pasek
Zapisz się do newslettera

Wpisy na blogu ukazują się nieregularnie więc jeśli nie chcesz przegapić żadnego, zostaw Twój adres e-mail, artykuły będą lądować w Twojej skrzynce.

znaczek

Wybierz więcej niż jedną dyscyplinę:

pasek
19.07.2017
Zawody od kuchni

Ostatni weekend maja spędziłam na Akademickich Mistrzostwach Polski. Wiadomo, że od strony widza wygląda to totalnie inaczej – pięknie prezentujące się konie na parkurze bądź czworoboku i uśmiechnięci jeźdźcy po zakończonych przejazdach. Ciekawi Was, jak wyglądają takie zawody od środka? Określiłabym to jako czterodniowe życie na walizkach pomiędzy hotelem a stajnią.

fot. Paulina Szpańska. Obowiązkowe zdjęcie z każdej wycieczki, przepięknie kwitnący rzepak.

Już kilka dni przed wyjazdem szykowałam sprzęt, prałam, czyściłam i się pakowałam. Od stajni, gdzie stoi mój koń, do miejsca zawodów dzieliło nas ponad 300 kilometrów, więc nie mogłam pozwolić sobie na niespakowanie czegoś. W środę wieczorem samochód miałam zapakowany – od sprzętu jeździeckiego poprzez pasze, ubrania zarówno jeździeckie, jak i niejeździeckie, aż do wszelkich dokumentów… po sam sufit, oczywiście!

W czwartek o godzinie 6 rano z całą ekipą w samochodzie i dwoma końmi w przyczepie ruszyliśmy w kierunku Radzionkowa. Kto jechał samochodem z przyczepą i końmi w środku, ten wie – powolne pokonywanie zakrętów, a także znacznie mniejsza prędkość na trasie niż osobówką bez przyczepy sprawiają, że kilometry ubywają bardzo powoli.

fot. Karolina Wapińska, AMP 2017, stajnia Cichoń Dressage, Radzionków

Po godzinie 12 byliśmy na miejscu. Zaczęło się – szukanie naszych boksów, wyprowadzenie koni z przyczepy, postępowanie z nimi i przyniesienie do boksów wody. Później już tylko coraz więcej tego szaleństwa – rozejrzenie się po ośrodku, znalezienie biura zawodów i weryfikacja dokumentów. W międzyczasie trzeba było rozpakować sprzęt oraz paszę. Moim odkryciem jest torba na boks – od jakiegoś czasu nie ruszam się bez niej na zawody trwające dłużej niż jeden dzień. Jest fenomenalnym rozwiązaniem, mieszczą się w niej rzeczy pierwszej potrzeby: szczotki, ochraniacze, najważniejsze preparaty i wszystko to, co musi być pod ręką.

Na zawodach takiej rangi konie przed startami przechodzą przegląd weterynaryjny. Komisja złożona z weterynarzy zbiera paszporty do weryfikacji (aktualne szczepienia) oraz sprawdza, czy koń nie ma przeciwwskazań do startów w postaci kulawizny. Sinfonie, moja klacz, bez problemu przeszła przegląd, więc mogłyśmy się szykować na popołudniowy trening.

Co się wiąże z takim wyjazdem? Najważniejsze – opieka nad koniem.

Na zawodach nie ma stajennych w stajniach, to zawodnicy oraz luzacy karmią i przynoszą wodę swoim wierzchowcom, dbają, by miały pościelony boks oraz siano. Starty odbywały się o różnych porach: jednego dnia trzeba było po 7 być na koniu (czyli przed 6 w stajni, by go nakarmić i osiodłać), a drugiego starty były o 14, więc można było się wyspać i przyjechać później. My się dogadywaliśmy pomiędzy nami, zawodnikami – ci, którzy mieli danego dnia wcześnie starty, karmili konie tym, którzy startowali później i na odwrót. Dodatkowo trzeba pamiętać o założeniu derki na noc w przypadku niepogody. Podczas AMP pogoda była idealna, ciepło w ciągu dnia, nie padało, ale noce były chłodne, więc Sinfonie miała zakładaną derkę drelichową jako piżamkę na noc.

fot. Paulina Szpańska. Sinfonie po startach – glinka na nogach, oraz oczekiwanie na obiad 🙂

Starty jak to starty – trzeba osiodłać i rozprężyć konia, orientować się na bieżąco w tym, ile mamy przejazdów do swojego i uzależnić od tego nasze rozprężenie. Każdy koń potrzebuje indywidualnego podejścia – jednego trzeba dłużej pojeździć i oddać więcej skoków, innego wystarczy rozgrzać i nie przesadzać z intensywnością rozgrzewki. Sinfonie potrzebuje raczej krótkiej rozgrzewki, wtedy na parkurze jest świeża. Muszę również uważać na inne konie jeśli jakiś nadjeżdża z naprzeciwka, Siwka bardzo szybko się denerwuje i zaczyna się wspinać, co później przekłada się na zbyt wiele emocji w parkurze.

Po konkursach trzeba zająć się koniem – długi stęp, rozsiodłać, zlać wodą nogi (ewentualnie również brzuch i szyję, ale należy to robić, zaczynając od kończyn wzwyż i oczywiście nie na rozgrzanego konia!). Ja oprócz tego nakładałam na nogi glinkę chłodzącą, którą na wieczór zmywałam, a na noc smarowałam je żelem rozgrzewającym. Nogi są bardzo ważne, a tak długie zawody – oznaczające, że koń stoi w boksie przez 4 dni, bez wychodzenia na padokmo powodować opoje.

fot. Karolina Wapińska, AMP 2017, stajnia Cichoń Dressage, Radzionków

I tak w kółko przez 4 dni, jak nie karmienie, to starty, spacery w ręku, organizowanie siana, glinki, żele, a w międzyczasie trzeba się zająć sobą, zjeść i czasem przespać 😉 Totalne wariactwo, aczkolwiek każde zawody, zwłaszcza te wyjazdowe, wspominam bardzo miło – tak jest i tym razem. Mimo że nie ugrałyśmy zbyt wiele choć Sinfonie dawała z siebie wszystko, ja trochę za bardzo chciałam i przytrafiły nam się zrzutki w obu przejazdach spowodowane moimi kombinacjamiuważam, że progres jest cały czas: z zawodów na zawody Siwa coraz lepiej się prowadzi, a ja coraz bardziej świadomie pokonuję parkur.

Każdemu, kto ma możliwość jechać na akademickie zawody, gorąco polecam – świetna atmosfera studencka, zawody organizowane w dobrych, renomowanych ośrodkach jeździeckich oraz zdobywanie nowego doświadczenia. Zdecydowanie warto! 😉

Paulina

Zawody od kuchni
4.7 (93.33%) 3

Autor: Paulina Szpańska | E-mail: paulina.szpanska@decathlon.com
pasek
Zapisz się do newslettera

Wpisy na blogu ukazują się nieregularnie więc jeśli nie chcesz przegapić żadnego, zostaw Twój adres e-mail, artykuły będą lądować w Twojej skrzynce.

znaczek

Wybierz więcej niż jedną dyscyplinę:

pasek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *