Być biegaczem jak z definicji - Wszystko dla sportu
24 maja 2016

„Biegacz” – kiedy w myślach wymawiam to słowo, przed oczami widzę wysokiego, chudego maratończyka w luźnych ubraniach, przemierzającego rozległe bezdroża z butelką wody w ręce. Nic nie poradzę na to, że taki stereotyp zaszczepił się w mojej głowie (i może nie tylko w mojej). Jednak podobne wyobrażenie nie może być bardziej błędne. Dlaczego? No tak, racja, nikt nie biegłby kilkudziesięciu kilometrów z butelką w ręce, to zupełnie niepraktyczne. Ale mam na myśli coś innego. Pojęcie biegacza, szczególnie w ostatnich latach, staje się coraz bardziej pojemne. Ograniczając grono „prawdziwych” biegaczy do jednostek wpisujących się w powyższy opis (dobrze, bez tej butelki), nie oddajemy sprawiedliwości ogromowi różnorodności pasjonatów tego sportu. W końcu nie jest to bynajmniej dziedzina dla wybranych. Nie trzeba mieć szczególnych predyspozycji fizycznych, żeby zostać biegaczem. To trochę jak z prowadzeniem samochodu – na miano kierowcy nie zasługują jedynie Krzysztof Hołowczyc czy Robert Kubica, ale też dostawca chleba do piekarni oraz ktoś, kto dopiero zdał „prawko” i nie potrafi jeszcze porządnie zaparkować.

01a

Co właściwie czyni nas biegaczami?

Jeszcze nie to, że kupiliśmy sobie buty do biegania i koszulkę oddychającą. Ale to już pierwszy krok. Następnie zabieramy się za czytanie artykułów biegowych – motywacja i chęci rosną, przestajemy bać się spróbować czegoś nowego. W końcu nadchodzi ta piękna chwila, kiedy wiążemy buty, zakładamy czapkę z daszkiem i wychodzimy z domu. Po rozgrzewce możemy spokojnie zacząć naszą biegową eskapadę. Nie ważne, ile ona trwa.

W momencie, kiedy zaczynamy biec, jesteśmy biegaczami.

Aż ma się ochotę zapytać: „Gdzie jest haczyk?” Nie ma go! No dobrze, żeby nie było tak pięknie, to rytuał biegowy musi odbywać się regularnie. To, że kilka (kilkanaście? kilkadziesiąt?) lat temu zrobiłeś trzy kółka wokół boiska na wuefie, nie czyni Cię biegaczem. Ale regularnie podejmowany wysiłek, aby pokonać chociażby kilka kilometrów truchtem, nawet kiedy Ci się nie chce, a na dworze pada, jak najbardziej upoważnia Cię do określania siebie tym terminem.

No, kiedy już jesteś prawdziwym BIEGACZEM, cała reszta to tylko formalność. Nim się obejrzysz, marszobieg przeradza się w bieg, pięć kilometrów w dziesięć, dziesięć w półmaraton, półmaraton w maraton… Trochę się rozpędziłam. Po pierwsze, nie stanie się to za sprawą magicznej różdżki, a Twojej własnej pracy, wysiłku i czasu spędzonego na trasie. Po drugie, maratończykiem nie zostaniesz w ciągu miesiąca ani dwóch. Wymaga to dużej ilości przemyślanych i usystematyzowanych treningów. Brzmi zniechęcająco? Czy zniechęciło to miliony zadowolonych z siebie, swojej pasji i sportowego życia biegaczy na całym świecie?

Podejmij wyzwanie i spróbuj biegania już dziś!

Misia

Oceń artykuł:
5 (100%) 2 votes