[Tekst blogera] Kazbek – mój wymarzony pięciotysięcznik z Mountain Freaks - Wszystko dla sportu
top
7 września 2018

Trzy lata wcześniej w gruzińskim miasteczku Stepancminda nie mogłam oderwać oczu od widoku potężnego, ośnieżonego szczytu, na tle którego czerniał zarys klasztoru Cminda Sameba. Teraz w środku nocy razem z innymi uczestnikami wyprawy ruszam w jego stronę. Światła czołówek padają na skrytą w ciemnościach ścieżkę, dobrze znaną jedynie naszym przewodnikom. Jako jedno z wielu światełek w tym pochodzie, krok za krokiem przemieszczam się w kierunku wymarzonego celu – mierzącego 5047 m n.p.m. wierzchołka Kazbeku, zwanego Lodowym Szczytem.

 


KAZBEK ON MY MIND

 

     Myśl o Kazbeku towarzyszy mi każdego dnia od momentu, gdy w lutym po wymianie maili z Ewą z Mountain Freaks, zostaję zaproszona do udziału w wyprawie organizowanej przez tę polsko-gruzińską agencję, działającą w Stepancmindzie (dawne Kazbegi) – bazie wypadowej na Lodowy Szczyt.

I tak, o Kazbeku myślę zapadając się po uda w śniegu na polskich i słowackich szlakach Beskidów oraz Tatr. Podobnie, gdy spocona jak mysz wspinam się błotnistymi ścieżkami do zagubionych wśród tarasów ryżowych filipińskich wiosek. Wiosną też nie zwalniam tempa, z myślą o Kazbeku dorzucając tygodniowe bieganie po ukraińskich Karpatach Wschodnich. A gdy tylko na Słowacji zostają otwarte szlaki regularnie wdrapuję się na tamtejsze dwutysięczniki.

A jednak ciągle nie opuszcza mnie wątpliwość – czy to wystarczy? Czy moje górskie wypady raz, dwa razy w tygodniu pozwolą mi wejść na szczyt, tak wymagającego pięciotysięcznika jakim jest Kazbek?
Na wszelki wypadek zaczynam regularnie ćwiczyć w domu z różnymi uśmiechniętymi i wysportowanymi blondynkami, zachęcającymi mnie do intensywnego wysiłku z ekranu mojego komputera.

Zgodnie ze wskazówkami Ewy – która dla grupy na facebooku złożonej z uczestników wyprawy, publikuje materiały dotyczące prawidłowego przygotowania się do wyjazdu i wejścia na Kazbek – zaczynam kolekcjonować odpowiedni sprzęt i odzież. Okazuje się bowiem, że zrobiony rok wcześniej trekking Annapurna Base Camp w Himalajach, a zdobycie szczytu takiego jak Kazbek, to dwie różne bajki. Ta druga – wymagająca specjalistycznej odzieży i sprzętu. Na szczęście, ustalam z Ewą, że część potrzebnych rzeczy wypożyczę na miejscu w biurze Mountains Freak.

I tak, pomiędzy górskimi wypadami, ćwiczeniami z You Tuba, kolekcjonowaniem sprzętu, domowymi obowiązkami i pracą przychodzi dzień moich urodzin – 10 sierpnia. Odbierając życzenia od znajomych, szykuję się do realizacji jednego z nich.

Późnym popołudniem odwieziona na lotnisko przez męża, stoję na progu wielkiej przygody. Chwilę potem samolot Polskich Linii Lotniczych LOT unosi mnie w stronę Warszawy, a stamtąd kolejny – do Tbilisi, stolicy Gruzji.

 

Fot 1. Marta Wójciak | Niesamowite widoki, nieprawdaż?

WITAJ PONOWNIE GRUZJO! (PIERWSZY DZIEŃ MOUNTAIN FREAKowania)

 

     Miasteczko Stepancminda – do którego trafiam wraz z częścią grupy po nocnym locie Warszawa-Tbilisi, i blisko 3-godzinnej jeździe zorganizowanym przez Ewę busikiem z lotniska w Tbilisi – niewiele zmieniło się od czasu mojego ostatniego pobytu. Jednak z powodu deszczowej, mglistej aury straciło teraz swój główny atut – widok na otaczające je kaukaskie szczyty i pocztówkowy obrazek klasztoru Cminda Sameba na tle Kazbeku.

Podobnie, jak podczas mojej pierwszej obecności tutaj, w dniu naszego przyjazdu w miasteczku brakuje wody. Na szczęście pensjonat, w którym zostaliśmy umieszczeni przez Ewę ma swoją własną cysternę, o czym z dumą informuje nas jego właścicielka.

Gorąca kąpiel, działające w pokojach ogrzewanie, obfita supra, czyli tradycyjna gruzińska kolacja z dużą ilością jedzenia i wznoszonymi raz po raz kwiecistymi toastami – pozwalają nam choć trochę wyciszyć niepokój związany z nieciekawą pogodą.

Budująco działają też słowa Ewy – że owszem od kilku dni pogoda jest do bani, i niektóre zespoły prowadzone przez inne agencje nawet nie podjęły akcji szczytowej z Meteo – ale według prognoz i jej intuicji w dniu naszego ataku warunki będą dobre.

Rankiem następnego dnia – mżawka, unosząca się w powietrzu wilgoć, zimno i spowijająca góry mgła na nowo podkopują nasze względnie dobre nastroje.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ CAŁY ARTYKUŁ, zapraszamy do odwiedzenia bloga Zwiedzając Świat.

Autor: Marta Wójciak

Oceń artykuł:
5 (100%) 1 vote