamościa, następnego dnia nieco ponad sto kilometrów na trasie Zamość-Zwierzyniec-Józefów-Hamernia. Hamernia znalazła się na naszej trasie z dwóch powodów. Po pierwsze każde wakacje spędzała tam moja babcia z dziadkiem za czasów ich młodości, a ja przez lata słuchałam opowieści na ten temat. Po drugie z powodu rezerwatu Czartowe Pole nad rzeką Sopot tuż za Hamernią, który chciałam zobaczyć.

Trasa z Lublina do Zamościa różniła się nieznacznie w stosunku do powrotnej i była całkiem przyjemna. Chociaż wyjazd z miasta i kawałek za Lublinem nie należał do najlepszych odcinków – tradycyjnie wielkie dziury, mnóstwo samochodów i pobocze nienadające się do jazdy, podobnie dziurawa jest jezdnia za Żółkiewką – jednak wcześniej od Krzczonowa przez kilka kilometrów mieliśmy piękny asfalt z paroma fajnymi podjazdami i zjazdami.
Nocowaliśmy w Zamościu, na kempingu, niedaleko Starówki. Nic szczególnego, nie należy do moich kempingowych faworytów, ale ciepła woda i miejsce na zjedzenie śniadania na drewnianych ławach pod dachem wystarczyły mi.
Następnego dnia poznaliśmy rowerzystów z Kielc, którzy zachwalali szlak Green Velo (który muszę kiedyś w całości przejechać), i ruszyliśmy w drogę. Trasa całkiem przyjemna, w okolicach Zwierzyńca mnóstwo lasów (Roztoczański Park Narodowy). Do Józefowa długi dziurawy odcinek, trzęsło tak, że nadgarstki ledwo dawały radę. Na szczęście dalej, do samej Hamerni świeży asfalt, obok też ścieżka rowerowa. A w drodze znów zajechaliśmy do Józefowa, a następnie odbiliśmy w Józefowie Roztoczańskim na północny wschód i przez kilkanaście kilometrów droga wiodła nas wśród pięknych lasów z kilkoma ciężkimi, wyjątkowo długimi podjazdami.

Ostatniego dnia w drodze powrotnej musieliśmy trochę przyspieszyć, żeby zdążyć na pociąg. W efekcie mieliśmy półtorej godziny zapasu. A przed Krzczonowem ustanowiłam swój rekord prędkości zjazdowej – 56km/h, na 29” z sakwami.

Niestety na kolejne wycieczki trzeba jeszcze poczekać, ale póki co przy ujemnej temperaturze i niechęci do wyjścia na rower polecam trenażer. Świetny kompromis, a jednocześnie można pouczyć się lub obejrzeć film.

A Wy jeździcie w zimie? Co wybieracie, trenażer, śnieg czy w sezonie zimowym zamieniacie dwa kółka na inne dyscypliny? 🙂
_
Dominika

Roztocze na ciepły weekend
4.8 (95%) 4

Autor: Dominika Niemyska | E-mail: dominika.niemyska@decathlon.com
pasek
Zapisz się do newslettera

Wpisy na blogu ukazują się nieregularnie więc jeśli nie chcesz przegapić żadnego, zostaw Twój adres e-mail, artykuły będą lądować w Twojej skrzynce.

znaczek
pasek

2 myśli na temat “Roztocze na ciepły weekend”

  1. Jestem z Warszawy ale Roztocze i Zamojszczyznę znam bardzo dobrze,pierwszy wyjazd w wieku 9 lub 10 lat:) Polecam Roztocze z całego serca nie tylko kolarzom.Pamiętajcie jednak że wiele tamtejszych tras choć pięknych i nostalgicznych,niestety prawie nie nadaje się dla rowerów,powodem tego jest bardzo głęboki piach.

    Pozdrawiam Wszystkich miłośników polskiej przyrody!!

    1. Cześć!
      Niestety nawet te asfaltowe drogi są w bardzo złym stanie 🙁 ale sentyment do tych terenów jest 🙂
      Pozdrawiam, Dominika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *