Stres, czyli największy wróg na korcie - Wszystko dla sportu
28 lipca 2016

Większość osób, które opanowały już technikę i zasady gry na tyle, by móc utrzymywać dłuższą wymianę, próbuje swoich sił, grając mecze. Są to przeważnie mężczyźni (w końcu rywalizacja to jest to, co siedzi w nich od małego 🙂 ). W końcu trenujemy po to, żeby być coraz lepszym graczem i móc wygrywać z coraz mocniejszymi rywalami.

Każdy mecz, nieważne czy sparing, czy pojedynek turniejowy, niesie ze sobą mnóstwo emocji. Będą one zarówno pozytywne, jak i negatywne. Jedne i drugie będą miały wpływ na grę po obu stronach siatki. Oczywiste jest, że największe znaczenie będzie miała w takich sytuacjach odporność psychiczna oraz typ charakteru. W tak głęboką psychologię nie chcę się zagłębiać. Skupię się na powszechniejszym i mniej obszernym zagadnieniu, jakim jest stres meczowy.

_MG_9173  fot. Paweł Tokarski

SKĄD ON SIĘ W OGÓLE BIERZE I DLACZEGO?

Wiadomo, że każdy chce zagrać mecz najlepiej jak potrafi. Dlatego właśnie najczęstszą przyczyną stresu jest obawa przed tym, że wypadniemy gorzej, niż sobie założyliśmy. Gdy dodamy do tego negatywne emocje związane z nieuniknionymi błędami w trakcie meczu, to wychodzi nam całkiem niezłe spięcie. 🙂
Kolejnym częstym problemem jest świadomość tego, że każda piłka jest wartościowa, a wygranie jej przynosi punkt. Dlatego za wszelką cenę nie chcemy popełnić błędu i gramy rozważniej i pasywniej, a przez to zazwyczaj przeciwnik może nas łatwiej pokonać.

JAK TEMU ZAPOBIEC?

Po pierwsze: zagrać mecz z myślą „Zagram najlepiej, jak będę w stanie” zamiast „Muszę to wygrać”.

Po drugie: nie zrażać się do danej strategii gry po własnych błędach. KAŻDY je popełnia (nawet zawodowcy), a to, że piłka dwukrotnie wyleciała w aut nie oznacza, że za trzecim razem będzie tak samo.

Po trzecie: starać się grać stylem i sposobami, które się zna, umie najlepiej oraz którymi gra się na co dzień.
Korzystając z tych trzech rad po każdym meczu, niezależnie od wyniku, będzie można powiedzieć sobie: „Zagrałem najlepiej, jak potrafiłem w danym momencie”. Z takim przeświadczeniem zwycięstwo będzie smakowało jeszcze lepiej, a porażka będzie motywatorem do dalszej pracy nad grą.

Oprócz tego, w swoją grę warto wprowadzić też różnego rodzaju rytuały, które będą miały za zadanie wyciszenie emocji związanych z poprzednią wymianą oraz nabranie koncentracji przed kolejną piłką. Rytuałów takich jest dużo. Może to być poprawianie strun rakiety między wymianami lub odejście na kilka sekund na koniec kortu, stojąc tyłem do przeciwnika i złapanie kilku wdechów na uspokojenie. Jeszcze inni lubią rzucić sobie pod nosem parę haseł motywujących. W tym aspekcie nie ma złotego środka – każdy musi znaleźć odpowiedni dla siebie.

_MG_9192
fot. Paweł Tokarski

Przy okazji tego tematu chciałbym podzielić się swoim doświadczeniem odnośnie stresu meczowego oraz tym, jak on wpływa na mecz.

Stosunkowo niedawno zapisałem się po raz pierwszy do ligi klubowej polegającej na wyzywaniu na pojedynek kolejnych graczy na liście w celu zajęcia ich miejsca. Mimo tego, że staram się w miarę regularnie grać na punkty poza ligą, to są to mecze „o pietruszkę” – bez większego celu. Gdy więc przyszło co do czego, to i mnie złapał lekki stres mimo doświadczenia w wielu turniejach w przeszłości. Przyznam szczerze, że tak jak z początku (w pierwszych dwóch meczach) nie udało mi się grać „swojego tenisa” i skupiałem się tylko na przerzucaniu piłki i nie popełnianiu błędów, tak później stwierdziłem, że w ten sposób nie pokonam tego stresu i zacząłem już grać odważniej w kolejnych pojedynkach.

Jak mi poszło? Po pięciu meczach nadal jestem bez porażki, ale skórę w większości ratowała mi siła spokoju, dzięki której przegrywając pierwszego seta, wygrywałem dwa kolejne. Na koniec spytacie pewnie, na czym ta siła spokoju polegała. Mianowicie na stosowaniu się do rady numer 2. Grałem dalej, nie denerwując się własnymi błędami, nie zniechęcając się po dobrych zagraniach przeciwnika. Jeśli chodzi o moich przeciwników, to ich zachowanie było mocno naładowane emocjami. Obfite wiązanki pod nosem ukazywały, jak bardzo oddziałuje na nich stres przekładając się na brak cierpliwości i nerwową grę. 🙂

G0011501

Nie bez przyczyny mówi się, że tenis składa się w 90% z psychiki, a tylko w 10% z aspektów fizycznych. Warto więc pamiętać o tym i podążać wcześniej założoną strategią meczową oraz unikać poddawaniu się silnym emocjom w trakcie meczu. 🙂

Wiadomo – łatwo powiedzieć, trudno zrobić, ALE… dla chcącego nic trudnego!

Jeśli macie podobne doświadczenia meczowe lub wręcz przeciwne, zapraszam do podzielenia się nimi. Z chęcią i ja dowiem się czegoś więcej.

Oceń artykuł:
3.7 (74.29%) 7 votes