Morska bryza pełna skarbów - piękno polskiego wybrzeża! - Wszystko dla sportu
top
11 grudnia 2018
10

Polaków, pod względem upodobań wakacyjnych, można podzielić na tych preferujących wyjazdy w góry, wojaże zagraniczne i pobyt nad morzem.

 

Według badania Holiday Barometer, przeprowadzonego na przełomie marca i kwietnia br. przez firmę Europ Assistance razem z agencją badania opinii publicznej IPSOS, aż 58% Polaków jako ulubioną formę spędzania wakacji wskazuje wyjazd nad morze.

Drugi najpopularniejszy sposób na urlop to wypoczynek w górach – 34% badanych, na dalszych miejscach znalazło się podróżowanie po świecie i pobyt w mieście.

Z badanej grupy respondentów w bieżącym roku spędzenie wakacji w kraju zadeklarowało 45%, a w 2017 było to 74%.

Ostatnimi czasy Bałtyk zyskał na popularności kosztem Egiptu, Tunezji czy innych turystycznych i plażowych rajów, z prostego powodu – u nas jest bezpiecznie. Bezpieczeństwo stało się ważniejszym kryterium wyboru miejsca wakacyjnego pobytu niż temperatura wody w morzu, stabilność pogody czy standard hotelu.

Tyle tytułem wstępu, gdyby ktoś jeszcze wątpił, że Bałtyk jest popularny latem. A mówiąc już całkiem poważnie – niesamowita popularność polskich plaż nie dziwiła i nie dziwi tubylców – w tym mnie, bo choć wyprowadziłam się do Polski centralnej, to jednak morze płynie mi we krwi i ilekroć przy okazji odwiedzin u rodziny chcę latem przejechać się do kultowego już Mielna, zwanego polską Ibizą, muszę albo stać 1,5 godziny w korku z Koszalina (a to raptem 9 km odległości), albo lawirować skrótami znanymi tylko tubylcom, żeby oszczędzić czas i nerwy.

 

Fot 1. Małgorzata Tabaszewska | Ryba z takiego kutra smakuje podwójnie smacznie

 

Z tego powodu najczęściej uciekam na którąś ze spokojniejszych plaż – w Sarbinowie, Gąskach czy Łazach. Celowo piszę o plażach w Zachodniopomorskiem, a nie Trójmieście czy okolicach Helu, bo po prostu pas nadmorski od Darłówka na wschodzie do Kołobrzegu na zachodzie jest mi od dziecka najlepiej znany.

Wracając do tłumów i uroków lata. Oczywiście wiadome jest, że plaże latem obłożone są tak, że nie ma gdzie szpilki włożyć, parawan goni parawan, dookoła radośnie głośne rodziny, wesoła od bursztynowego napoju młodzież, gdzieniegdzie uśmiechnięci, zrelaksowani emeryci, czasem zdarzą się biegające psy, rozwalające misternie wznoszone zamki z piasku. Druga część plażowiczów bawi się w morzu.

Pobyt latem ma jednak swoje plusy – najwięcej otwartych smażalni, barów, dyskotek, wesołe miasteczka, najlepsza pogoda, najdłuższy dzień, najcieplejsza woda w Bałtyku… Argumenty można by długo wymieniać.

Ja jednak proponuję coś z drugiej skrajności – wyjazd nad morze jesienią albo jeszcze lepiej – zimą!

Możliwe, że wielbicieli wodnego szaleństwa latem nie przekonam do zamiany słońca na śnieg, ale może warto urozmaicić wolne dni i część urlopu spędzić nad morzem właśnie w tę mniej popularną porę roku?

Korzyści jest wiele, zaczynając od tych najbardziej banalnych:

 

1. Czas to pieniądz

 

Sezon wysoki nad polskim morzem kończy się pod koniec sierpnia, maksymalnie w połowie września przy dobrym roku. Co to oznacza? Niższe ceny w pensjonatach i ośrodkach wypoczynkowych. Owszem, wiele z nich zamyka się na cztery spusty z końcem sezonu, ale sporo funkcjonuje całorocznie. Możemy zatem zapłacić mniej za wyższy standard miejsca noclegowego, nieraz można się pokusić o hotel z basenem i wtedy plucha za oknem nie zatrzyma nas w hotelowym pokoju na długo.

Ponadto rybka czy inne dania ze smażalni/barów/restauracji są – moim zdaniem – staranniej przygotowane, bo zamówienie nie goni zamówienia, więc kucharze mogą się bardziej przyłożyć do pracy. Choć – muszę być sprawiedliwa – nigdy, bez względu na porę roku, nie zdarzyła mi się smażalniana wtopa pod tytułem: tran wyciekający z ryby, niedosmażone mięso czy cokolwiek innego. Słyszało się jednak o smażalniach, gdzie dwa filety pakowano w jedną panierkę, ważono rybę razem z panierką, więc kwoty do zapłaty nieraz wychodziły skandaliczne. Uważam, że mniejsze ryzyko trafienia na takie nieuczciwe postępowanie jest właśnie poza sezonem.

 

2. Cicho wszędzie, pusto wszędzie

 

We wrześniu plaże, deptaki i mola zaczynają pustoszeć. Podczas gdy Zakopane czy inne górskie miejscowości przeżywają oblężenie (większe lub mniejsze) przez cały rok, nad morzem w okresie wrzesień-kwiecień możemy naprawdę odpocząć od zgiełku i tłumów.

 

Fot 2. Małgorzata Tabaszewska | A tak wygląda plaża w Łazach już pod koniec sierpnia

 

Jest to doskonały czas na relaksacyjny wypoczynek z dala od przysłowiowego wielkiego miasta, czego nie doświadczymy w tym czasie nigdzie indziej. No, może na Mazurach 😉

 

Fot 3. Małgorzata Tabaszewska | Prawie jak własne M na prywatnej działce 😉

 

Pomijając, że temperatura wody może nie pozwalać na kąpiele, taki wyjazd da nam poczucie komfortu i oszczędzi stresów, bo jak widać na zdjęciu – budka Quechua pośrodku niczego i w zasadzie prywatny bałtycki basen do własnej dyspozycji 🙂 Co prawda był to przełom sierpnia i września, było  coś koło 24 stopni Celsjusza, więc byliśmy zaskoczeni pustkami. Na plaży razem z nami było kilkoro starszych osób i rodzin z dziećmi, ale w takiej odległości, że miało się poczucie samotności.

Na pustej plaży łatwiej przypilnować dziecko, pozwolić mu rzucać kamienie do wody bez ryzyka dla innych plażowiczów czy biegać wzdłuż brzegu bez obawy, że zgubimy potomka w tłumie obcych pociech.

Ponadto morze staje się znów domem dla fauny, która albo zawędrowała do naszego kraju, uciekając przed większymi mrozami na północy Europy, albo zamieszkuje nasz kraj na stałe, a przy pustych plażach może spokojnie żerować, budząc podziw i zainteresowanie jedynie garstki spacerowiczów.

 

Fot 4. Małgorzata Tabaszewska | Dzika przyroda nad Bałtykiem

 

Jak dla mnie jest to rewelacyjny widok i najlepszy odpoczynek, natura w swojej dzikiej odsłonie.

Odpoczynek nad morzem, czy to nad Bałtykiem, czy innym akwenem, to nie tylko leżenie plackiem i pilnowanie równej opalenizny, przerywane krótkimi wyskokami do wody. Zimną porą jest to niemożliwe, więc trzeba czas i energię zagospodarować inaczej.

Dobrą opcją są wycieczki – i nie mówię tu o galeriach handlowych! Polskie wybrzeże to ogrom polskiej i hanzeatyckiej historii, którą dobrze jest znać, oraz miejsc, które choćby z ciekawości warto odwiedzić i obejrzeć.

Co na przykład? Zamek Książąt Pomorskich w Darłowie – skarbnica wiedzy o historii Księstwa Pomorskiego i zawiłych stosunkach z państwami Hanzy, do tego jest to jedyny nadmorski gotycki zamek w Polsce. Dla wielbicieli historii – perełka.

Podobne ciekawostki można znaleźć w Gdyni, oglądając słynny Dar Pomorza czy ORP Błyskawica i zwiedzając Muzeum Marynarki Wojennej.

Dla dzieci również znajdą się na Wybrzeżu „objazdowe” atrakcje – oceanaria czy aquaparki.

Przy odpowiednim zaplanowaniu czasu do końca grudnia można również popłynąć z Kołobrzegu albo Świnoujścia w rejs na duńską wyspę Bornholm, na miejscu pożyczyć rowery i zwiedzić całą wyspę wzdłuż wybrzeża (o 141 km długości) nawet w jeden dzień, a jest to nie lada gratka, bo na Bornholmie panuje klimat łagodny, który sprzyja… roślinom śródziemnomorskim, jak figowce, brzoskwinie, morele i morwy.

Bornholm jest piękny i dziki – na północy wyspy zachwyt budzą potężne klify razem z ruinami legendarnego zamku Hammershus – obowiązkowy punkt programu przy zwiedzaniu czy pobycie na wyspie.

 

Fot 5. Małgorzata Tabaszewska | Zamek Hammershus na duńskim Bornholmie

 

Każda z tych atrakcji zasługuje na osobne miejsce, ale sądzę, że warto przy następnej wizycie spróbować czegoś więcej niż leżenia na piasku 🙂

 

Od A do JOD

 

We wszystkie wymienione jesienno – zimowe pomysły spędzania czasu nad morzem, wplata się nam niewidoczna siła, towarzysząca nam na co dzień, na którą zupełnie nie zwracamy uwagi – powietrze. Nad morzem – jest to powietrze bogate w jod.

Lato na tym polu zdecydowanie przegrywa z jesienią i zimą. Dlaczego? Już śpieszę z wyjaśnieniem, ale zacznijmy od podstaw – czym jest jod.

