Samotnie po górach – pomiędzy szaleństwem a rozsądkiem - Wszystko dla sportu
top
21 października 2017

Od kilku lat dużą przyjemność w chodzeniu po górach sprawia mi tak zwany styl „light and fast”. Polega on na jak najszybszym przemieszczaniu się po pasmach górskich, ale przy stosunkowo niskiej wadze plecaka, zabieramy tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Niestety większość moich znajomych preferuje wolniejsze wędrówki lub rozbijanie się z namiotami i chodzenie z masą rzeczy w plecaku na każdą ewentualność, co poskutkowało tym, że od czasu do czasu w góry idę samotnie.

Co pierwsze słyszę po deklaracji kolejnej samotnej wyprawy od kolegów i rodziców?

– Nie boisz się, że cię jakieś zwierzę zaatakuje?

– A co jak ci się coś stanie?

– Sam? Oszalałeś?!

Na początku też miałem kilka obaw, jednak przekonałem się, że takie wędrówki mają swój urok, a do tego zmuszają do większej rozwagi.

Dlaczego samemu?

Samemu idzie się o wiele szybciej niż w grupie, nie jesteśmy z nikim związani, więc dodatkowy dzień na odpoczynek czy zboczenie z trasy, by obejrzeć coś, co nas interesuje, nie sprawia nikomu problemów. Innym powodem jest też dostępny czas. Jeśli wypadną nam akurat 3 dni wolnego „od jutra”, to zgranie całego zespołu czy nawet jednej osoby i namówienie na szybki wypad w góry jest często niemożliwe, ponieważ każdy pracuje w innym miejscu, w innych godzinach czy w trybie zmianowym. A największą zaletą tego typu wycieczek jest nasz rozwój. I już tłumaczę, o co mi chodzi. Od samego początku, czyli od planowania trasy, po szukanie noclegów, kompletowanie wyposażenia czy później przy problemach na trasie trzeba polegać na własnych zdolnościach logistycznych czy nawigacyjnych, na każdym kroku musimy wytężyć własny umysł, by wędrówka była przyjemna i nie zmieniła się w koszmar. Wiemy, że jesteśmy zdani na siebie, dlatego wszystko robimy z podwójną uwagą.

Dla mnie dużym plusem jest również możliwość bycia w ciszy i obcowania z naturą. Można zauważyć więcej szczegółów i otaczającego piękna górskiego. Jednak jest to już sprawa subiektywna, niektórym bardzo przeszkadza cisza i muszą mieć kogoś do rozmowy, co również rozumiem.

Niebezpieczeństwa oraz czy tak naprawdę sami?

Tak naprawdę to wiele niebezpieczniej niż w grupie nie jest. Dzikie zwierzęta nie są żadnym zagrożeniem, chyba że zamierzamy biwakować w środku lasu z jedzeniem pozostawionym przy śpiworze. Trzeba pamiętać, że zwierzęta boją się ludzi, więc jeśli nie będziemy ich prowokować, a jedzenie zostawimy szczelnie zamknięte w oddali od obozowiska, to żadne niebezpieczeństwo nam nie grozi.

W dobie wszechobecnego zasięgu komórkowego w przypadku (odpukać) złamania czy skręcenia jesteśmy w stanie sami wezwać pomoc. Bardzo ważne dla naszego bezpieczeństwa jest ocenienie sił PRZED wyruszeniem. Jeśli w trakcie wędrówki czujemy jakiekolwiek objawy gorszego samopoczucia, konieczne jest zastanowienie się, czy iść dalej, bądź przynajmniej zatrzymanie się na krótki odpoczynek. Na polskich szlakach można spotkać wielu ludzi, którzy chętnie pomogą, jeśli oczywiście o to poprosimy.

Bardzo miłe było również to, że jak szedłem sam GSB, to wiele osób, zwłaszcza bardziej „doświadczonych” 🙂 , zatrzymywało się na krótką rozmowę; główne pytania to: gdzie idę i jak długo, ale oczywiście nie brakowało również krótkich opowiastek, które nastrajały na cały dzień i dawały energię do dalszego wysiłku. Również w schroniskach czy na polach namiotowych można poznać wielu ciekawych ludzi, dlatego samotna podróż do końca taka nie jest, a znajomości zostają na lata.

Komu polecam?

Wszystkim. Nie mówię tu o tygodniowych wyprawach, niech będą to nawet tylko dwa dni, ba, i dzień wystarczy, żeby odpocząć trochę od zgiełku, przemyśleć swoje sprawy i cieszyć się pięknem gór. „Z góry widać więcej” 🙂


Autorem powyższego tekstu jest pan Jan Wresiło, pasjonat turystyki i klient Decathlon. Zobacz recenzję butów górskich Forclaz 500 WTP napisaną przez pana Jana.

Oceń artykuł:
5 (100%) 4 votes