Jak nie my, to kto? Historia prawdziwa z wózkiem w tle - Wszystko dla sportu
top
17 maja 2019
4

Jest nas szóstka: Iza, Monika, Janusz, Arek, Łukasz i Rychol. Szóstka ludzi, których połączyło bardzo dużo: choroba, miłość do gór, chęć bycia aktywnym, spełnianie marzeń i pomoc innym. Każdy z nas przeżył to samo. W jego dorosłym życiu przyszedł taki dzień, kiedy nagle coś zaczęło się dziać z jego organizmem. Część z nas przestała nagle widzieć, część miała kłopoty z chodzeniem, równowagą czy koncentracją, na ciele pojawiły się bolące miejsca z tzw. przeczulicą. Każdy z nas wtedy stwierdził: „Jestem chory, ale od czego są lekarze. Będzie dobrze, jestem w końcu w sile wieku i mamy XXI wiek”.

 

Jednak wizyta u lekarza szybko zweryfikowała nasze nadzieje. Skierowanie do szpitala, tam diagnoza: „Jest pan/pani chory/chora na nieuleczalną chorobę, jaką jest stwardnienie rozsiane”. To był szok, brzmiało jak wyrok. Pojawiło się załamanie, co dalej z życiem, rodziną, górami, wspinaczką czy nartami. Każdego dnia choroba zabierała nam coraz więcej, aż w końcu stało się – nasze nogi odmówiły współpracy z mózgiem i musieliśmy je zastąpić wózkami inwalidzkimi. Ale nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre.

„Jak nie my, to kto?”

 

Pewnego dnia ta szóstka ludzi spotkała się na jednym i tym samym skrzyżowaniu życia. Poznała się, zaprzyjaźniła i razem stwierdziła: „Mamy gdzieś nasz SM, my będziemy spełniali swoje marzenia, będziemy aktywni, bo w końcu kto?”. I tak powstała na początku nieformalna grupa „Jak nie my, to kto?”, która działa przy PTSR o/Dolnośląski. Choroba zabrała nam możliwość chodzenia, ale gór nie pozwoliliśmy sobie zabrać. Piotr Pustelnik, prezes Polskiego Związku Alpinizmu, powiedział: „Świat wartości w górach jest prosty i przejrzysty dla każdego. Ale jest to absolut piękna i estetycznych doznań. Nie chcesz, nie jedziesz. Nie jedziesz, nie widzisz. Nie widzisz, nie przeżywasz. Wybór należy do ciebie”. Tak – wybór zawsze należy do człowieka, wszystko jest w naszych głowach. My chcemy przeżywać, dlatego jeździmy kołami naszych wózków po górach, widzimy je i podziwiamy. A ten absolut piękna zabieramy ze sobą w doliny.

Wszystko zależy od naszego nastawienia do życia

 

Góry to nie tylko spełnianie marzeń, to nie tylko nasze przeżycia duchowe. W górach spotykamy osoby, z którymi rozmawiamy, które mają w rodzinach, wśród swoich bliskich, osoby chore czy niepełnosprawne. Pokazujemy i wyjaśniamy, że wszystko zależy od nas samych, od naszego nastawienia do życia. Nasi asystenci: Marta, Kornelia, Karolina, Ania oraz dwóch Piotrków pokazują, jak ważna jest czasami minimalna pomoc ze strony zdrowej części naszego społeczeństwa. To właśnie dzięki nim jesteśmy w stanie zrobić coś, czego nie chce czasami zrobić osoba zdrowa. Stajemy się przykładem dla innych. To nasza postawa przekonuje, że można, że można mimo bólu, cierpienia spełniać marzenia, a spełniając je, zapominamy o tym złym, co nas spotkało. Góry dają energię do działania na rzecz środowiska osób z różnymi niepełnosprawnościami, to one dają nam siłę, aby rozmawiać jako konsultanci społeczni w Sejmie RP, pomagają nam apelować do Parlamentu Europejskiego, aby zmieniać prawo unijne, sugerując konkretne rozwiązania, współpracować z władzami samorządowymi, aby przestrzeń publiczna była dostępna dla każdego, czy w końcu prowadzić akcje edukacyjne zmieniające podejście do niepełnosprawności i seniorów.

