Sakwy i trapery - Wszystko dla sportu
26 sierpnia 2016
0

Z sakwiarstwem jest trochę jak z chodzeniem po bagnach – bardzo szybko wciąga! W wyprawy na dwóch kółkach wkręciłem się już na początku tego… tysiąclecia. W tym roku sprawdziłem, czy rowerowe sakwy są w stanie pomieścić jeszcze jedną sportową pasję.

SAKWIARSKA HIPSTERKA

W posiadanie sakw wszedłem przez przypadek. Ot, nietypowy przedmiot znaleziony u straganiarza sprzedającego rzeczy z niemieckich wystawek. Gadżet, którego próżno było szukać w pobliskim sklepie sportowym czy składnicy harcerskiej. Dzisiaj – można by rzec – hipsterski, ale w czasach, gdy Polacy przechodzili jeszcze ze „składaków” na „górale”, nikt nie znał takiego określenia. Pierwszy Decathlon w naszym kraju otwarty został dopiero rok po tym, gdy stałem się sakwiarzem.

Na ukraińskich stepach

WOLNOŚĆ I IMPROWIZACJA

Co zrobić, gdy ma się dużo wolnego czasu, ale ograniczone fundusze, a w człowieku odzywa się podróżnicze ADHD? Najlepiej założyć sakwy na bagażnik i ruszyć w drogę. Zabranie ze sobą namiotu, śpiwora i karimaty spotęguje poczucie wolności. Pierwsza moja wyprawa w dużej mierze oparta była na improwizacji. Po prostu jedziemy przed siebie, odhaczając kolejne punkty na mapie: Polanica-Zdrój, Brno, Wiedeń, Bratysława, Budapeszt… Ten wyjazd nauczył mnie, że do planu wycieczki nie należy się za bardzo przywiązywać. Po pierwsze trzeba wziąć poprawkę na kaprysy aury, po drugie na trasie zwykle czai się dużo pokus. Ciekawa skałka, słynny zabytek czy niosące orzeźwienie jezioro często skłaniają do rowerowych „skoków w bok”.

NA PRZEKÓR STEREOTYPOM

– Jedziecie na Ukrainę? Samobójcy! – ostrzegali mieszkańcy przygranicznych osad. Żeby nie podgrzewać zbytnio emocji, nie poinformowaliśmy rodzin o prawdziwym celu drugiej wyprawy. Kraj za naszą wschodnią granicą nie należał wówczas do kierunków wybieranych przez turystów, a niewiedza jest doskonałą pożywką dla stereotypów, jakże różnych od rzeczywistości. Podróż z sakwami na bagażniku pozwala jednak być bliżej zwykłych ludzi, a oni już wiedzą, jak pokazać wschodnią gościnność. Pytasz się o kawałek ziemi, na której można rozbić namiot, a dostajesz wygodne łóżko w głównej izbie, tuż pod wielkim dywanem wiszącym na ścianie. A do tego sytą kolację i szklaneczkę pewnego domowego trunku. Noclegi w takich miejscach, jak poradziecki ośrodek wypoczynkowy czy gabinet lekarski w… domu starców, pamięta się długo. Na rowerze dotrzeć można do zakątków, które nie śniły się pilotom wycieczek autokarowych.

Dobrnęliśmy do Brna

JEDEN URLOP, DWIE PASJE

Wyprawy rowerowe mają jedną wadę: wymagają więcej czasu, niż podobne wycieczki zmechanizowanymi środkami transportu. A z czasem bywa różnie. Przyznaję: ostatnio rowerowe sakwy ustępowały u mnie miejsca górskim traperom. Ale kto powiedział, że jednego urlopu nie da się pogodzić z dwiema pasjami? Rozwiązaniem może być bike trekking, czyli rowerowa objazdówka, przerywana górskimi wędrówkami. Dyscyplina nowa, bo jeszcze w fazie testowania. Pierwszy poważny sprawdzian był w lipcu, kiedy to zmierzyłem się z drogami oraz ścieżkami ukraińsko-rumuńskich Karpat.

Widok na Howerlę (2061 m) - najwyższy szczyt na bike trekingowej trasie

Mój ekwipunek z pewnością różnił się od tego, jakim dysponowałem w minionej dekadzie. Sakw – tym razem – nie musiałem już kupować na bazarze, a dzięki temu, że wszystko jest mniejsze i lżejsze, znalazło się w nich miejsce na górskie buty. Urlop urlopem, ale wśród tylu sportowych marek o pracy nie da się łatwo zapomnieć :). O obowiązkach magazyniera przypominać mi będzie także lista wierzchołków, które mam do zdobycia. Jej zwieńczeniem jest szczyt o wymownej nazwie… Pikuj!¹

Rafał


¹pikowanie w tym przypadku oznacza pakowanie towaru do wysyłki


Udostępnij:
Oceń artykuł:
5 (100%) 1 vote