Jod jest pierwiastkiem chemicznym, bardzo ważnym dla naszego organizmu – jest niezbędny do produkcji hormonów tarczycy – tyroksyny i trójjodotyroniny. Ich funkcje to:

  • prawidłowy rozwój i funkcjonowanie mózgu, przysadki mózgowej, serca, mięśni, nerek
  • regulacja procesów wzrostu i dojrzewania komórek organizmu
  • udział w procesach oddychania komórkowego i wytwarzania  energii
  • są niezbędne do utrzymania prawidłowej temperatury ciała.

Jod zaś pomaga w leczeniu stanów zapalnych dróg oddechowych, zwiększa odporność ogólną i na alergeny, zwiększa pojemność płuc i oczyszcza je z zanieczyszczeń.

Zarówno niedobór, jak i nadmiar jodu jest szkodliwy. Niedobór prowadzi do niedoczynności tarczycy co powoduje u dzieci opóźnienia w rozwoju psychicznym i fizycznym.

U kobiet w ciąży niedobór jodu może prowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń płodu i noworodków.

Nieleczona niedoczynność tarczycy może spowodować problemy z układem krążenia i sercem, niekiedy w skrajnych przypadkach nawet dochodzi do stanów zagrażających życiu.

Z drugiej zaś strony, przyczyn nadczynności tarczycy, czyli nadmiernej produkcji hormonów należy upatrywać nie w nadmiernym spożyciu jodu z pożywieniem, ale wsród innych istniejących chorób tarczycy nie mających wpływu z podażą jodu, dlatego nie będziemy się tu wzgłębiać w aspekty bardziej medyczne.

Tyle tytułem nakreślenia roli jodu dla naszego organizmu.

Skąd ten jod najlepiej brać? Najpowszechniej – z pożywieniem. Od roku 1997 wprowadzono obowiązek jodowania soli spożywczej, zatem gros tego pierwiastka przyjmujemy drogą pokarmową. Występuje też w mleku, jajach, warzywach ale tylko pochodzących z rejonu gdzie jod występuje w glebie.

Jednak prawdziwą kopalnią jodu jest… brzeg morza, zwłaszcza w teoretycznie nieprzyjemną, sztormową pogodę. Najwięcej jest go zatem w powietrzu w okresie jesienno – zimowym, od listopada do marca.

Jod występuje nad każdym morzem, również Sródziemnym czy Czarnym, jednak nad Bałtykiem jest go najwięcej – wieje tu silniejszy wiatr, w związku z czym fale rozbijają się o brzeg z większą siłą i wtedy właśnie powstaje morski aerozol, pełen jodu a także bromu, magnezu i wapnia ktore przedostają się do naszego organizmu drogą kropelkową – dlatego mowimy o „nawdychaniu się jodu” ale również skórną bo ta drogą cząsteczki rownież przenikają do naszych organizmów.

Najwyższe stężenie zdrowotnych pierwiastków w przypadku Bałtyku występuje tuż przy brzegu morza, dlatego zachęcam zwłaszcza rodziców małych alergików i dzieci z nawracającymi stanami zapalnymi górnych dróg oddechowych na spacery wzdłuż brzegu, uciekanie przed falami, szukanie muszli, obserwację ptaków, zbieranie kamieni i inne proste zabawy które będą wielką korzyścią dla naszych pociech.

Dla dorosłych, których płuca są zmęczone smogiem, papierosami, klimatyzacją polecam bieganie albo nordic walking nad morzem, to prawdziwa bomba zdrowia dla naszego zbolałego organizmu.

Dla amatorów rybki z frytkami mam również dobra wiadomość. Ryby złowione jesienią i zimą mają w sobie znacznie więcej jodu niż te łowione latem, zatem możemy połączyć przyjemne z pożytecznym.

Jeśli chodzi o jesienno-zimowe spacerowanie zimą, niesamowicie magiczny jest widok skutych lodem falochronów, mola i twardego jak skała piasku pod nogami.

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby cieszyć się nadmorską zimą w tej pięknej scenerii – wystarczy cieplutko się ubrać, np. w Decathlonie, i ruszać po porcję zdrowia.

 

Fot 6. Małgorzata Tabaszewska | Urokliwa bałtycka zima

 

Może się wydawać, że wieje, że zimno – nic przyjemnego. Ale mam nadzieję, że spróbujecie sprawdzić, czy tak jest naprawdę.

Życzę Wam, abyście zauroczyli się zimowym Bałtykiem i często tam wracali. Na zdrowie! 🙂

Małgorzata Tabaszewska
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Ostrobramska – chętnie podpowiem nie tylko na temat górskich wędrówek, ale również doradzę nieco w kwestii sprzętu turystycznego. Uwielbiam góry, ale jestem też wielbicielką koni! Jeżdżę w stylu western. Możesz również skontaktować się ze mną mailowo: malgorzata.tabaszewska@decathlon.com. Do zobaczenia na górskich szlakach!
Zadaj pytanie

Udostępnij:
Oceń artykuł:
3.3 (66.67%) 6 votes