Pagórki to nasze K2

 

W tym, co robimy, nie zapominamy bowiem o osobach starszych. Głośno mówimy, że nie występujemy o przywileje dla siebie, ale robimy to dla całego społeczeństwa. Bo każdy z nas, w najlepszym przypadku z wiekiem, będzie stawał się osobą z jakąś niepełnosprawnością i znacznie lepiej będzie, gdy będzie do tego przygotowany oraz będzie przygotowana przestrzeń publiczna. Wtedy łatwiej się będzie żyło każdemu z nas. I do tego wszystkiego potrzebujemy gór. My już nie założymy plecaka, nie przypniemy się do liny. Dla nas góry, które kiedyś były pagórkami, stają się naszym K2, ale jesteśmy tam szczęśliwi. Na nasze szczęście powstaje coraz więcej miejsc przyjaznych dla osób z niepełnosprawnościami, a my chcemy tam być. Mamy również marzenia i chcemy z każdym rokiem być wyżej i wyżej, aby napisać swoją kartę w górach wysokich, czyli być pierwszą grupą zorganizowaną, która będzie na swoich wózkach najwyżej na świecie. Trzeba mieć marzenia, bo niemożliwe nie istnieje, trzeba mieć trochę szczęścia, aby zdobyć fundusze na te cele i mieć odpowiednie wózki, a to kosztuje majątek. Dla nas, polskich rencistów, to sumy niewyobrażalne. Ale to marzenia przyszłości, do których tak przygotowywaliśmy się w zeszłym roku.

 

wózkersi
Fot 1. | Pierwszy wspólny wyjazd – ścieżka w koronach drzew Janské Lázně

 

Ścieżka w koronach drzew znajduje się w miejscowości Janské Lázně w Czechach, 150 km od Wrocławia, w samym sercu przepięknych lasów Karkonoskiego Parku Narodowego blisko granicy z Polską. Ma długość 1300 m i przebiega przez las. Zakończona jest 45-metrową wieżą, z której rozciąga się widok na Karkonosze. W podziemiu drewnianej wieży znajduje się centrum edukacyjne, które przedstawia skomplikowany system korzeniowy drzew. Cała trasa przystosowana jest do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Lekką trudność sprawiło nam pokonanie żwirowej nawierzchni parkingu, ale po dotarciu do chodnika wszystko było bez barier. Przejazd ścieżką oraz wjazd na szczyt wieży nie sprawiły nam większego kłopotu, natomiast zjazd był czystą przyjemnością połączoną z nutą szaleństwa. Trasa bardzo nam się spodobała, tym bardziej że jest to ścieżka edukacyjna, gdzie można zapoznać się z przyrodą lasu karkonoskiego. Po zjechaniu na dół przeczytaliśmy, że takich ścieżek jest 8 w Europie. Jedna na Słowacji, trzy w Czechach i cztery w Niemczech. Nasza decyzja mogła być tylko jedna. Jedziemy na inne.

 

Wózkiersi
Fot 2. | Ścieżka w chmurach – Dolni Morava

 

Ścieżka oddalona jest o 160 km od naszego Wrocławia, położona u stóp Śnieżnika, na zboczu góry Slamnik na wysokości 1116 m n.p.m., i zakończona 55-metrową wieżą, co gwarantuje przepiękne widoki. Aby dostać się do ścieżki, musieliśmy wjechać wyciągiem. Odbywa się to bez problemów. Obsługa jest pomocna. Zatrzymała wyciąg tak, że mogliśmy na naszych wózkach podjechać w miejsce, gdzie pełnosprawne osoby wysiadają z wyciągu, a następnie nasze wózki zostały załadowane na krzesełka przed nami. Dzięki temu, gdy dojechaliśmy na górę, nasze wózki już na nas czekały.

 

Wózkersi
Fot 3. | Ze szczytu rozciągał się widok na Masyw Śnieżnika

 

Ruszyliśmy więc w drogę na szczyt wieży, gdzie przybywanie jest ucztą dla oczu. Z samego szczytu rozciągają się widoki na Masyw Śnieżnika z malowniczą doliną rzeki Morawy. W oddali rysują się grzbiety Jeseników, Suchego Vrchu i Karkonoszy. Po zdobyciu ścieżki, będąc w Czechach, nie mogliśmy zapomnieć o kuflu piwa.

