Zabawa z zabezpieczeniami, czy bez? - Wszystko dla sportu
31 października 2016

– Po co mi ochraniacze, przecież umiem jeździć…

– Kask? Weź, daj spokój! Wyglądam w nim jak kosmita. Latem głowa się poci. Nie, niee, nieee…

Długo się zastanawiałem, jak ugryźć ten temat. Mam napisać, że ochraniacze zmniejszają ryzyko urazu po upadku? Że ludzie i tak ich nie noszą, bo krępują ruchy, nie pasują do outfitu, bo… Bo co? Wymówek jest zawsze wiele. Bez bicia się przyznam, że jak jeżdżę na hulajce, to nie zawsze mam kask. I to nie dla tego, że zapominam. Jakąś wymówkę dla siebie zawsze znajdę. Ale na rolki i rower zawsze go zabieram. Już kilka razy uratował mi życie. Do tego inne ochraniacze, które uznam, że się przydadzą.

Dojrzewałem do tej decyzji przez ponad dwa lata, ale po długich namowach kolegów uznałem, że w końcu trzeba spróbować czegoś nowego w życiu. Jakiś czas temu skończyłem składać sobie deskę. Ochraniaczy będę potrzebował tym bardziej, że będzie to mój debiut. Od razu przypomniałem sobie kolesia na skateparku, który jeździł na desce. Jako jeden z nielicznych jeździł w ochraniaczach. Po jakimś czasie zobaczyłem, że ma wstawione srebrne jedynki. Okazało się, że stracił je kiedyś na desce. Uprzedzając fakty, dokupiłem za grosze ochraniacz na zęby. Wystarczy taki jak do sportów walki. Wychodzi o wiele taniej niż wstawianie nowych zębów.Gdyby nie deszcz, to pogoda na deskę byłaby wręcz idealna. Jest chłodno, więc można trochę poszaleć w jeansach i jakiejś grubszej bluzie.

– Dlaczego dobrze?

Po prostu nie lubię upadku w krótkich spodniach na kostkę czy asfalt. Wolę podrzeć bluzę, spodnie, niż po raz kolejny plecy czy nogi. A bluza z moltenu czy innego grubego materiału zawsze lepiej amortyzuje upadek niż sam asfalt. Tu trick dla osób, które nie lubią pokazywać się publicznie w ochraniaczach – pod bluzą możesz ukryć nawet żółwia (ochraniacz na plecy), a jeansy super maskują ochraniacz na biodro (na które upadam chyba najczęściej…) i kość guziczną. Z racji tego, że powolutku zaczyna robić się zimno, w Decathlon zaczęły się pojawiać sporty zimowe.

happy_bobo_b1_kask

– No dobra, ale co mają wspólnego sporty zimowe i ochraniacze na rolki?

To, że idąc na narty, snowboard, też potrzebujesz ochraniaczy… które możesz bezproblemowo zaadaptować do jazdy na rolach czy desce. Tak jak żółwia dostaniesz cały rok w dziale jeździeckim, a spodnie z ochraniaczami na tyłek są dostępne w sektorze rolki, to ochraniacze piankowe na kolana i łokcie są tylko przez te kilka miesięcy w dziale ze sportami zimowymi.

– Co daje taki ochraniacz? W czym jest lepszy od zwykłych skorup?

Mniej krępuje ruchy i możesz go schować pod spodniami, zamiast afiszować się ze skorupą wielkości ludzkiej głowy na kolanie czy łokciu. Mam takie piankowe ochraniacze na kolana. Po wykonaniu kilku testów „na sucho”, na podłodze w pokoju, mogę się podzielić z Tobą moimi spostrzeżeniami:

  • upadek nie jest tak głośny jak w wypadku moich skorup – sąsiedzi nie zaczęli stukać miotłami w moją podłogę od spodu (notatka: następnym razem test wykonywać przed ciszą nocną),
  • jest mniej bolesny – uczucie jest podobne jak przy upadku na piasek,
  • zakładanie jest troszkę bardziej problematyczne – ochraniacz jest wsuwany.

drop_kask_mf

Za pierwszym razem myślałem, że wziąłem za mały rozmiar. Ochraniacz zatrzymał się na łydce i nie chciał wejść wyżej. Ponownie zmierzyłem obwód w kolanie zgodnie z zaleceniami producenta. Z tabeli odczytałem, że powinienem wybrać rozmiar M. Taki też rozmiar przymierzałem. Ha, wszystko dobrze, ale od jazdy na rolach, rowerze i bieganiu mam większe uda i łydki. Miałem więc problem z założeniem ochraniaczy. Ale tak było przez kilka pierwszych wyjść. Potem lycra i guma wyciągnęły się do tego stopnia, że założenie ochraniaczy nie jest już tak problematyczne jak na początku. Ochraniacz się dobrze trzyma i już nawet nie uciska. Co nie znaczy, że nie zakładam go dłużej niż skorup…

Z moich obserwacji wynika, że twarde ochraniacze lepiej chronią podczas upadków i nie przecierają się tak szybko jak te z pianki. Nie wyobrażam sobie kilkumetrowego ślizgu z rampy na kolanach w ochraniaczach z pianki. Miałem kilka takich przygód w swoich skorupach i tylko dzięki nim mam jeszcze kolana.

