Liofilizaty, czyli bufet w Twoim plecaku - Wszystko dla sportu
top
25 lipca 2018

Liofilizaty od jakiegoś czasu cieszą się niezwykłą popularnością. Dawniej tworzone głównie z myślą o astronautach, potem o alpinistach, a teraz dostępne także dla turystów, którzy wybierają się na trekking i nie zawsze mają okazję zjeść pełnowartościowy posiłek w schronisku. 


Wróćmy jednak do początku. Czym w zasadzie są liofilizaty?

 

     Jest to żywność poddana procesowi liofilizacji, czyli odwadniania poprzez zamrożenie i poddawana sublimacji kryształków lodu. Na koniec produkt jest dodatkowo wysuszany.

 

Liofilizat – z czym i jak to się je?

 

      Liofilizaty mają wiele plusów. Pierwszym plusem jest oczywiście waga – jedno opakowanie posiłku liofilizowanego waży ok. 130-150 g. Drugim plusem jest wygoda – posiłek liofilizowany jest prosty w sporządzeniu, wystarczy nam tylko wrzątek i łyżka lub widelec. Kolejną zaletą jest wrażenie „domowego” posiłku. Jemy ciepłe danie, które jest sprężyste , aromatyczne i pełnowartościowe pod względem witamin i składników odżywczych.  Warto zwrócić uwagę, iż liofilizaty nie posiadają konserwantów.

 

turystyka decathlon
Fot 1. Martyna Boślak | Liofilizaty czyli wygodny i szybki posiłek w górach 

Jakie posiłki oferuje nam Aptonia ?

 

      Podczas swojego trekkingu po Wielkiej Fatrze na Słowacji postanowiłam przetestować liofilizaty marki Aptonia. Dlaczego liofilizaty? Wielka Fatra jest dość dużym pasmem górskim, dzikim i mało turystycznym. Szlaki są długie i wyczerpujące a schronisk jest bardzo mało (na całą Wielką Fatrę są to tylko Chata pod Borisovą oraz hotel górski Kralova Studna). W związku z tym rozplanowałam swoje noclegi w miejscach, gdzie można rozbić namiot (Wielka Fatra to park narodowy, więc biwakowanie nie we wszystkich miejscach jest dozwolone) oraz gdzie można skorzystać z bezobsługowego chronu turystycznego, tzw. utulni. Przy takim trekkingu, gdy jesteśmy poza schroniskami, ciepły posiłek wieczorem okazuje się zbawienny dla duszy i ciała.

 

 

turystyka decathlon
Fot 2. Martyna Boślak | Kurczak curry

 

Pierwszego mój wybór padł na kurczaka w sosie curry. Posiłek ten po ponownym nawodnieniu waży ok. 400 g i dostarcza 480 kcal. Gotuję wodę, zalewam, czekam i zabieram się do testowania 🙂

Dobrze trzymający zip sprawia, że posiłek robi się bardzo szybko (ok. 5 min) i po ponownym otwarciu jest w pełni gotowy do skonsumowania. Nie jest ani zbyt gorący, ani zimny – tutaj wprost idealnie ciepły.

Trochę obawiałam się, że otrzymam rozgotowane nudle niczym z zupki chińskiej, lecz makaron był naprawdę sprężysty, podobnie zresztą jak kurczak. Dosyć mocno wyczuwa się natkę pietruszki. Sam sos curry, mimo naturalnego składu, wydawał mi się lekko sztuczny. Niemniej jednak posiłek mi smakował.

turystyka decathlon
Fot 3. Martyna Boślak | soczewicą z szynką 

 

Kolejnego dnia postawiłam na danie z soczewicą i szynką, chociaż osobiście nazwałabym je „soczewica z warzywami”. Na wstępnie muszę zaznaczyć, że niestety smaku szynki w ogóle nie czuć.
Danie jest niezwykle sycące, czuć tutaj mocno ziemniaczki oraz marchewkę. Danie po przygotowaniu ma 542 kcal, jest gęste i po zjedzeniu go długo towarzyszyło mi uczucie sytości. Myślę, że producent może śmiało odjąć ze składu szynkę, dzięki czemu posiłek ten będzie skierowany również do wegetarian.

Łatwo pozytywnie oceniać jedzenie, kiedy spożywa się go w górach, w dobrym nastroju, z pięknymi widokami i z brakiem kalorii. Wszystko to sprawia, że nawet czerstwy chleb smakuje jak francuska bagietka prosto z pieca 🙂

W związku z tym ostatni liofilizat – puree ziemniaczane z wołowiną – postanowiłam przygotować w domu, jako normalny obiadowy posiłek.

 

turystyka decathlon
Fot 4. Martyna Boślak | Soczewica z szynką

 

Do tego liofilizatu potrzebujemy znacznie więcej wody. Niby jest napisane, że wlewamy do lini nr 8, ale to stanowczo za mało. Płatki ziemniaczane bardzo szybko gęsnieją, więc nie ukrywam, że dobre ich wymieszanie  z wodą plastikową łyżką nie było zbyt proste. Finalnie dałam więcej wody niż zalecał producent.
Smakowo posiłek był dobry. Ziemniaki samkowały jak ziemniaki, ale wołowinę naprawdę było czuć. Trochę brakowało mi większej ilości soli, ale w przypadku przebywania w górach, uważam, że to dobrze, iż posiłek nie jest bardziej słony czy przesolony – minimalizujemy dzięki temu późniejsze odczuwanie pragnienia.  Danie po spożyciu waży chyba z kilogram i jest bardzo syte. Brakowało mi tam tylko jakiegoś urozmaicenia, np. kawałków marchewki. Przy tym liofilizacie pokusiłabym się o wzięcie do plecaka pudełeczka pomidorków koktajlowych, żeby przełamać smak czymś świeżym. Podsumowując – bardzo proste, ale smaczne danie.

 

turystyka
Fot 5. Martyna Boślak | Lifilizaty to prosty w przygotowaniu i sycące posiłki, dające dużo energii

 

Mogę powiedzieć, że liofilizaty Aptonii to naprawdę dobry produkt. Jednocześnie zachowujący bardzo dobry stosunek jakości do ceny (19,99 zł/opakowanie). Oczywiście jadłam liofilizaty innych firm, które były może i bardziej wykwintne, zróżnicowane i ciekawe, ale też co najmniej dwukrotnie droższe i trudniej dostępne. Zresztą należę do osób, które nie bardzo stawiają na tzw. „light packing” i wszelkie kulinarne zachcianki noszę dodatkowo ze sobą 🙂

Liofilizaty Aptonii polecam osobom, które tym daniem mają dostarczyć sobie zastrzyk energii lub uzupełnienie kalorii, a w ciągu marszu i tak podgryzają sobie swoje przysmaki, tak jak i ja to czynię 🙂

A Wy, co jecie na szlaku? Jakie przekąski macie w swoich plecakach?

 

 

 

 

 

Martyna Boślak
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Bielsko-Biała. Chętnie podpowiem nie tylko na temat sprzętu, ale również doradzę nieco w kwestii wycieczek rowerowych. Rowerem zjeździłam już niemal całą Polskę (m. in. Beskidy, Karkonosze, Tatry, Roztocze, nasze polskie wybrzeże), Czechy, Słowację, część Alp (Francja, Austria, Szwajcaria, Włochy) oraz część Hiszpanii, Norwegii. Możesz również skontaktować się ze mną mailowo: martyna.boslak@decathlon.com. Do zobaczenia w trasie!
Zadaj pytanie
Oceń artykuł:
5 (100%) 1 vote