 

Wózkiersi
Fot 4. | Trzeci nasz wyjazd w roku 2018 to Tatry

 

Tatry

 

Tatry są miejscem wyjątkowym dla każdego z nas. Ich majestat oczarowuje, to magiczne miejsce, które pozwala w niezwykły sposób się wyciszyć. Tutaj można podziwiać siłę gór i jednocześnie ładować życiowe akumulatory. Tatry to naprawdę absolut piękna i gwarancja cudownej przygody. Wyjazdu nie zaczęliśmy szczęśliwie. Część z nas utknęła na prawie cztery godziny w korku na autostradzie spowodowanym wypadkiem. Ponadto jechaliśmy jak zawsze z obawami, czy nasz hotel będzie chociaż w podstawowym stopniu przystosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Wiemy z doświadczenia, że w polskich górach bywa z tym różnie. Ale my trafiliśmy idealnie, a w dodatku tak pośrodku pomiędzy Wielką Krokwią a Krupówkami. Pierwszy dzień pobytu w stolicy polskich Tatr zaczęliśmy od wizyty na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku, gdzie odwiedziliśmy symboliczny grób Macieja Berbeki. Ten wybitny himalaista dokonał pierwszych zimowych wejść na Manaslu – 8156 m n.p.m. (1984 r., razem z Ryszardem Gajewskim), Czo Oju – 8201 m n.p.m. (1985 r., razem z Maciejem Pawlikowskim) oraz Broad Peak – 8051 m n.p.m. (5 marca 2013 r.) z Adamem Bieleckim, Tomaszem Kowalskim oraz Arturem Małkiem. Niestety zdobycie Broad Peak zostało okupione najwyższą ceną, ceną ludzkiego życia. Góra na wieki przytuliła Maćka Berbekę i Tomasza Kowalskiego.

 

Wózkersi
Fot 5. | Cmentarz Zasłużonych

 

Po zapaleniu symbolicznego znicza i chwili ciszy wybraliśmy się na Gubałówkę. Stacja kolejki, jak i sama kolejka, jest w pełni przystosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych, ale to, co zastaliśmy na górze, nie przystoi państwu położonemu w środku Europy w XXI wieku. Jest to dość wstydliwa wizytówka dla władz Zakopanego. Wszędzie schody, brak nie tylko toalet przystosowanych do naszych potrzeb, ale w ogóle takich, gdzie można wjechać na wózkach. Wszędzie w wejściu znajdują się kołowrotki – na szczęście znalazł się pan, który był w stanie je zdemontować.

 

Wózkersi
Fot 6. | Niektóre miejsca są już doskonale przystosowane dla niepełnosprawnych

 

Jednak daliśmy radę, nawet napić się kawy. Aby tego dokonać, musieliśmy pokonać 8 schodów do góry. Ale warto było dla tego zapierającego dech w piersiach widoku. Giewont i Nosal na pierwszym planie uśmiechały się wyraźnie do nas. Na drugim planie widzieliśmy Kopę Magury z położonym po jej lewej stronie Małym Kopieńcem. Pomiędzy nimi zaś rozciągała się Dolina Olczyska i widać było Wielki Kopieniec, a my patrzyliśmy coraz dalej, aby dostrzec ponaddwutysięczne Buczynowe Turnie, które z Gubałówki nie wydają się aż tak groźne. Za nimi – Orla Baszta i Żółta Turnia. Później już tylko prawdziwe perełki. Kolejno od lewej widać Granaty, Kozi Wierch, Zamarłą Turnię, Mały Kozi Wierch, Kościelec, Przełęcz Zawrat i Świnicę. Było na co patrzeć i co wspominać. To był pierwszy wyjazd, na którym byliśmy grupą widoczną dzięki jednakowym ubraniom. Ludzie nas zaczepiali i wdawali się w dyskusję. Rozmawialiśmy o niepełnosprawności, chorobie i naszym życiu. Dużo osób podchodziło do nas, aby porozmawiać właśnie na te tematy, bo same mają wśród swoich bliskich chorych na SM czy niepełnosprawnych. Wyjaśnialiśmy, że tak naprawdę wszystko dzieje się w naszych głowach. Wieczorem zmęczeni, ale szczęśliwi dotarliśmy do hotelu.

Wyjazd dedykowany Tomaszowi Mackiewiczowi

 

Na następny dzień mieliśmy zaplanowane pokonanie trasy z Palenicy Białczańskiej nad Morskie Oko – to 8,5 km w jedną stronę przy różnicy wzniesień ponad 400 m. Ten nasz wjazd dedykowaliśmy Tomkowi Mackiewiczowi, człowiekowi wyjątkowemu, który wspinał się po najwyższych górach świata w tylko sobie samemu znany sposób. Czapkins – tak był nazywany w środowisku górskim – wyrwał się ze szponów strasznego nałogu, aby zakochać się górach. Jest taka góra na świecie, którą chyba ukochał nad wszystko – to Nanga Parbat (8126 m n.p.m.), położona w Pakistanie w regionie Kaszmir w Himalajach. Tomek próbował mierzyć się z tą górą parokrotnie, najpierw z Markiem Klonowskim, a następnie z Élisabeth Revol w roku 2015 i 2016. Na tych wyprawach osiągnęli oni 7200 m. W roku 2018, również z Élisabeth Revol, Tomek zdobył Nanga Parbat, której nazwa jest mianem kaszmirskim, wywodzi się z sanskrytu i znaczy „Naga Góra”. Jednak przy schodzeniu ze szczytu rozegrał się dramat. Oboje uczestników potrzebowało pomocy w zejściu. Właśnie wtedy odbyła się najgłośniejsza akcja ratunkowa w historii gór wysokich.

Na pomoc wspinaczom na Nanga pośpieszyli Polacy Adam Bielecki, Denis Urubko, Piotr Tomala i Jarosław Botor. Zostali przetransportowani śmigłowcem spod K2 w Karakorum w Pakistanie na Nanga Parbat, gdzie wysadzono ich na około 4800 m n.p.m. Bielecki i Urubko po nocnej wspinaczce dotarli w rekordowym czasie (około 8 godzin) do Élisabeth Revol, z którą spotkali się na wysokości około 6000 metrów tuż przed drugą w nocy czasu pakistańskiego. Jednak na ratunek dla Tomka było za późno. Dlatego dla nas była to bardzo ważna wyprawa. Informację o naszej wyprawie podało w mediach społecznościowych parę portali o tematyce górskiej. I tak o dziewiątej rano na parkingu przed wejściem do TPN czekała na nas niespodzianka. Sprawili nam ją ludzie, którzy czekali na nas, aby nam towarzyszyć.

Pierwszym miejscem odpoczynku były Wodogrzmoty Mickiewicza. To wodospad składający się z trzech głównych kaskad na potoku Roztoka (w Dolinie Roztoki) wypływającym z Pięciu Stawów Polskich. Po drodze mijały nas bryczki wypełnione ludźmi, ciągnięte przez zmęczone konie. W jakim byliśmy błędzie, myśląc, że kogoś zawstydzimy. Wołaliśmy do pseudoturystów: „Chodźcie z nami”. Nikt nie poszedł. Musieliśmy przyznać rację Ryszardowi Pawłowskiemu, który powiedział: „Góry, choć są niezmienne, to ich smak dla każdego z nas jest inny”. Fakt, my czuliśmy zapach Tatr, a ci na bryczkach – potu końskiego i piwa, którym dość często się raczyli. My uważamy, że góry służą do chodzenia.

 

Wózkersi
Fot 7. | Każdy podróżuje w górach tak, jak uważa za słuszne 🙂

 

Mocno zmęczeni, z dziurami w rękawiczkach, dotarliśmy nad Morskie Oko. To największe jezioro w Tatrach, położone w Dolinie Rybiego Potoku u stóp Mięguszowieckich Szczytów, na wysokości 1395 m n.p.m. Obok znajduje się jedno z najstarszych schronisk polskich. Wróciły wspomnienia, bo przecież z tego miejsca widać od wschodu: Siedem Granatów, Żabi Szczyt Niżni, Żabiego Mnicha, Żabią Lalkę.

 

Wózkersi
Fot 8. | Morskie Oko

 

Od południa widać najwyższy szczyt w Polsce, Rysy (2503 m n.p.m.), widoczne są też: Żabi Koń, Żabia Turnia Mięguszowiecka, Wołowy Grzbiet, Kazalnica Mięguszowiecka, Mięguszowiecki Szczyt Czarny, Mięguszowiecki Szczyt Pośredni, Mięguszowiecki Szczyt, Cubryna, Mnich; od zachodu: Szpiglasowy Wierch, Miedziane, Opalony Wierch.

