pasek
Zapisz się do newslettera

Wpisy na blogu ukazują się nieregularnie więc jeśli nie chcesz przegapić żadnego, zostaw Twój adres e-mail, artykuły będą lądować w Twojej skrzynce.

znaczek

Wybierz więcej niż jedną dyscyplinę:

pasek
10.01.2017
Oda do Janusza…

…czyli o modzie, nałogach i dużych pieniądzach.

O modzie

​Wędkarze w Polsce wciąż są postrzegani przez pryzmat gumofilca, butelki, fajki w ustach, no i oczywiście jeśli ktoś jest wędkarzem, to na pewno łowi na spławik i oczywiście zabiera złowione ryby ze sobą – otóż tak nie jest! Wielu z nas, wędkarzy, coraz częściej, aby dodać trochę wygody i komfortu, nad wodę ubiera się w bardzo dobrej jakości ciuchy, kupuje sprzęt z wyższej półki. Nie są one wcale w kolorach w lasu, lecz często nie można ich odróżnić od ciuchów, które nosimy na co dzień, spełniają natomiast określone zadania – są wodoodporne, oddychające, chronią nas przed wiatrem, pozwalają brodzić w pełni komfortu. Tak jak w modzie streetwearowej trendy się zmieniają, tak i w modzie wędkarskiej też nabierają innych kształtów, tyle że nieco wolniej. Czasy gumofilców już przeminęły, teraz wszechobecne są kalosze, tzw. piankowce. Podobnie jest w przypadku pałatek przeciwdeszczowych – zastąpiły je kurtki oddychające przystosowane do wędkarstwa: nie dość, że mają wiele poręcznych kieszeni czy udogodnień, to są lekkie, wygodne i dają nam komfort podczas wielogodzinnych wypraw w nawet najtrudniejszych warunkach.

źródło: zakazanyhumor.pl

Wędkarstwo w tych czasach to także mnogość technik – sam spinning można podzielić np. na vertical, drop shot czy nawet ultra light, gdzie łowimy białoryb na spinning. Ludzie coraz bardziej specjalizują się w tym, co sprawia im największą frajdę, mają na to coraz więcej pieniędzy, dzięki czemu stać ich na coraz lepszy sprzęt. Sam wśród swoich znajomych mam ludzi, którzy posiadają łodzie za kilkadziesiąt tysięcy złotych, wędki budowane na zamówienie pod konkretne łowiska. Ktoś zapyta: po co to wszystko? Czy na normalną wędkę nie można złowić tej samej ryby, w tym samym łowisku? Otóż jasne, że można, ale jeśli mam wędkę, która jest w pełni spersonalizowana, podoba mi się w 100% i, co ważne, łowiąc nią, czuję, że mam z tego mega FUN, to dlaczego nie wydać na taki sprzęt troszkę wiecej pieniędzy – oczywiście w miarę rozsądku. Przecież właśnie o ten FUN chodzi! Podobnie jest w przypadku zabierania ryb do domu. Nie jestem zagorzałym zwolennikiem Catch&Release (złów i wypuść), ani też nie karcę tych, którzy zabiorą rybę od czasu do czasu. W tym wszystkim ważna jest kwestia zdrowego rozsądku! Musimy być odpowiedzialni za swoje czyny nad wodą i zobrazować sobie to, że jeśli każdy z nas brałby wszystkie złowione ryby ze sobą, to co mielibyśmy łowić? Wielu z wędkarzy wędkujących w polskich wodach tej wyobraźni nie posiada, świadczą o tym obrazy widywane podczas łowienia (pełne siatki nie zawsze wymiarowych ryb) czy historie opowiadane przez strażników SSR – wynoszenie niewymiarowych pstrągów w termosie po herbacie. W niektórych sytuacjach warto się naprawdę opamiętać i zastanowić się, czy jadąc nad wodę, jedziemy z zamiarem odpoczynku, zrelaksowania się, czy też aby dać upust naszym pierwotnym instynktom łowieckim.

Na zdjęciu śpichy Caperlan 3C

O nałogach

​Od dawien dawna o wędkarzach krąży opinia, że są to osoby, które jadą nad wodę z kolegami tylko po to, żeby pić alkohol, a łowienie ryb to tylko dodatek do „imprezek”. W gruncie rzeczy tak bywa, lecz tylko w nielicznych przypadkach. Zastanawiające jest jednak, dlaczego inni hobbyści nie mają przypiętej takiej łatki. Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie. Ja jednak nie utożsamiam się z tą opinią. Będąc nad wodą, nigdy nie spożywam alkoholu, przede wszystkim ważne są tu aspekty bezpieczeństwa.

Podczas pływania łodzią, brodzenia, spacerowania brzegiem rzeki, nietrudno jest o wypadek na trzeźwo, a co dopiero po alkoholu. BEZPIECZEŃSTWO PRZEDE WSZYSTKIM!!!

Kolejną sprawą, która wyklucza alkohol z mojego wędkowania, jest sprzęt – niejednokrotnie wiele wart. Nie darowałbym sobie, gdybym zniszczył sprzęt, na który tyle pracowałem, o który tak dbałem, który jest dla mnie unikatowy, albo co gorsza zgubił go gdzieś… nie, nie, to nie dla mnie. Jest jeszcze jeden aspekt, dzięki któremu wolę trzeźwe wędkowanie – CHYTROŚĆ 🙂 Za jedną butelkę alkoholu wysokoprocentowego mam kilka paczek przynęt, które tak „uwielbiam” zostawiać na zaczepach.

O dużych pieniądzach

​Wędkarstwo w dzisiejszych czasach to również potężne pieniądze i potężny rynek. Ilość sprzętu oraz nowych rozwiązań z roku na rok powiększa się w niesamowitym tempie. Wędkarze coraz chętniej sięgają po sprzęt z najwyższej półki. Na podstawie obserwacji forów internetowych, wędkarzy nad wodą oraz z rozmów z klientami i kolegami dochodzę do wniosku, że wędkarzy poszukujących nowego sprzętu można podzielić na trzy grupy (nie jest w tym przypadku brana pod uwagę zasobność portfela, a podejście do wędkowania):
– ludzi, którzy poszukują sprzętu taniego, bo nie wędkują często, a tylko kilka razy do roku i drogi sprzęt jest im do niczego niepotrzebny.
– ludzi, którzy za cenę sprzętu z górnej półki wolą kupić kilka sztuk ze średniej półki.
– ludzi, którzy szukają sprzętu dobrego, z wyższej półki, zdarza się, że tylko dla szpanu, ale częściej po to, żeby mieć komfort podczas łowienia i FUN z fajnej zabawki.


Ja osobiście mógłbym zaliczyć się do dwóch z wymienionych grup. Lubię mieć ten komfort, że w kołowrotku nic mi nie stuka ani nie puka lub że wędka oraz linka gwarantują mi dobre czucie przynęty i bezpieczny hol ryby – w końcu jadę nad wodę po to, żeby odpocząć, odciąć się od rzeczywistości dnia codziennego. Czasami jednak jeśli mam do wyboru drogi sprzęt, a wiem, że nie jest wart swojej ceny, wolę kupić kilka sztuk zamienników dużo tańszych, a jak się później może okazać – podobnej jakości.
​Obecny rynek wędkarski wygląda już zupełnie inaczej niż ten choćby kilka lat temu, zbliżamy się ku Zachodowi, a wręcz nawet, co niektórych zdziwi, Wschodowi. Do gry wkroczył sprzęt niespotykany do tej pory w Polsce, często niedostępny, dający dużo więcej możliwości i wprowadzający innowacje. Ludzie coraz częściej posuwają się do tego, aby samemu zbudować swoją wędkę, w pełni zaprojektowaną pod własne preferencje i łowisko, czy zrobić coś z niczego: własnoręcznie wykonany wobler, blaszka, a może spławik – za to kocham to hobby, bo chyba nie ma drugiego takiego, które daje możliwość podróżowania, obcowania z przyrodą, tworzenia samemu sprzętu, do tego zahacza o kolekcjonerstwo i przede wszystkim pozwala nam odpocząć, wyizolować się od wszystkiego z czym na co dzień musimy się borykać.

Kuba

Oda do Janusza…
4.6 (91.76%) 17

Autor: Jakub Słomka | E-mail: jakub.slomka@decathlon.com
pasek
Zapisz się do newslettera

Wpisy na blogu ukazują się nieregularnie więc jeśli nie chcesz przegapić żadnego, zostaw Twój adres e-mail, artykuły będą lądować w Twojej skrzynce.

znaczek

Wybierz więcej niż jedną dyscyplinę:

pasek

2 myśli na temat “Oda do Janusza…”

  1. Bardzo dobry tekst jak i głęboka merytoryka wędkarska.
    Bierzmy ryby jak lubimyn ale ludzie naprawde z głową bo sami sobie szkodzimy i w nieodległej przyszłości zostanie nam woda wraz z roślinami TYLKO.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *