Czy warto używać słowa dieta? - Wszystko dla sportu
8 sierpnia 2016

Czy warto używać słowa dieta?

„Jeszcze jeden kawałek sernika i dieta”. „OK, ostatnie piwko i dieta”. „Dziś niedziela? OD JUTRA DIETA!”. Traumatyczne i straszliwe słowo, które po wypowiedzeniu rozsiewa z jednej strony nadzieję na NOWE, LEPSZE ŻYCIE, a z drugiej konsekwencje diametralnej zmiany, która opierać będzie się na masie wyrzeczeń. Jednak, czy to co mamy zamiar zrobić musi zostać nazwane DIETĄ i czy musi być to robione z rozmachem na miarę rewolucji październikowej?

Na sam dźwięk słowa DIETA mam nieprzyjemne skojarzenia. Sama o tym pomyśl. Siedzisz sobie w kawiarni ze swoją przyjaciółką. Ona zamawia wielkiego eklera z bitą śmietaną, do tego nowe, sezonowe latte z syropem kokosowym. Pyta: „A ty co zamówisz?”. Tobie ślina powoli zaczyna wymykać się spod kontroli. Zbierasz się w sobie, by w końcu z ciężkim sercem rzucić: „Czarną kawę bez cukru proszę. Jestem na diecie.  I od razu humor masz gorszy, bo przecież O N A zjada teraz milion kalorii, popijając to słodką kawą. A Ty się musisz męczyć. W imię czego? A no tak, nie mieścisz się w dżinsy z liceum. Czy to musi tak wyglądać? Czy dieta to tylko świat zza krat? Oczywiście, że nie! Dzisiaj spróbuję Ci pokazać, że pod słowem „dieta” tak naprawdę kryje się co innego niż teraz myślisz.

Według słownika języka polskiego dieta „system odżywiania się polegający na dostosowaniu ilości i rodzaju pokarmu do potrzeb organizmu; też: w ogóle sposób odżywiania się” (źródło: http://sjp.pwn.pl/szukaj/dieta.html). Teraz do gry wchodzi czytanie ze zrozumieniem. Przeczytaj jeszcze raz definicję. Czy już chociaż troszkę rozumiesz, do czego zmierzam?

To, że jesz hamburgery po imprezie o 2 w nocy, można nazwać dietą. To, że nie jesz do 12:00, bo wstajesz tak późno można także nazwać D I E T Ą.

Skoro już sobie wyjaśniliśmy, czym jest dieta, to pomyślmy, skąd te negatywne odczucia wobec tego co ma się dziać w konsekwencji podjęcia ZDROWEGO ŻYWIENIA – czy też trzymania „czystej michy”.

Opalone dziewczyny z Instagrama atakują Twoje ego hasztagami: #fitlifestyle #fitgirl #czystamicha i wywodami na temat ilości treningów oraz tego po ile dzisiaj była quinoa w jednym z supermarketów i jak to się znowu udało przetrwać kolejny dzień bycia FIT. Patrzysz i myślisz sobie „Też tak chcę!”. Zaczynasz następnego ranka, ale nie czujesz tej #euforii, co te idealne dziewczyny. Czujesz głód, bo zasugerowałaś się porcją dziewczyny ważącej niecałe 50 kg, chociaż Ty masz grubo powyżej 70 kg. Marzysz o lodach z adwokatem, albo chociaż o batoniku. Ale przecież się nie dasz! Przecież O N E też kiedyś zaczynały clean eating. W końcu po 3 dniach poddajesz się, bo Twój brzuch z głodu wygrywa Ci „Dla Elizy” Beethovena. Zdołowana obiecujesz sobie poprawę, żując rogalik z kremem czekoladowym. W końcu się przecież uda, nie?

Sama Ci się przyznam – nie mam najczystszej „michy” na świecie. Nie należę też do najszczuplejszych osób na świecie. Nie wiem, dlaczego ten świat tak obsesyjnie skupia się na kulcie ciała i hejtowaniu kilku kilogramów za mało lub kilku za dużo.

Jeśli odpowiada Ci Twoja waga – zostaw ją. Jeśli nie? Wiesz co robić.

Mimo, że nie akceptujesz siebie nie musisz od razu wyrzucać wszystkiego co jest powszechnie uznane za złe. Jeden malutki kroczek do przodu każdego dnia sprawi, że zmienisz swoje nawyki może kosztem dłuższego czasu, ale bez zbędnego dyskomfortu psychicznego. Z nawykami jest tak, że nawet jeśli są nieodpowiednie, to jeśli chcemy je zmienić na lepsze i tak czujemy się z tym niezbyt przyjemnie. To jest tak, jakby ktoś nam nagle odebrał coś co kochamy. Ciężko się z tym pogodzić, prawda? Dlatego jeśli nie jesteś gotowa na całkowitą zmianę nawyków zacznij od tych prostych kroków:

  1. Zacznij jeść śniadania – nie bez powodu z każdej strony specjaliści trąbią, że to najważniejszy posiłek dnia. Pierwszy posiłek to jak zatankowanie samochodu do pełna kiedy świeci się rezerwa. Wersje mówiące o tym kiedy powinno się je zjeść są różne. Najpopularniejsza (i wypróbowana przeze mnie) to ta, aby zjadać je do godziny po przebudzeniu.
  2. Nie najadaj się wieczorem – metabolizm wraz z upływem dnia zwalnia, dlatego nie powinno się zapychać na noc. Wieczorami unikaj węglowodanów (chleb, makarony, ryż). Są one przeciwnikami w późnych porach dnia, ponieważ nie trawią się tak szybko jak białka. Dlatego zaleca się spożywanie kolacji, która będzie się składała głównie z tego szybko przyswajanego mikroelementu, jakim są białka. Ja często wybieram frittatę lub twarożek z masłem orzechowym. Szykuje się wieczór przy filmie, a Ty jesteś przyzwyczajona do chrupania chipsów? Zamień niezdrowe przekąski na warzywa z dipem jogurtowym. Zdrowo, smacznie, szybko J
  3. Pozwól sobie na coś słodkiego raz na jakiś czas – dzięki temu nie będzie Ci tak ciężko ze świadomością, że możesz trochę „zgrzeszyć”. Uwierz mi, od jednego shake’a czekoladowego nie przytyjesz i nic się nie stanie. Twoje dodatkowe kilogramy nie pojawiły się w trakcie jednej nocy. Sama „zapracowałaś” sobie na taki stan rzeczy i to w dłuższym czasie.
  4. Ciesz się z aktywności fizycznej – siłownia Cię nie kręci, ale za to jazda na rolkach to dla Ciebie mega fun? Nie zmuszaj się zatem do czegoś, co będzie przyprawiało Cię o zawrót głowy. Nie o to przecież chodzi. Jak to mawia jedna z gwiazd fitnessu: „Aktywność fizyczna ma być nie tylko drogą do celu, ale celem samym w sobie”.
  5. Jedz w miarę często – w trakcie jednego dnia powinnaś zjeść 5 pełnowartościowych posiłków. Jeśli do tej pory zjadałaś 2, a resztę z nich stanowiły kolorowe napoje i słodkie przekąski, to ten krok będzie dla Ciebie najtrudniejszy. Powinnaś jeść średnio co 2,5-3 godziny tak aby rozbujać swój metabolizm na maksa. Na talerzu powinny się pojawić węglowodany, ale te „dobre” czyli CIEMNE (czyt. pełnoziarniste). Nie powinno zabraknąć źródła białka oraz tłuszczów – wbrew powszechnie kręcącym się w obiegu mitom, tłuszcz jest bardzo dobry. Nie zapominaj także o warzywach lub owocach. Z tymi drugimi nie należy natomiast przesadzać, ponieważ zaledwie garść zielonych winogron to 48 kcal. A przecież nigdy nie kończy się na jednej małej garstce. Co więcej wiele owoców ma w sobie dużo cukrów prostych, które nie będą wpływać dobrze na naszą walkę pt.:  “Ja kontra nadwaga”.

Tych pięciu zasad powinnaś się najpierw nauczyć. Jeśli te wejdą Ci w krew, każda następna zmiana nie będzie taka straszna. Muszę się przyznać, że dla mnie najgorszą rzeczą było skomponowanie tych 5 posiłków. Już kiedyś wstawiałam swój jadłospis (jeśli nie pamiętasz możesz zerknąć tutaj) z czasów mojej „cielesnej zagłady”, i jak mogliście zauważyć, królowały tam węglowodany. Tylko. Warzyw zero, tłuszcze pochodzące ze śmieciowego jedzenia. Byłam na drodze donikąd. I kiedy pierwszy raz zrobiłam sobie posiłek składający się ze wszystkiego, czego potrzebuje mój organizm byłam w szoku. Po pierwsze wrażenie zrobiła na mnie ilość jedzenia, po drugie to, jakie to było PYSZNE i po trzecie – fakt, że nie byłam głodna 30 minut po zakończeniu jedzenia, był dla mnie czymś nowym.

Nie wiesz, jak powinien wyglądać taki pełnowartościowy posiłek? Służę pomocą! Pod spodem załączam propozycje śniadań. Jest to dla mnie najważniejszy posiłek, który uwielbiam celebrować i delektować się jego smakiem.

01 02 03 04 05

Na zdjęciach kolejno:

  • komosa ryżowa na mleku z kakao, bananem, twarogiem i łyżeczką masła orzechowego,
  • twarogowe placuszki z bananem i płatkami ryżowymi z owocami i masłem orzechowym,
  • płatki ryżowe z odzywką białkową czekoladową, serkiem ricotta, malinami i masłem orzechowym,
  • placki owsiane nadziane bananem, serkiem mascarpone z masłem orzechowym, połówką banana i borówkami,
  • omlet owsiano-biszkoptowy z serkiem wiejskim i odrobiną dżemu słodzonego agawą.

Myślę, że skutecznie pokazałam Ci, że nie musisz się krzywić i krzywdzić mówiąc i będąc na diecie. Pamiętaj, że wszystko zaczyna się w głowie. Ty możesz zmienić wszystko, jeśli sama sobie na to pozwolisz.

Gosia

Oceń artykuł:
3.7 (73.33%) 3 votes