Czy warto odwiedzić Hiszpanię? Relacja część 1: Barcelona - Wszystko dla sportu
top
8 października 2018
6

Początek wyprawy dał się nam we znaki. Jednakże z każdym kolejnym dniem było coraz lepiej! Przeczytajcie pierwszą część relacji z mojego wyjazdu do Hiszpanii. Na pierwszy ogień – Barcelona! 🙂

 

Jest wiele plusów w podróżowaniu poza sezonem:

– mniejsze obłożenie hoteli i hosteli, co przekłada się na większy wybór miejsca noclegowego,

– chłodniejsze temperatury w miejscach, w których ciężko jest aktywnie zwiedzać w sezonie,

– mniejsza ilość turystów, co przekłada się na ogólny komfort zwiedzania miejsc bardzo popularnych.

Minus jest tylko jeden. Pomimo tego, że jest ciepło mogą wystąpić opady deszczu (chociaż w sezonie chyba też się zdarza 🙂 ). W moim przypadku padało tylko pierwszego dnia, w następne 7 dni były ciepłe i słoneczne.

 

Fot 1. Agnieszka Kłos | Barcelona zimą niestraszna!

 

Dlatego luty wydawał mi się idealnym miesiącem na wycieczkę do Hiszpanii… Kiedy w Polsce jest tak zimno, że siedzenie pod kocem z gorącą czekoladą jest moim ulubionym zajęciem, a w samej Hiszpanii jest na tyle ciepło, żeby móc swobodnie chodzić bez kurtki….

Wykupiłam więc loty linii Ryainar, który ostatnio zmienił politykę bagażu podręcznego. Od 2018 roku nie można zabrać na pokład samolotu dwóch bagaży podręcznych, ten większy trzeba oddać przy samym wejściu na pokład samolotu, a od listopada za większy bagaż podręczny trzeba będzie zapłacić 8 euro.

 

Fot 2. Agnieszka Kłos | Barceloneta- Barcelońska plaża

 

Nasza podróż nie zaczęła się zbyt dobrze bo z 3h opóźnieniem naszego lotu. W Barcelonie, na lotnisku El Prat wylądowałyśmy o 23, a na wydanie naszych bagaży podręcznych czekałyśmy ponad 1 godzinę! Zaczęło być jeszcze śmieszniej kiedy stanęłyśmy o 24.00 na przystanku czekając na autobus (miejski), który zawiezie nas do centrum. Owszem autobusy o tej godzinie były, ale jeden z nich w ogóle nie zatrzymał się na przystanku (a nie był pusty), a drugi zatrzymał się na sekundę i pojechał dalej….

Dałyśmy radę wsiąść dopiero do 3 z kolei, jechałyśmy z innymi turystami, którzy byli tak samo zdziwieni jak my, gdy autobus zatrzymał się na swojej ostatniej stacji na Placa Espanya (30 min na piechotę od naszego hostelu). Pomimo późnej pory ruszyłyśmy na nasz pierwszy i nieplanowany spacer po Barcelonie. Nasz hostel znajdował się dosłownie 50m od najbardziej popularnej ulicy w mieście – La Ramblas. Można powiedzieć, że zaliczyłyśmy false start, po którym było tylko lepiej 🙂

Poradników co zwiedzić/zobaczyć w Barcelonie jest mnóstwo, więc wiadomym jest, że się powtórzę, polecam jednak szczególnie do zwiedzenia:

Barri Gotic

 

     Czyli przepiękną gotycką dzielnicę z wąskimi uliczkami i  średniowiecznym klimatem, w której nie warto mieć jakiegoś szczególnego planu zwiedzania. Jak ja to mówię w takich przypadkach: ” Warto się tu trochę pogubić”. Dzielnica ma niezliczoną ilość kawiarenek i cukierni. Przy takiej pogodzie, jaka nas zastała pierwszego dnia, wstąpiłyśmy dwa razy na ciastko i kawę, żeby uciec przed deszczem.

 

Sagrada Familia

 

     Czyli nieukończone do dziś dzieło A. Gaudiego – najsłynniejszego architekta w Hiszpanii, którego dzieła są rozsiane po całej Barcelonie. Gaudi miał swój niepowtarzalny styl. Powszechnie wiadomo, że wszystko co jest (zbyt) charakterystyczne ma zarówno swoich wielbicieli jak i przeciwników. Nie inaczej jest z dziełami Gaudiego. Sagrada Familia jest najdziwniejszym i jednocześnie najbardziej niesamowitym kościołem jaki widziałam. Jego ukończenie zaplanowano w 100 rocznicę śmierci jego architekta, który zwykł ponoć mówić że “jego klientowi się nie śpieszy”. Co ciekawe po wybudowaniu jednej z wież kościół będzie najwyższy na świecie.

 

Fot 3. Agnieszka Kłos | Sagrada Familia

 

Warto po drodze do Sagrady odwiedzić również Casa Batllo i Casa Mile (przezywany czule “kamieniołom”) – budynki mieszkalne zaprojektowane również przez Gaudiego.

 

Fot 4. Agnieszka Kłos | Casa Batllo i Casa Mila

 

Wzgórze Montjuic

 

     Widok zawsze jest lepszy z góry, potwierdzają to wszystkie wzgórza na których byłam. A jeśli coś się jeszcze na tym wzgórzu znajduje (prócz pięknego widoku) to jest to kolejny powód, żeby na niego wejść. W tym przypadku można nawet kawałek wjechać ruchomymi schodami.  Na wzgórzu Montjuic znajduje się m.in. zamek forteca Castell de Montjuïc z XVII wieku o mrocznej historii (przetrzymywano i mordowano w nim więźniów politycznych), muzeum i cmentarz Żydowski a troszkę niżej sportowe obiekty olimpijskie.

 

Fot 5. Agnieszka Kłos | Zamek i obiekt olimpijski

 

Będąc na wysokości muzuem można usiąść wieczorem na schodach i przyglądać się z góry pokazowi gry świateł i muzyki wydobywającej się  z fontanny. U nas na siedzeniu się skończyło, ponieważ fontanna niestety “nie zagrała”. Obejrzałyśmy przykładowe filmiki na YT, żeby zaspokoić ciekawość, a po spektaklu w Singapurze dziś nawet nie żałuję, że tego nie zobaczyłam. Wracając ze wzgórza pomagałyśmy jeszcze starszej Pani zdjąć kota z drzewa, który za żadne skarby nie chciał z niego zejść :)) Niestety w żaden sposób nie udało nam się uparciucha z drzewa strącić..

 

Fot 6. Agnieszka Kłos | Widok ze wzgórza

 

Parc de la Ciutadella i Łuk Triumfalny

 

     Piękny park w środku miasta, w którym można odpocząć, ale również trochę pozwiedzać.

Główną atrakcją jest Zamek Trzech Smoków oraz fontanna w projekcie, której uczestniczył też ponoć sam Gaudi, gdy jeszcze był studentem architektury. Wzdłuż fontanny zbudowano schody, dzięki którym można wejść na górę, by spojrzeć na kawałek Barcelony z góry.

 

Fot 7. Agnieszka Kłos | Parc de la Ciutadella

 

Po drodze do parku można przejść przez łuk triumfialny, który wybudowany został z czerwonej cegły, czym wyróżnia sie na tle innych łuków europejskich. Inspiracją dla łuku był styl muzułmański.

 

Fot 8. Agnieszka Kłos | Łuk triumfalny

La Barceloneta

 

     Czyli najsłynniejsza plaża w Barcelonie znana z umiejscowionych na niej dzieł sztuki oraz charakterystycznego zaróżowionego nieba przy zachodzie słońca. My zastałyśmy zupełnie inny widok. Nie mówię, że gorszy, ale inny 🙂 Ciepłe powietrze ze zderzeniu z zimną wodą spowodowała parę i lekką mgłę unoszącą się nad ziemią. Dało to ciekawy efekt

 

Fot 9. Agnieszka Kłos | La Barceloneta

 

Po drodze na plażę idąc cały czas ulicą La Ramblas można obejrzeć z bliska pomnik Kolumba i budynek Muzeum morskiego. Warto jest tez wstąpić na chwilę do pobliskiego Centrum Handlowego. Z 1 piętra można wyjść na taras, z którego rozpościera się widok na Port Morski.

 

Fot 10. Agnieszka Kłos | Widok na port morski

 

Na atrakcje powyżej przeznaczyłyśmy w planie 2 pełne dni, wystarczyły by zwiedzić na spokojnie obiekty w centrum. Plusem było położenie hostelu, nie musiałyśmy nigdzie dojeżdżać.  W planach była też 2-dniowa wycieczka do Walencji o której opowiem w drugiej części tripu do Hiszpanii 🙂 Po powrocie czekały nas kolejne 2 dni pełne wrażeń, ale że wyczerpałyśmy już zwiedzanie centrum, przeniosłyśmy się do hostelu na przedmieściach. Nie dość, że z tej lokalizacji było blisko to interesujących nas atrakcji turystycznych to jeszcze widok na miasto zachwycał 🙂

 

Fot 11. Agnieszka Kłos | Widok przed hostelem

Park Güell 7 E

 

     Park jedyny w swoim rodzaju, ponieważ na jego terenie odnajdziemy wiele charakterystycznych dla sztuki Gaudiego rzeźb i budowli. Jest to obok Sagrady Familli symbol Barcelony i jedna z największych atrakcji turystycznych miasta. Widać to w liczbie odwiedzających. Wstęp do parku kosztuje 7 euro lub jest darmowy, jeśli przyjdzie się pod wieczór ledwo po zamknięciu kasy biletowej. My przyszłyśmy za dnia by podziwiać rzeźby Gaudiego.

 

Fot 12. Agnieszka Kłos | Widok z Parku Güell

 

Rozczarowała nas jednak ogromna kolejka prowadząca do kasy. By nie marnować czasu i nerwów obejrzałyśmy darmową część parku, która też zrobiła na nas dobre wrażenie dzięki widokowi na Barcelonę z wyższych partii, a następnie skierowałyśmy się do Muzeum Nauki , które było nieopodal. Do Parku wróciłyśmy wieczorem.

 

Fot 13. Agnieszka Kłos | Park Güell wieczorem

 

Muzeum nauki – CosmoCaixa czyli najlepiej wydane 4 euro w życiu

 

     Po prostu WOW! Takiego muzeum jeszcze w życiu nie zwiedzałam… Na parędziesięciu metrach kwadratowych wybudowano las amazoński, wytwarzając typowy dla tego obszaru klimat (temperaturę i wilgotność). Stworzono coś niesamowitego i autentycznego, dzięki sprowadzeniu zwierząt i stworzeniu drzew  i roślin typowych dla rejonów terenów Amazonii i sprawieniu, że zwierzęta czują się jak w swoim naturalnym środowisku wodnym i lądowym.

 

Fot 14. Agnieszka Kłos | Muzeum CosmoCaixa

 

Muzeum jednak oferuje o wiele wiele więcej. Można spokojnie zaplanować cały dzień na zwiedzenie całego kompleksu. Muzeum oferuje wiele wystaw naukowych zwykłych i interaktywnych. Można m.in. zobaczyć jak powstaje fala, burza piaskowa, wybucha wulkan czy balon unosi się w powietrze. Oprócz tego osobną wystawę zajmują dinozaury oraz dział wystawy kosmicznej. Dopłacając do biletu 2 euro otrzymuje się bilet do planetarium, które oferuje seanse o wyznaczonych godzinach, dlatego warto sie spytać o nie w kasie.

 

Fot 15. Agnieszka Kłos | Muzeum CosmoCaixa

Wzgórze De Carmel czyli  bunkry z widokiem na Barcelonę

 

     Zgodnie ze stwierdzeniem “widok jest zawsze lepszy  z góry”  zawsze szukam punktów widokowych, z których rozpościera się piękny widok na miasto. Barcelona ma takich punktów naprawdę sporo. Jednak nieporównywalnym, a jednocześnie najmniej popularnym wzgórzem wśród turystów jest wzgórze Turó de la Rovira inaczej zwany bunkrami Del Carmel z powodu umieszczonych tu w czasie wojny domowej bunkrów.

 

Fot 16. Agnieszka Kłos | Widok z bunkrów Del Carmel]

 

Widok ze szczytu jest naprawdę niesamowity, do tego nic go nie zasłania co pozwala ujrzeć Barcelonę w 360 ° . Z takim widokiem to miejsce powinno być oblegane przez turystów, a nie jest (!). Na bunkrach siedziało pełno młodych ludzi, ale miejscowych, bardzo mało ludzi mówiących w innym języku niż po hiszpańsku.

 Zachęcam Was do przeczytania drugiej części. Ukaże się już wkrótce! 🙂

Agnieszka Kłos
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Manufaktura w Łodzi – chętnie udzielę Wam rad nie tylko na temat sprzętu, ale również w kwestiach podróżniczych! Odwiedziłam już kilka pięknych miejsc, a największe wrażenie zrobiły na mnie Tajlandia, Singapur, Malezja, Rumunia i Izrael. Możesz również skontaktować się ze mną mailowo: agnieszka.klos@decathlon.com
Zadaj pytanie

Udostępnij:
Oceń artykuł:
5 (100%) 2 votes