Są to bajeczne miejsca – wróciły do nas wspomnienia, kiedy jeszcze z plecakiem na plecach wędrowaliśmy wyżej, ale i tak było cudownie. Niestety byliśmy świadkami akcji ratunkowej śmigłowca TOPR, z którego ratownicy zjechali na linie, aby udzielić pomocy komuś na Mnichu. Po odpoczynku ruszyliśmy na dół. My na wózkach byliśmy szybsi od naszych asystentów. Zjazd był cudowny, lekka adrenalina, wiatr we włosach, jednak nie obyło się bez małego wypadku. Na jednej z nierówności Janusz wystrzelił ze swojego wózka jak z procy. Na szczęście skończyło się na lekkich potłuczeniach.

Trzeciego dnia chcieliśmy zdobyć następną ścieżkę – to miała być trzecia pokonana przez nas ścieżka. Chcieliśmy wybrać się na Słowację, na ścieżkę Bachledka, która znajduje się w samym sercu majestatycznych lasów Pienińskiego Parku Narodowego. Jednak nasi słowaccy przyjaciele wybili ten pomysł z naszych głów. Sama ścieżka, jak i wieża widokowa, jest przystosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, ale trasa dojścia już nie. Obecnie budowany jest wyciąg, którym będzie można dojechać na ścieżkę. Dlatego zmieniliśmy plany i przez cały dzień wędrowaliśmy ulicami Zakopanego. Znowu były spotkania z ludźmi, znowu rozmowy oraz przeglądanie Internetu. Nasza wyprawa została opisana przez największe portale poświęcone tematyce Tatr i gór oraz różne fundacje. Z wielką radością czytaliśmy komentarze, nawet je liczyliśmy, 1468 osób bardzo pozytywnie komentowało nasze poczynania. I zaczęło się dziać to, na czym najbardziej nam zależało. Zaczęły napływać podziękowania od innych osób niepełnosprawnych, zaczęły dzwonić telefony. Ludzie dziękowali nam, że pokazaliśmy im, że można spełniać marzenia mimo niepełnosprawności. Obiecywali zmienić swoje podejście do życia. To była największa przyjemność, jaka mogła nas spotkać.

 

Wózkersi
Fot 9. | Chwile radości, z dobrym jedzeniem i czymś do wypicia

 

Wieczorem wybraliśmy się na uroczystą kolację. Nasz wybór, dzięki propozycji dwójki z nas, padł na Bąkową Zohylinę – Wyźnio. To była pierwsza knajpa regionalna w Zakopanem. Tu właśnie dwoje z nas bywało 20 lat temu podczas pierwszego wspólnego wyjazdu w Tatry. Trochę się zmieniło od tamtego czasu w ich życiu. Są 20 lat starsi, są małżeństwem, on jest na wózku, ale dalej są zakochani w górach i w sobie, a Tatry nadal piękne. Piwo się wypiło, kwaśnicę i oscypka zjadło i trzeba było wracać do Wrocławia.

Las Bawarski – ostatni wyjazd grupy w roku 2018

 

Wyjazd do Bawarii był zdecydowanie najtrudniejszym wyjazdem w 2018 roku. Musieliśmy pokonać dwie granice i trzecią, najtrudniejszą granicę – ludzkiej wytrzymałości (jak to pisał Adam Bahdaj, autor książki „Trzecia granica”, urodzony w Zakopanem polski pisarz, tłumacz z języka węgierskiego, kurier tatrzański w czasie II wojny światowej). Dwie granice nie stanowią żadnego problemu, od kiedy Polska jest w strefie Schengen, natomiast ta trzecia była wyzwaniem z dwóch powodów:

– nsze nogi po przejechaniu 100 km w samochodzie zaczynają drżeć, po 200 tańczyć jak szalone i nad tym ich tańcem nie mamy kontroli, a po 300 sztywniejemy od pasa w dół. Dodatkowo z każdym przejechanym kilometrem nasila się ból i dopada nas męczliwość – coś, co rozwala nasze życie. Nigdy nie wiemy, kiedy nadejdzie, aby wyłączyć nas z codziennego życia.

– drugi powód to miejsce, które wybraliśmy na naszą bazę wypadową. To był tarasowo położony camping w miejscowości Viechtach na zboczu zalesionego wzgórza, gdzie zamieszkaliśmy w zupełnie nieprzystosowanych do potrzeb osób niepełnosprawnych domkach campingowych. Ale ten wybór był świadomy. To był egzamin dla nas, czy damy radę, bo w przyszłym roku chcemy pojechać do Austrii i zdobyć szczyt o wysokości 2600 m n.p.m. Na campingu znajduje się basen odkryty i kryty, sauna, łowisko ryb oraz piekarnia, do której rano śmigaliśmy po świeże bawarskie precle.

Daliśmy radę i pokonaliśmy granicę ludzkiej wytrzymałości – w końcu jak nie my, to kto? Pierwszy wieczór spędziliśmy przy grillu, smakując jedno z najstarszych piw Europy produkowane przez Browar Książęcy i uzgadniając szczegóły wyjazdu. Słychać było szum płynącego potoku i zapach Lasu Bawarskiego. Las Bawarski jest największym w Niemczech zwartym kompleksem leśnym i pierwszym parkiem narodowym. Rośnie w nim głównie świerk (min. 92%), co powoduje niepowtarzalny zapach tego lasu.

I dzień: Ścieżka w Koronie Drzew – Lipno nad Vltavou w czeskiej części Lasu Bawarskiego

 

Na ścieżkę z miejscowości Viechtach najkrótsza trasa prowadzi malowniczą górską drogą przez Austrię. Po drodze spotkaliśmy kolumnę około 60 samochodów kultowej marki Ferrari i od razu pomyśleliśmy o Robercie Kubicy, życząc mu, aby został kierowcą tego teamu.

 

Wózkersi
Fot 10. | Przejazd kolumny samochodów marki Ferrari

 

Na ścieżkę można dotrzeć na dwa sposoby. Pierwszy to droga asfaltowa, po której mogą się poruszać jedynie autobusy dowożące turystów z Lipna i piesi, a drugą możliwość daje wyciąg krzesełkowy. My się podzieliliśmy. Część skorzystała z drogi, a część wjechała bez problemów wyciągiem.

 

Wózkersi
Fot 11. | Motywując się wzajemnie, docieramy w kolejne miejsca

 

Wybierając wjazd wyciągiem, turyści zostawiają samochody na olbrzymim parkingu. Dojazd do wyciągu nie stanowi problemu. Dojeżdża on na pobliskie wzgórze, gdzie parę metrów od stacji końcowej znajduje się ścieżka oraz wieża widokowa. Cała ścieżka to wędrówka długą na 675 metrów trasą, poprowadzoną przez las z poziomu ziemi, potem na wysokości 24 m, tak że poruszamy się w koronie drzew, a na jej końcu znajduje się 40-metrowa wieża, z której rozpościera się wspaniały widok na sztuczne jezioro i góry Szumawa.

 

Wózkersi
Fot 12. | Ścieżka przystosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych

 

Cała ścieżka jest w pełni przystosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych. Z każdej z wież kończących ścieżki można zjechać zjeżdżalnią grawitacyjną – nie inaczej jest tutaj, ale ta jest najdłuższa – ma 52 m długości. Dzięki pomocy obsługi Arek i Janusz zostali wysadzeni z wózków i zjechali zjeżdżalnią. Kiedy jechali, to mieliśmy obawy, że słychać ich we Wrocławiu.

II dzień: ścieżka Treetop Walk w miejscowości Neuschonau w Bawarii

 

Wózkersi
Fot 13. | Kolejny wyjazd – Bawaria

 

To miała być czwarta ukończona przez nas ścieżka, a więc półmetek w zdobywaniu takich obiektów. Jednak na miejscu dowiedzieliśmy się, że w Austrii powstała dziewiąta, a przed wyjazdem doszła nas informacja, że powstaje dziesiąta w Polsce. Uśmiechnęliśmy się do siebie – dobrze jest, budują dla nas następne i będzie co robić.

Pod samą ścieżką znajduje się parking, a samochody przewożące osoby niepełnosprawne zwolnione są z opłat. Ścieżka ma 1300 m długości i zakończona jest 44-metrową wieżą. Biegnie ona na wysokości 8 do 25 m. Ze szczytu wieży rozciąga się niezwykły widok. W pogodne dni można zobaczyć północną grań Alp w całej szerokości od wschodu do zachodu, widać również Großer Arber (1456 m n.p.m.), najwyższy szczyt Lasu Bawarskiego – nasz następny nasz cel. Wędrując ścieżką, co chwila napotykamy różne atrakcje, a sama ścieżka ma charakter przyrodniczo-edukacyjny. Wejście osób na wózkach odbywa się pod delikatną ochroną pracowników ścieżki, dzięki czemu czuliśmy się wyjątkowo bezpiecznie.

Großer Arber

 

Großer Arber (1456 m n.p.m.) to miejsce bez barier. Szczyt ten jest nazywany Królem Lasu Bawarskiego. To prawdziwy król, który góruje nad otaczającym go pierwotnym lasem świerkowym, gdzie od lat obowiązuje zasada pozwalająca naturze „być naturą”. To hasło żyje wraz z lasem od początku powstania pierwszego parku narodowego Niemiec. Będąc w tym miejscu, należy o tym pamiętać. Nawet zejście ze szlaku o 1 m w głąb lasu bardzo często kończy się wysokim mandatem. Las Bawarski razem ze swoim czeskim sąsiadem Szumawą tworzą największy wspólny obszar chroniony środkowej Europy, zamieszkały przez jelenie, rysie, wydry, głuszce, puszczyki uralskie oraz 15 gatunków chrząszczy – a nad lasem wznosi się szczyt, trochę skalisty, z pięknymi widokami. To właśnie jest Großer Arber. Jadąc z campingu w Viechtach, zaufaliśmy nawigacji Google, która doprowadziła nas na pogranicze lasu i miejscowości Bodenmais. Na początku lasu, obok domku strażników leśnych znajduje się obszerny parking. Droga na szczyt jest wąska, pełni funkcję drogi przeciwpożarowej z asfaltową nawierzchnią na początku, która przechodzi w drogę ziemną utwardzoną. Przemieszczając się w kierunku szczytu, można podziwiać przyrodę, a wraz z przebytymi metrami zaczynają cieszyć oko góry – w zasadzie jedna góra. To miejsce jest również rajem w okresie zimowym. Znajdziemy tutaj 23 kilometry tras do narciarstwa biegowego, król zaś zaprasza do uprawiania narciarstwa alpejskiego. Sam szczyt to wymarzone miejsce dla osób na wózkach. Mieliśmy wrażenie, że planując zagospodarowanie, pomyślano o wszystkim. Poniżej szczytu, na który nie dotarliśmy z powodów oczywistych (górska ścieżka, mocno skalista), znajduje się górna stacja kolejki gondolowej. Obok niej wieża widokowa, na którą wjedziemy na wózku, a poniżej wieży górska knajpka, do której zjeżdżamy windą i po przejechaniu paru metrów wykutym w skale tunelem jesteśmy na kawie.

 

Wózkersi
Fot 14. |  Wieża widokowa

 

Zjazd kolejką również odbywa się bez problemów. Gondola jest zatrzymywana, obsługa podstawia podjazd i pomaga wjechać na pokład. Na dolnej stacji panowie już czekają z przygotowanym podjazdem i pomagają wyjechać. Ze stacji dolnej na parking oczywiście jest winda dla osób niepełnosprawnych, ale można bez problemów zjechać utwardzonym podjazdem.

 

Wózkersi
Fot 15. | Rok 2018 zakończyliśmy spełnieni i szczęśliwi z tego, co udało nam się dokonać

 

Tak zakończyliśmy naszą obecność na szlakach górskich w roku 2018 i rozpoczęliśmy planowanie tras na następny rok. Jesteśmy szczęśliwi i dumni, że w 2019 roku będzie z nami Decathlon, a my planujemy parę wizyt na szlakach górskich.

Chcemy być w Karkonoszach na Kopie oraz w Pieninach, gdzie zamierzamy przejechać na wózkach inwalidzkich rezerwat Biała Woda, pokonać trasę ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru na Słowacji w dolinie Dunajca, zjechać z góry Palenica i góry Wdżar oraz zdobyć ścieżkę Bachledka na Słowacji. We wrześniu planujemy zameldować się w Alpach austriackich, gdzie chcemy  pokonać na wózkach całą południową część trasy alpejskiej Großglockner Hochalpenstraße, która biegnie na wysokości prawie 3000 m n.p.m., zjechać z lodowca Pasterze i szczytu Schareck (2600 m n.p.m).

Do zobaczenia na szlaku w roku 2019.


Udostępnij:
Oceń artykuł: