Może nad morze? Test sprzętu turystycznego! - Wszystko dla sportu
top
29 października 2018
8

Pewnie tak jak większości Polaków, morze kojarzy Ci się tylko z całodniowym wylegiwaniem się na plaży i smarowaniem swego ciała olejkami, aby przypadkiem nie spalić się ostrymi słonecznymi promieniami? Jak przystało na „prawdziwą” turystkę, słysząc propozycję spędzenia tygodnia wakacji nad polskim wybrzeżem, pomyślałam, że nic gorszego nie mogło mi się przydarzyć…

 

 

W głowie kumulowały się pytania: gdzie moje wcześniejsze dalekie wyprawy w nieznane? Czy na pewno nie ma tanich biletów np. w dalekie Chiny, albo nad kolej transsyberyjską? Całe szczęście już po chwili, przedstawiono mi cały plan podróży i wtedy poczułam, że wcale nie będzie nudno, a wręcz przeciwnie – na pewno szykuje się kolejna super przygoda.

 

Fot 1. Martyna Czagan | Cudze chwalicie, swego nie znacie – dosłownie!

Bo to się zwykle tak zaczyna …

 

     Jak to zwykle bywa na samym początku mamy miliard pomysłów, na to w jaki sposób spędzimy wakacje: kajaki, autostop, góry, dalekie zakątki świata. Mój niespokojny duch coraz częściej zaczął się we mnie odzywać, dlatego aby go uspokoić, w głowie snułam wyobrażenia o podróżach na drugą półkulę, albo chociaż na inny kontynent. Gdy usłyszałam od chłopaka wiadomość o tym, że spędzamy rodzinne wakacje nad polskim morzem, nie byłam początkowo zadowolona, aczkolwiek już w drugim zdaniu: „bierzemy rowery i namiot”, wiedziałam, że będzie to ciekawa podróż.

 

Fot 2. Martyna Czagan | Duża liczba ścieżek rowerowych pozwoliła na swobodne przejażdżki

Wybrzeże pełne atrakcji

 

     Zatrzymaliśmy się niedaleko Kołobrzegu i przez 5 dni, każdego wieczoru kładliśmy się w namiocie „na dziko”, by wczesnym rankiem zażywać orzeźwiającej kąpieli w polskim morzu. Mimo, że kilka kilometrów dalej uzdrowiskowe apartamenty tętniły życiem, my świetnie się bawiliśmy parząc herbatę na kuchence gazowej i jedząc tanie, pyszne, własnoręcznie zrobione jedzenie. Ktoś by pewnie pomyślał, „po co”? Przecież wokół jest pełno hoteli (w przyszłości zapewne będzie ich dwa razy więcej). Mam nadzieję, że wśród naszych odbiorców znajdują się też tacy, którzy będą uważali to za normalne i z chęcią podzielą się swoimi zapewne jeszcze bardziej ciekawymi przygodami.

 

Fot 3. Martyna Czagan | Nocowanie w hotelu byłoby grzechem!

Rower po wybrzeżu?

 

     Polskie wybrzeże posiada wiele możliwości na to, by aktywnie spędzać czas – aby nie były to tylko chwile poświęcone opalaniu i relaksowaniu się, ale także na dbaniu o własną kondycję. Jedną z takich okazji jest szansa ze skorzystania z ogromnej ilość tras i ścieżek rowerowych znajdujących się w niedalekiej odległości od plaż i morza. Całe szczęście minęły już czasy, kiedy nad Bałtykiem oglądaliśmy sterty śmieci i wiele nieuporządkowanych miejsc. Można w przekąsem powiedzieć, że ich miejsce zajęły najbardziej obecnie popularne nad polskim morzem parawany 🙂 Mimo wszystko bez problemu znajdziemy również plaże czyste i bez nadmiaru turystów, które z pewnością przypadną do gustu niejednemu podróżnikowi 🙂

 

Fot 4. Martyna Czagan | Pogoda w tym roku dopisała!

TESTY 

 

    Na naszym wyjeździe mieliśmy okazje testować MATERAC TREKKINGOWY 700 AIR XL FORCLAZ, MATĘ TREKKINGOWĄ 500 SAMOPOMPUJĄCĄ L FORCLAZ oraz PODUSZKĘ TREKKINGOWĄ HELIUM QUECHUA. Z pewnością bez nich, nasz pobyt nie byłby tak komfortowy i przyjemny.

