Trening siłowy sprzymierzeńcem w walce z dodatkowymi kilogramami - Wszystko dla sportu
25 maja 2016

Na okładce kolorowego czasopisma zgrabna blondynka z odsłoniętym, lekko umięśnionym brzuchem reklamuje napis: „Zrzuć ze mną do lata zbędne kilogramy! -10kg w tydzień! Bez efektu jo-jo”. Niestety to czym karmi nas obecny świat nijak ma się do rzeczywistości. Utrata 10 kilogramów w tydzień nie doprowadzi Cię do lepszej sylwetki. Skrajne wyniszczenie organizmu? Jak najbardziej. Zmęczenie, anemia, problemy zdrowotne, rozdrażnienie, brak chęci do życia? Tak, to na pewno dostaniesz. W sumie to nie umiem sobie wyobrazić jak można byłoby stracić aż tyle w 7 dni. Chociaż XXI wiek potrafi zaskoczyć i nie mówię, że w pozytywnym sensie.

Jestem dziewczyną, która od najmniejszego zmaga się z łatką „tej większej”. Jako dziecko byłam nieco pulchna, a że do 7 roku życia byłam jedynaczką i jedyną wnuczką ze strony rodziców taty byłam mocno rozpieszczana. Dziadkowie uwielbiali swoją wnusię, która wyglądem zaczęła upodabniać się do swojego ówczesnego idola – Kubusia Puchatka. Myślę, że idylla trwałaby nadal, gdyby nie fakt, że zaczęłam uczęszczać do szkoły podstawowej, gdzie mieliśmy lekcje wychowania fizycznego. Byłam najgorsza we wszystkim – od gier zespołowych po biegi. Ta mała szpilka wbijana w moje serducho zaczęła boleć jeszcze bardziej w liceum, czyli w czasie, kiedy najbardziej chcemy pokazać się z dobrej strony.

03a

A czym ja mogłam się poszczycić? Cellulitem widocznym przez legginsy? A może całkowitym brakiem kondycji. Szczytem moich możliwości był dwutakt, po którym oddech łapałam przez kolejne 15 minut. Słabo jak na 16-latkę, co nie? Dodatkowo widok maturzystek, które z wdziękiem, w krótkich spodenkach przechadzały się po korytarzu przed zajęciami fizycznymi, dobijał mnie coraz bardziej. Odbicie w lustrze stało się koszmarem, wcześniej nie było na tyle uciążliwe, ze względu na to, że nie odczuwałam tak dużej potrzeby akceptacji ze strony kolegów (!) i koleżanek. Sami wiecie – ten czas w licealnej ławie rządzi się swoimi prawami: pierwsze miłości, randki, uświadamianie sobie jak wiele może zdziałać smukła linia czy zarys mięśnia. A gdzie w tym wszystkim byłam ja?

Cóż… Po tym czasie mogę powiedzieć, że czułam się bardziej jak świadek całego zdarzenia niżeli uczestnik. Nie twierdzę, że te czasy były dla mnie złe – absolutnie! Jednak pod względem tężyzny fizycznej byłam kompletnym zerem.

Czułam się napiętnowana moją nadwagą i wtedy to postanowiłam, że zmienię swoje życie. Stało się.

Wpadłam w wir odchudzania, obsesji nad każdą spożywaną kromką chleba. Początki, mimo triumfów wagowych (-16kg w 3,5 miesiąca) pod kątem moich upodobań żywieniowych były koszmarem. Naczytałam się „cudownych” rad z forum, które chórem głosiły by NIE jeść po 18:00, najlepiej całkowicie zrezygnować z węglowodanów, ale też nie przesadzać z białkiem, o tłuszczach zapomnieć. Najlepiej to wegetować o wodzie i marchewce czekając na  cud. Teraz już wiem, że to bzdury, ale mając 15 kilo nadwagi wierzyłam w każde przeczytane słowo. Czytając swój dziennik z tamtego okresu, mam ochotę polać go benzyną i spalić. Pozwólcie, że przedstawię Wam jeden przykładowy jadłospis z tamtego okresu:

I (6:15): 2 parówki z szynki, ½ ciemnej bułki

II (9:35): grahamka (bez masła!) z żółtym serem i liściem sałaty

III (12:30): 3 wafle ryżowe z dżemem niskosłodzonym

IV (16:00): 2 małe ziemniaki, pół miseczki sałatki, 1 mały kawałek wieprzowiny (bez panierki!)

