Pamiętniki z wakacji – 5 państw w 5 dni? Dlaczego nie! - Wszystko dla sportu
top
12 grudnia 2018
58

Kiedy w Polsce robi się coraz zimniej, ciemniej i mniej kolorowo, a zdjęcia w telefonie to jedyny ślad letniego urlopu, którego zresztą już prawie nie pamiętasz… Wtedy właśnie do głowy przychodzą spontaniczne pomysły na naturalne antydepresanty. Nie od dziś wiadomo, że w tej kategorii króluje podróż. I nieważne, czy daleko, na jak długo, za to ważne z kim i… by nie było nam za zimno, za ciepło, a w sam raz 😉

 

Jak to się zaczęło…

 

     Gdy w naszych głowach zrodził się pomysł wyjazdu autostopem na tygodniową wyprawę po Bałkanach, bez długich namysłów postanowiłyśmy z koleżanką, że lecimy. Nawet nie do końca sprawdziłyśmy temperaturę, ale uwierzyłyśmy przekonaniu, że im bardziej na południe od Polski, tym cieplej, i już szukałyśmy tanich biletów, by znów odkryć nowy kawałek świata. No i stało się, trasa z Bratysławy do Skopje upłynęła nam niespodziewanie szybko. Chciałyśmy, aby nasz wyjazd nie pozbawił nas dwóch miesięcznych pensji, dlatego starałyśmy się zawsze wybierać low-costowe sposoby przetrwania i pierwszą noc spędziłyśmy na lotnisku.

Było to dla mnie też nowe przeżycie, gdyż w swoim doświadczeniu odbywałam już bardzo długie przesiadki lotnicze, jednak nigdy nie pozwoliłam sobie na to, by rozłożyć śpiwór i skorzystać z bardzo wygodnych krzesełek na lotnisku. Ale, w sumie, dlaczego nie? 🙂 Tak też rozpoczęłyśmy naszą przygodę, która nieraz nas zaskakiwała, ale przede wszystkim nauczyła nas otwartości na drugiego człowieka, bo w przeciwnym wypadku, bez przysłowiowego wyciągnięcia kciuka i zaufania kierowcy, nadal pewnie stałybyśmy na lotnisku w Skopje i marzyły o wielkiej wyprawie.

 

decathlon turystyka
Fot 1. Martyna Czagan | Skopje

5 krajów w 5 dni – można?

 

     Z racji tego, że nie dysponowałyśmy zbyt dużą ilością wolnego czasu na zwiedzanie (chociaż w miarę poznawania ludności, kultury, jedzenia żałowałyśmy tego coraz bardziej), przeznaczyłyśmy na nasz wyjazd zaledwie 5 dni. Już teraz wiemy, że było to zdecydowanie za krótko, jednak może w przyszłym roku uda nam się zaplanować dłuższe wakacje :). Dodatkowo postanowiłyśmy, iż w każdym państwie wybierzemy dwa miejsca, które chciałybyśmy odwiedzić, i według tego ustalimy naszą trasę. Jako że powrotne bilety lotnicze kupiłyśmy z Budapesztu, MUSIAŁYŚMY tam dotrzeć w wyznaczonym czasie.

Początkowo myślałyśmy, żeby przejechać przez Kosowo (będąc po studiach ze stosunków międzynarodowych, uznałam ten pomysł za bardzo dobry i niesamowicie inspirujący, a w głowie aż kotłowało się od pomysłów, jednak po przeczytaniu opinii o bezpieczeństwie podróżowania w tym państwie – szczególnie w przypadku dwóch kobiet, odrzuciłyśmy ten plan).

 

 

decathlon
Fot 2. Martyna Czagan | Budva

Co zwiedzić?

 

     Wybrałyśmy według nas najbardziej atrakcyjne miejsca na mapie Bałkanów – pamiętajmy, że to było tylko 5 dni i z pewnością mnóstwo ciekawych miejsc opuściłyśmy – oczywiście zachęcam Was do wymiany spostrzeżeń na temat top 10 na Bałkanach.

I dzień

 

     Zaczęłyśmy od stolicy Macedonii – Skopje, gdzie już na samym początku zdziwiła nas wielka otwartość Macedończyków – w całym kraju nie łapałyśmy autostopu dłużej niż 5 minut. Każdy chciał nam pomóc i zawsze wszyscy chętnie służyli radą. Po zwiedzeniu stolicy i zobaczeniu zaledwie kilku pomników bohaterów Macedonii (z czego słynie miasto) pojechałyśmy zregenerować się w Kanionie Matka.

Już pierwszego dnia szczęście uśmiechnęło się do nas bardzo szeroko, ponieważ „złapałyśmy” właściciela hostelu, który zaoferował nam nocleg nad Jeziorem Ochrydzkim. Co ciekawe, nasz gospodarz opowiedział nam o tym, iż w te wakacje gościł u siebie Polaków jadących starymi samochodami do Chalkidiki w Grecji. Okazało się później, że nocowali u niego uczestnicy Złombola, zostawiając po sobie opinię zwariowanych Polaków, którzy nie boją się podejmować nawet bardzo ciężkich wyzwań i mają dobre serca, ponieważ jest to rajd charytatywny.

 

 

decathlon
Fot 3. Martyna Czagan | Kanion Matka

 

II dzień

 

     Kolejnego dnia po porannej kąpieli w malowniczo położonym jeziorze złapałyśmy jednego z naszych najdłuższych stopów do Tirany. Zatrzymały się dwie Holenderki, które wypożyczyły samochód i w taki sposób zwiedzały Bałkany. Śmiałyśmy się, przyrównując ich ojczyznę, będącą płaską powierzchnią, do Macedonii i Albanii, znajdujących się wyżej niż najwyższy punkt Holandii. My natomiast byłyśmy pod wrażeniem umiejętności samochodowych naszej nowej koleżanki, ponieważ świetnie sobie poradziła w zwariowanej albańskiej miejskiej dżungli, gdzie prawa ruchu nie miały żadnego znaczenia.

Sama Tirana w porównaniu do Skopje wydała nam się bardzo komunistyczna i nie zrobiła na nas wielkiego wrażenia, za to górski krajobraz po drodze do stolicy bardzo nas urzekł. Po krótkim odpoczynku i kilku zdjęciach obie stwierdziłyśmy, że czas ruszać dalej ku nowej przygodzie. Kolejnym naszym celem stała się Szkodra.

 

decathlon
Fot 4. Martyna Czagan | Mostar

 

 

  W Albanii pierwszy raz napotkałyśmy trudności z porozumiewaniem się, gdyż ani angielski, ani niemiecki, ani nawet rosyjski nie należą do najczęściej stosowanych tam języków. Niestety żadna z nas nie władała albańskim ani włoskim, dlatego musiałyśmy sięgnąć po inne sposoby komunikacji, mianowicie nadmierną gestykulację lub translator w naszych telefonach. Było to bardzo zabawne doświadczenie, gdyż jak wiadomo, internetowa aplikacja nie zawsze podaje dobre tłumaczenie, dlatego czasem trzeba było się nieźle nagłówkować, by zrozumieć, co ma na myśli druga strona 🙂 

 

 

turystyka decathlon
Fot 5.  Martyna Czagan | Budva

 

 

Gdy dotarłyśmy do celu, pogoda nas nie rozpieściła, ponieważ silny wiatr i początki deszczu zmusiły nas do szybkiej zmiany decyzji i łapania stopa do Budvy, co oznaczało przekroczenie granicy z Czarnogórą. Ten odcinek utkwi nam w głowie chyba do końca życia, gdyż wiąże się z nim ciekawa historia. Zatrzymało się bowiem dwóch chłopaków, którzy zaproponowali podwózkę do Podgoricy (stolicy Czarnogóry). Chętnie wsiadłyśmy i w czasie przekraczania granicy wypatrzyłyśmy, że kierowca przeglądał na telefonie mapę wybrzeża Czarnogóry, dlatego delikatnie zapytałyśmy, czy nie zmierzają przypadkiem w tamte okolice. Po krótkim zastanowieniu chłopak odpowiedział, że tam nas również podwiozą. Gdy poprosiłyśmy, by podali nam cel swojej podróży, odpowiedzieli, że w sumie nie mieli co robić i pomyśleli, że chętnie nas podwiozą.

 

 

turystyka decathlon
Fot 6. Martyna Czagan | Kotor

 

 

Martwiło nas jedynie to, że nie do końca znali drogę i dużo błądziliśmy, jednak ostatecznie dotarliśmy do celu. Co ciekawe, chciałyśmy im w ramach podziękowań zapłacić albo zaprosić na kawę, jednak odmówili, tłumacząc, że to jest wykluczone, bo jesteśmy kobietami i byłoby to niehonorowe. Dodatkowo zaopatrzyli nas w prowiant, przez co zwiększyli nasze zakłopotanie, ponieważ przejechaliśmy wspólnie na pewno ponad 150 km. Długo zastanawiałyśmy się, czy nasi przyjaciele nie są synami prezydenta J Sami jednak odpowiedzieli, że tego wymaga ich kultura i nam zaufali, bo jak to przyznali, „dobrze nam z oczu patrzyło”. Z pewnością długo będziemy wspominać to niecodzienne zachowanie.