Największym odkryciem, którego dokonaliśmy, stały się poduszki helium quechua. Zachwyciła nas nie tylko mała powierzchnia produktu po spakowaniu, ale przede wszystkim wygoda i komfort użytkowania. Po całym dniu pełnym wrażeń, kładąc się, nie musieliśmy jak zazwyczaj to bywało wcześniej układać ręczników i ubrań pod naszymi głowami, ale wystarczyło w niespełna minutę nadmuchać poduszkę i zasypiać czując się jak we własnym łóżku. Dodatkowo wielkim plusem jest możliwość zdjęcia pokrowca i uprania go, co po kilkunastokrotnym używaniu jest niesamowitą zaletą. Na pewno przysłuży się jeszcze w niejednej podróży i „zobaczy” ze mną wiele zakątków świata 🙂

W przypadku materaca trekkingowego 700 air xl, możemy mówić o podobnych walorach. Niewielka waga i powierzchnia zajmowana w pokrowcu sprawiają, że mieści się on nie tylko w plecaku, ale i rowerowej sakwie lub też świetnie nada się jako podstawowe wyposażenie każdego motocyklisty, planującego dłuższe wyprawy. Mimo, iż materac trzeba samemu nadmuchać, zajmuje to maksymalnie 5 minut, dlatego wierzę, że każdy znajdzie w sobie tyle siły, by go szybko napompować. Dodatkowym atutem są silikonowe wkładki, dzięki którym nie stoczymy się w nocy na podłogę, jednak w momencie kontaktu ze skórą powodują nieprzyjemne podrażnienia (spanie w krótkim rękawku i okrycie się śpiworem/kocykiem nie jest w tym przypadku najlepszym rozwiązaniem). Mówiąc natomiast o komforcie snu – zdania są podzielone – sądzę, że idealnym wyjściem jest możliwość przetestowania każdego materaca w sklepie stacjonarnym. Według mnie materac spisał się bardzo dobrze, jednak dla chłopaka był on nieco „za miękki”. Jak wiadomo na całym świecie nie stworzono jeszcze takiego produktu, który wszystkich mógłby zadowolić, dlatego Tadek wybrał matę samopompującą TREK 500.

Opinia Tadka

 

    Mata samopomujaca TREK 500 w odróżnieniu od pozostałych przedmiotów, nie wyróżniała się już tak niewielkimi rozmiarami, ale w zamian za to posiada olbrzymi atut, jakim jest brak konieczności dmuchania. Oczywiście na początku użytkowania trzeba kilkukrotnie „pomóc” jej w osiągnięciu zadowalającego nas poziomu, jednak później czynność ta stanie się zbyteczna. W porównaniu do materaca TREK 700, mata została zaprojektowana w inny sposób – jako płaska powierzchnia, a nie w formie „rur” wypełnionych powietrzem. Taki kształt wydał się bardziej komfortowy dla mnie i mojego kręgosłupa, dlatego właśnie wybrałem ten model i z pewnością nie żałuję mojej decyzji 🙂

Podsumowanie

 

     Mimo, iż nasza podróż trwała zaledwie tydzień, to na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Nauczyłam się po raz kolejny ze polskie powiedzenia mają w sobie zawsze wiele prawdy i całkowicie mogę się zgodzić z tym że: „cudze chwalicie swego nie znacie – sami nie wiecie co posiadacie”. Dodatkowo dzięki komfortowemu wypoczynkowi zapewnionemu przez poduszki i materace jeszcze bardziej mogliśmy korzystać z uroków Bałtyku, bez marudzenia na obolałe plecy i niewygodny sen 🙂 Chociaż wciąż siedzi we mnie ten „niespokojny duch podróży” i na pewno w tym roku jeszcze gdzieś każe mi jechać, na razie jest zaspokojony na tyle, że mogę śmiało polecać polskie morze jako dobrą formę wypoczynku od codzienności 🙂

Martyna Czagan
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Plaza w Krakowie – chętnie podpowiem nie tylko na temat sprzętu, ale również doradzę nieco w kwestii turystycznych wycieczek (odwiedziłam 19 krajów). Uwielbiam podróże wszelkiego rodzaju – samochodowe, rowerowe, piesze, górskie i inne! Możesz skontaktować się ze mną mailowo: martyna.czagan@decathlon.com Pozdrowienia z podróży!
Zadaj pytanie

Udostępnij:
Oceń artykuł: