10 powodów, żeby zacząć jeździć na rowerze - Wszystko dla sportu
31 października 2016
0

Jakiś czas temu usłyszałam od lekarzy, że nie będę mogła dalej uprawiać sportu, że jest to niewskazane, wręcz niebezpieczne dla mojego organizmu. To była jedna z tych sytuacji, gdy masz wrażenie, że mówią do kogoś innego, a po chwili dociera do Ciebie sens słów i czujesz, jakby świat się zawalił. W drugiej dekadzie życia ktoś zabrania Ci robić coś, czym żyłeś od najmłodszych lat. Czasem słyszę pytania, po co to robię. Po co wstawałam na trening na siódmą rano? Po co w deszczu wsiadam na rower? Po co marnuję czas? Na pierwsze dwa pytania trudno jest odpowiedzieć, tak po prostu wygląda moje życie, natomiast… czy marnuję czas? Nigdy tego nie zauważyłam, zawsze coś dzięki temu zyskuję, nie tracę.


1. PODEJŚCIE DO ŻYCIA.

Ultrabiegaczka Mirna Valerio powiedziała: „Nieważne kim jesteś i jak wyglądasz, jeśli zajmiesz się sportem, staniesz się innym, lepszym człowiekiem”. Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz zetknęłam się ze sportem, najprawdopodobniej było to wtedy, gdy z bratem i tatą graliśmy w piłkę nożną, jeszcze w przedszkolu. Późniejsze treningi, począwszy od szkoły podstawowej, i zawody uczyły mnie obowiązkowości, zdrowej rywalizacji i pewności siebie. To one kształtowały mnie przez lata. A teraz, gdy coś zaczyna się psuć, nie wychodzi mi, idę poćwiczyć, pojeździć i wracam ze świeżym umysłem.

Wplatając jazdę na rowerze w biegowy plan treningowy można, mimo mniejszej tygodniowej liczby kilometrów, utrzymać formę, a często nawet poprawić wyniki.


2. LUDZIE.

Gdy znalazłam się w liceum, okazało się, że trafiłam do klasy razem z koleżanką, z którą spotykałyśmy się na zawodach, a wcześniej pod koniec podstawówki pojawiła się w klasie dziewczyna, którą poznałam na lidze Pałacu Młodzieży. Jeździłyśmy na Mistrzostwa Polski, różne Grand Prix, zawody ligowe na Mazowszu i wszystkie mniejsze „o Puchar Burmistrza”, dlatego przez lata zdobywałyśmy kontakty, spotykałyśmy się kilka razy do roku z rówieśnikami z wielu klubów. Kilka tygodni temu pojechałam na zawody w duathlonie sto pięćdziesiąt kilometrów od mojego domu; poznałam sześćdziesięcioletniego pana, dziewczynę z Warszawy oraz – jak się później okazało – brązowego medalistę wyścigu, triathlonistę z Torunia.


3. NOWE DOŚWIADCZENIA.

Kiedy zabroniono mi biegać i grać w kosza, wyciągnęłam swój stary rower i zaczęłam jeździć. W zakamarkach internetu znalazłam, że jest to dyscyplina, obok pływania, najmniej obciążająca kości. Na początku było ciężko, rower kojarzył mi się zawsze z tak zwaną jazdą po bułki, jednak im więcej czasu spędzałam w ten sposób, tym bardziej mi się to podobało. Niedługo później kupiłam sobie nowy rower, pojechałam na pierwszą wyprawę i tak zaczęłam nowy, sportowy rozdział w życiu.


4. BRAK KONTUZJI.

Po każdej kontuzji powrót do zdrowia i aktywności fizycznej zaczynałam od roweru. Na początku na rowerze stacjonarnym jako rozgrzewka przed ćwiczeniami kilka razy w tygodniu, potem już codziennie jako stały punkt programu. Po kontuzji kolana, pękniętej piszczeli, naderwanych więzadłach czy zapaleniu Achillesa – o ile wielu aktywności nie można wykonywać, to dwukołowiec jest jak najbardziej wskazany.

Może kiedyś, tak jak ja, dojdziesz do wniosku, że nie wyniki czyniły Cię sportowcem, a to, co zyskałeś (na całe życie).


5. BONUS DLA BIEGACZY.

Wiedzieliście, że wplatając jazdę na rowerze w biegowy plan treningowy można, mimo mniejszej tygodniowej liczby kilometrów, utrzymać formę, a często nawet poprawić wyniki? Organizm ma to do siebie, że jeżeli wykonujemy jakąś czynność dzień w dzień, po jakimś czasie robimy to mniej efektywnie. Można powiedzieć, że nasze ciało przyzwyczaja się i oszukuje nas. Nie bez powodu mówi się, że jeżeli będziesz codziennie robił trzydzieści standardowych brzuszków, nie osiągniesz zamierzonych efektów. Naukowcy określają to zjawisko jako adaptację organizmu człowieka do aktywności fizycznej, która polega na tym, że jeżeli organizm wykonuje jakiś wysiłek regularnie, zachodzą w nim zmiany anatomiczne i fizjologiczne, zwiększa on swoje zdolności oraz odporność na obciążenia, dzięki czemu szybciej się regeneruje. Dlatego potrzeba urozmaicenia. Jadąc na rowerze, angażujemy w większości te same grupy mięśniowe, co podczas biegu, jednak w całkowicie odmienny sposób. Ponadto dzięki takiemu rozwiązaniu zmniejszysz ryzyko kontuzji.
Miałeś kiedyś jakąkolwiek dolegliwość w obrębie kończyny dolnej dotyczącą więzadeł, ścięgien, kości? Może miałeś do czynienia z coraz częściej spotykanymi wśród biegaczy shin splints? Dzięki rowerowi wspomożesz swoje mięśnie i tkanki w prawidłowej regeneracji, przy okazji nie rezygnując z treningu.


6. WIECZNA MŁODOŚĆ.

Widziałeś kiedyś nagłówek w gazecie „Na 80 urodziny przejechał 80 km na rowerze” albo coś w tym rodzaju? Rower poprawia nasze ogólne zdrowie i samopoczucie. Nie zauważyłeś, że starsi ludzie uprawiający sport, sprawiają wrażenie młodszych niż są w rzeczywistości? Są pełni energii, radośni, nie narzekają ciągle na lekarzy i choroby, tylko biegają, jeżdżą, grają i cieszą się z życia.


7. ZDROWE SERCE.

Podczas dłuższej jazdy równym tempem nasz organizm pracuje w wysiłku tlenowym, co oznacza, że nasz puls nieznacznie przyspiesza, poprawia się krążenie krwi i spada ciśnienie tętnicze. Jednym słowem zmuszamy nasz układ krążenia do bardziej wydajnej pracy. Co za tym idzie: lepiej dotleniamy narządy wewnętrzne, zmniejszamy ryzyko wystąpienia chorób serca, w tym choroby niedokrwiennej serca i zawału, oraz zapobiegamy nadciśnieniu. To, że podczas takiego wysiłku fizycznego nasze mięśnie kurczą się i rozkurczają (w ten sposób pracują) sprawia, że naczynka krwionośne intensywniej funkcjonują – dzięki temu zapobiegamy powstawaniu żylaków.

Jeszcze nigdy nie spotkałam zawodowego rowerzysty z grubymi łydkami, oni wszyscy mają super szczupłe nogi!


8. KONDYCJA I WYDOLNOŚĆ.

Gdy zaczynałam przygodę z rowerem, starczało mi przejechanie jednorazowo 8 km. W miarę upływu czasu pokonywałam coraz dłuższe odcinki. 40 km wracając z pracy, pierwsza setka, potem sto pięćdziesiąt kilometrów… i nie chodzi tylko o rower, przekłada się to także na poprawę wydolności zauważalną przy bieganiu, wytrzymałość przy ćwiczeniach aerobowych. Jeśli dotychczas miałeś zadyszkę po wbiegnięciu na piąte piętro, to po dwóch tygodniach jazdy na rowerze zadyszkę będziesz miał na dziesiątym.

Podczas wyprawy rowerowej wzdłuż Bałtyku.


9. SYLWETKA.

Usłyszałam kiedyś takie słowa: „Rowerzysta ćwiczy tylko nogi, dlatego kobiety nie chcą jeździć na rowerze, ponieważ nie podobają im się umięśnione uda i łydki”. Wiecie co? Jeszcze nigdy nie spotkałam zawodowego rowerzysty z grubymi łydkami, oni wszyscy mają super szczupłe nogi! Owszem, możemy poprzez taki wysiłek wzmocnić mięśnie nóg, ale nie rozbudować je.


10. KRĘGOSŁUP.
725a6458-jpg-1_-1xoxar
Wszyscy mówili mi, że jak kupię szosę, plecy będą mnie jeszcze bardziej boleć… Sama byłam w szoku, że nie mieli racji. A jednak… na oko bóle występują o połowę rzadziej i bardzo straciły na sile. Jeżdżąc na rowerze, angażujemy nie tylko mięśnie nóg, ale także inne grupy mięśniowe: barki, biodra, plecy, brzuch, pośladki. Wjeżdżając pod górę (zwłaszcza w pozycji stojącej), wzmacniasz także mięśnie rąk i klatki piersiowej.
Jeśli ustawisz siodełko w optymalnej pozycji, to znaczy nie za daleko ani za blisko, przód siodełka minimalnie pochylony w dół oraz na odpowiedniej wysokości, a także nie będziesz mieć za daleko ani za blisko kierownicy, świetnie wzmacnisz mięśnie pleców, zwłaszcza w odcinku lędźwiowym. Przy jeździe na rowerze szosowym, ze względu na mocno pochyloną pozycję, również mięsień czworoboczny, czyli w okolicy karku i ramion.

Kilka lat temu przeczytałam słowa hiszpańskiego pisarza, Carlosa Ruiza Zafóna: „Wrodzony talent jest jak siła dla sportowca. Można się urodzić z większymi lub mniejszymi zdolnościami. Ale nikt nie zostaje sportowcem tylko i wyłącznie dlatego, że jest wysoki, silny lub szybki. Tym, co czyni kogoś sportowcem lub artystą, jest praca, praktyka, technika”.
Gdy zdasz sobie z tego sprawę, nie będziesz potrzebował motywacji, nie będziesz się martwił, że inni wkładają mniej pracy i są lepsi, po prostu będziesz robił to, co kochasz i doskonalił swoje umiejętności. Może kiedyś, tak jak ja, dojdziesz do wniosku, że nie wyniki czyniły Cię sportowcem, a to, co zyskałeś (na całe życie).
_
Dominika

Dominika Niemyska
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Okęcie w Warszwie – chętnie doradzę Wam w w kwestii kilku sportów: kolarstwa, triathlonu, sportów wodnych i sportów siłowych. Ponadto, interesuję się też fizjoterapią i jestem trenerem personalnym. Możesz skontaktować się ze mną mailowo: dominika.niemyska@decathlon.com. Do zobaczenia!
Zadaj pytanie

Udostępnij:
Oceń artykuł:
5 (100%) 37 votes