 

III dzień

 

     Kolejny dzień i znów przygody. Po krótkim spacerze po starym mieście w Budvie i kąpieli w Adriatyku zaplanowałyśmy wizytę w Kotorze. Ku naszemu zaskoczeniu następnymi pomocnikami w dotarciu do Budapesztu okazały się dwie Polki, podróżujące wynajętym samochodem i zmierzające do Kotoru. Bardzo przyjemna była możliwość rozmowy w ojczystym języku i wymiana spostrzeżeń na temat Bałkanów. Kotor urzekł nas swoim portem i pięknymi zabytkami, jednak z racji tego, że czekała nas wtedy długa droga, to po wypiciu pysznej kawy ruszyłyśmy dalej.

A droga minęła bardzo międzynarodowo – od pary Niemców (matka jednej z pań urodziła się we Wrocławiu) po turystę pochodzącego z Południowej Korei i wyznającego „zasadę 3 zdjęć” (3 zdjęcia – 3 różne miny, i tak prawie w każdym miejscu – nic dziwnego, że Azjaci słyną z zamiłowania to fotografii :)). Żeby tradycji stało się zadość, również tego dnia musiałyśmy przekroczyć kolejną granicę – tym razem z Bośnią i Hercegowiną. W Bośni miałyśmy okazję skosztować przepysznych lokalnych dań, a gospodarz restauracji, w której się stołowałyśmy, zaskoczony widokiem dwóch dziewczyn z plecakami, zaoferował nam dodatkowe pożywienie. Naszym celem na dziś stało się Medjugorie, a że dzień robił się coraz krótszy, musiałyśmy się spieszyć. Dotarłyśmy na miejsce ok. godziny 21 (po drodze m.in. pierwszy raz ku swojej uciesze mogłam użyć języka rosyjskiego) i musiałyśmy niestety skorzystać z usługi taksówki, gdyż według naszych ustaleń: po zmroku nie łapiemy już stopa ze względów bezpieczeństwa.

Całe szczęście kierowca taksówki okazał się bardzo pomocny, gdyż nie tylko obdzwonił pół miasta, załatwiając dla nas nocleg, ale również zawiózł nas pod samą bramę. Tak że mimo iż mocno zmęczone, to bardzo szczęśliwe z osiągnięcia celu na dziś położyłyśmy się spać.

 

 

decathlon
Fot 7. Martyna Czagan | Budva

 

IV dzień

 

     Z racji tego, że do Budapesztu pozostało nam nadal ok. 700 km, a Google Maps informowało nas, że cała trasa powinna zająć maksymalnie 9 godzin, wierzyłyśmy, że się uda. Nastawiłyśmy budziki na wczesną godzinę, by móc jeszcze trochę pozwiedzać miejsce znane większości katolików z objawień Maryjnych. Kolejnym punktem przystankowym był Mostar, słynący głównie z pięknego mostu uznawanego za symbol połączenia się Zachodu ze Wschodem. Co prawda został on zburzony w czasie wojny domowej w 1993 r., jednak po zakończeniu walk odbudowano go, starając się zachować początkową technikę i styl.

Naszą uwagę przykuły dodatkowo ślady wojenne, które wciąż były widoczne na budynkach Mostaru. Dowiedziałyśmy się również, że odradza się piesze wędrówki po bośniackich górach, gdyż do tej pory są one nierozminowane. Wiele budynków wygląda tak, jakby zaledwie kilka tygodni temu wojsko opuściło pole bitwy – zastanawiałyśmy się, dlaczego Bośniacy nie chcą ich wyremontować, ale nie miałyśmy odwagi rozmawiać na tematy polityczne, gdyż mimo iż międzypaństwowe stosunki oficjalnie uznaje się za unormowane, zdaje się, że aby kontakty międzyludzkie na Bałkanach się polepszyły, musi upłynąć jeszcze trochę czasu.

 

 

turystyka decathlon
Fot 8.  Martyna Czagan | Kanion Matka

 

 

Droga do Sarajewa wiąże się jeszcze z ciekawą przygodą. Bośniacka stolica stała się dla nas kolejnym celem na drodze do Chorwacji i na tym odcinku po raz kolejny doświadczyłyśmy niesamowitej gościnności ze strony naszego kierowcy, który nie tylko zaprosił nas na obiad, ale również nadłożył drogi tylko po to, by zawieźć nas w dogodne do łapania kolejnego autostopu miejsce. Okazało się jeszcze, że pan zwiedził kawał świata, a obecnie pracuje w Szwajcarii (stąd żarty o tym, że stać go na to, by zaprosić dwie dziewczyny na obiad). Jego podróżowanie wiąże się z… pokerem. Tłumaczył, że nie zna Polski, bo tu poker jest zakazany, jednak bywał wiele razy w Stanach, Maroku, Francji, Czechach itd. Obie uznałyśmy, że jest to właśnie największy urok autostopu: nigdy nie możesz oceniać ludzi, bo każdy ma ze sobą cały bagaż osobistych doświadczeń i przeżyć.

 

decathlon
Fot 9. Martyna Czagan | Jezioro Ochrydzkie

 

 

Chociaż udało nam się przekroczyć granicę bośniacko-chorwacką jeszcze przed zmrokiem, to do Węgier wciąż prowadziła długa droga. Mimo to byłyśmy bardzo zadowolone, bo w międzyczasie poznałyśmy jeszcze wiele ciekawych osób (bośniacki żołnierz posiadający własną piekarnię, w której nas ugościł; muzułmanka ucząca angielskiego na uniwersytecie, z którą mogłyśmy bez przeszkód porozmawiać o polityce i historii konfliktów na Bałkanach – o dziwo nie była zainteresowana dziejami Polski :), no i w końcu przeuprzejmy pan prowadzący tira, który chciał nam oddać całe swoje jedzenie, mimo że prawie się nie rozumieliśmy).

Samo przekroczenie granicy można nazwać komediodramatem, ponieważ nie do końca wiedząc, czy możemy przejść przez nią piechotą, nie potrafiłyśmy uzyskać stosownej informacji. Podeszłyśmy do stanowiska kontrolnego troszkę niepewne i nagle zjawił się policjant, który zaczął krzyczeć po niemiecku (najczęściej używany język zaraz po ojczystym) i kazał nam przekroczyć granicę, po czym łapać stopa do kolejnej granicy (stałyśmy wówczas przy bramkach zezwalających na opuszczenie kraju, a od wstąpienia do kolejnego państwa dzieliła nas przestrzeń około 1 km), wskazując przy tym, jak należy to robić, i mówiąc, że powinnyśmy robić „autostopen machen”. Następnie sam pytał kierowców stojących w kolejce do kontroli, czy nie jadą przypadkiem do Osijeku. Ta sytuacja mogła być jedną ze scen w topowych filmach komediowych.

 

 

turystyka decathlon
Fot 10.  Martyna Czagan | Budva

 

 

Gdy dotarłyśmy do Osijeku, który miał być tylko chwilowym postojem w drodze do Budapesztu, bardzo martwiłyśmy się, czy uda nam się zdążyć przed zmrokiem. Niestety nie wysiadłyśmy w odpowiednim miejscu i się zgubiłyśmy – zanim odnalazłyśmy właściwą drogę do dalszego podróżowania, słońce zdążyło już zajść i na ulicach zrobiło się ciemno. Próbowałyśmy jeszcze ostatniej szansy na wydostanie się z Chorwacji – pytanie kierowców na stacji benzynowej, czy nie jadą przypadkiem w stronę Budapesztu. Niestety nikt nie zmierzał w tym kierunku, dlatego postanowiłyśmy przebookować lot. Już miałyśmy wzywać taksówkę, ale na szczęście pewna kobieta, usłyszawszy naszą historię, podwiozła nas na lotnisko (nie miałyśmy już dużo czasu do odlotu).

Okazało się, że pochodzi z Macedonii i też bardzo lubi podróżować, dlatego nawet chwilę się nie wahała, by udzielić nam pomocy. Bardzo zmęczone, ale szczęśliwe dotarłyśmy na lotnisko (gdzie mogłyśmy znaleźć miejsce do naładowania naszych telefonów i skorzystać z wi-fi, co pozwoliło nam na kupno biletów). Tam również byłyśmy swoistą atrakcją, ponieważ obsługa bardzo się dziwiła temu, jak można kupić bilet lotniczy na nieco godzinę przed odlotem. No cóż, Polak potrafi 🙂

 

turystyka
Fot 11. Martyna Czagan | Gdzieś w drodze…

 

Podsumowując tę całą przygodę – to było pięć niesamowitych dni, z których każda godzina pozwalała nam na poszerzanie naszych horyzontów i poznawanie bardzo ciekawych ludzi (nie o wszystkich udało mi się wspomnieć, w przeciwnym wypadku ta opowieść trwałaby z pewnością duuużo dłużej :)). Oprócz tego obie miałyśmy okazję zobaczyć piękno Bałkanów – nie tylko ich kulturowe dziedzictwo, ale również niesamowite krajobrazy. Uwierzcie, że słowa: „Jak tu jest pięknie” padały bardzo często. Myślę, że tegoroczna wyprawa, chociaż krótka, to na pewno na długo zostanie w naszej pamięci 🙂

 

Martyna i Melania 🙂

Martyna Czagan
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Plaza w Krakowie – chętnie podpowiem nie tylko na temat sprzętu, ale również doradzę nieco w kwestii turystycznych wycieczek (odwiedziłam 19 krajów). Uwielbiam podróże wszelkiego rodzaju – samochodowe, rowerowe, piesze, górskie i inne! Możesz skontaktować się ze mną mailowo: martyna.czagan@decathlon.com Pozdrowienia z podróży!
Zadaj pytanie

Udostępnij:
Oceń artykuł:
5 (100%) 3 votes