Podsumowując, ochraniacze Wed’ze wykonane z twardej pianki:

  • super sprawdzają się podczas upadków bezpośrednio na staw (od boku nie ma pianki),
  • nie krępują ruchów jak skorupy,
  • można je ukryć pod spodniami.

kask_play_red_deska

Za użytkowaniem standardowych skorup przemawiają:

  • wytrzymałość,
  • duuuża powierzchnia, na którą można upadać i zaliczać ślizgi – zdecydowanie lepsza ochrona stawu,
  • jeszcze raz wytrzymałość.

Wspominałem wcześniej o ochraniaczach na plecy i tyłek. Czas przyjrzeć się im nieco bliżej. Zacznę od pleców. Ochraniacz Wed’ze sposobem zakładania przypomina plecak i nie różni się od innych tego typu dostępnych na rynku. Są dwa elastyczne paski z pasami biodrowym i piersiowym dla lepszego trzymania. Pas biodrowy jest zapinany na rzep, dzięki czemu nie krępuje tak bardzo ruchów, jak by to miało miejsce w przypadku klamer. Skorupa składa się z kilku połączonych elementów wykonanych z PCW. Pod nią jest gruba warstwa pianki, która podczas upadku pochłania część energii i zapobiega obiciu nam pleców przez samą skorupę. Ochraniacz nie jest super przewiewny, ponieważ jest przeznaczony do sportów zimowych, i jest w nim postawiony nacisk na wytrzymałość, a otwory, które zapewniałyby lepszą cyrkulację powietrza, osłabiłyby znacząco konstrukcję. Taki ochraniacz przyda się bardziej na skatepark lub dla osoby, która miała kiedyś uszkodzony kręgosłup i musi na niego uważać podczas jazdy na rolkach, łyżwach czy podczas uprawiania innych sportów, gdzie istnieje realne ryzyko ponownego uszkodzenia go.

Ochraniacz Oxelo na kość guziczną i biodrową lub, jak kto woli, ochraniacz na tyłek. To nic innego jak spodenki z lycry z wstawkami z twardej pianki w miejscach najbardziej narażonych na obicie podczas upadków. Pianka jest delikatnie ponacinana, dzięki czemu lepiej dopasowuje się do anatomii użytkownika. Przed zaopatrzeniem się w ten jakże potrzebny ochraniacz miałem notorycznie poobijaną miednicę i kość ogonową. Od kiedy zacząłem w nim jeździć… przestałem się wywalać na te miejsca.

Będąc jakiś czas temu na rampach, zobaczyłem, że zdecydowanej większości ludzików jeżdżących na rolkach spod podartych na piszczelach spodni wystają ochraniacze piłkarskie.

– Po co im te ochraniacze, przecież…

Pewnie rozmyślałbym na temat sensu noszenia piłkarskich ochraniaczy na piszczele troszkę dłużej, gdyby nie fakt, że w tym samym czasie uderzyłem piszczelem w coping (metalowa rura wieńcząca rampę). Od tamtej pory mam o jedno wgłębienie w piszczelu więcej i odpowiedź na pytanie Dlaczego ochraniacz na piszczel jest tak bardzo potrzebny podczas jazdy po skateparku? Można jeździć w ochraniaczach piłkarskich lub wypuszczonych na rynek przez firmy zajmujące się sprzedażą części i ochraniaczy na rolki czy deski. Z moich obserwacji wyciągnąłem wniosek, że lepiej mieć jakikolwiek ochraniacz spełniający swoją rolę, niż nie mieć żadnego.

To w sumie wszystko, co chciałem przekazać Ci o ochraniaczach. Pominąłem tu kask i ochraniacze na nadgarstek. Ale uważam to za absolutne minimum ochrony podczas jazdy i każdy, niezależnie od poziomu zaawansowania, powinien je nosić. Nie dlatego, że rodzice każą, tylko dla siebie. Czy po przeczytaniu tego, co napisałem zaczniesz w nich jeździć? Nie wiem. Czy dzięki nim przestaniesz się tak często wywalać? Mam nadzieję, że jednak zaczniesz je nosić i rzadziej upadać. Bo w końcu ochraniacze są po to, żeby je nosić, a nie po to, żeby ich używać. Ja w ochraniaczach czuję się bezpieczniej i, co dziwne, zaliczam mniej spektakularnych upadków, niż kiedy miałem na sobie mniej skorup. Dlaczego? Bo wiem, że jak upadnę, to obiję ochraniacz, a nie siebie. To właśnie podczas desperackich prób uniknięcia upadku obijałem się najbardziej. Moje pytanie do Ciebie na koniec: jeździsz w ochraniaczach czy uważasz je za zbędny sprzęt?

Oceń artykuł:
4.6 (92%) 5 votes