V (18:30): 3 wafle ryżowe

Dieta bez żadnych wartości odżywczych, praktycznie brak tłuszczów, tak niezbędnych nastolatkom w trakcie nauki oraz unikanie białka. Nic dziwnego, że moje ciało malało w oczach, ale jakim kosztem? W tym wszystkim zapomniałam o tym co najważniejsze – o zdrowiu.

Ale chwila! Miałam pisać o treningu siłowym, tymczasem czytacie o mojej przygodzie z dietą. Spokojnie! Był to zamierzony punkt w dzisiejszym wpisie. Kiedy już powoli triumfowałam w kwestii nadwagi dalej drzazga o nazwie WYCHOWANIE FIZYCZNE przypominała o sobie co wtorek na zajęciach. „Skoro zmieniłam swój wygląd, czemu by nie zmienić i tego?”. I tu pojawia się postać… taty. Nie wspomniałam jeszcze, że ojciec jest kulturystą i trenerem personalnym.

03b

Możecie zatem pytać: „Jak to? Miałaś takie zaplecze wiedzy w domu i robiłaś takie świństwo swojemu ciału?”. Prawda jest taka, że chciałam udowodnić, że potrafię to zrobić sama. Rodzice (oboje) nie mieli wglądu do mojej miski, a ja zawsze uchodziłam za tę  „samowystarczalną” i „dojrzałą” córkę, więc proszenie się o pomoc nie było wtedy dla mnie dobrym rozwiązaniem (głupota, wiem, ale wytłumaczcie to 16-latce :)). Wracając do tematu – tata zaproponował, że pokaże mi jak wygląda jego praca i, że to co on pokazuje swoim klientkom może pomóc i mnie. I tu zaczyna się MAGIA! Tata przeprowadził ze mną pierwszy w moim życiu trening siłowy na całe ciało.

Przeżyliście kiedyś moment, kiedy po raz pierwszy próbowaliście czegoś i od pierwszej minuty wiedzieliście już, że TO JEST TO?

Tata był oniemiały z wrażenia, że tak szybko załapałam technikę każdego ćwiczenia. Mnie po tej godzinie spędzonej na „paker hali” było mało! Chciałam jeszcze i jeszcze! I wtedy to dostałam swój pierwszy karnet w prezencie od swojego ojczulka. Poznawałam ćwiczenia na każdą część ciała, jednak stale ćwiczyłam całe ciało, gdyż tak jak powiedział tata: „musisz się zaadaptować”. Chłonęłam wiedzę jak gąbka, a tata stał za mną i zaczął się przyglądać temu, co pojawia się na moim talerzu. Od tego czasu mój jadłospis nie przypominał już szpitalnych posiłków. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego, że odchudzanie może być przyjemne, ponieważ jedyne co sprawiało mi radość, to spadająca waga. Kiedy wreszcie zaczęłam współpracować z doświadczonymi ludźmi moje życie NAPRAWDĘ stało się inne. Wyznacznikiem szczęścia stał się prowadzony AKTYWNY TRYB ŻYCIA, bo za tym, że zaczęłam chodzić na siłownię kryje się jeszcze uczęszczanie na fitness.

03c

Znowu możecie zadać pytanie: „No dobra, ale po co? Przecież mówiłaś, że trening siłowy pomoże schudnąć… Po co jeszcze skakać?”. A więc – drodzy Czytelnicy, dotarliśmy do punktu kulminacyjnego naszego wpisu, czyli

JAK SCHUDNĄĆ, ĆWICZĄC SIŁOWO?

Aby tego dokonać, potrzebne są 3 czynniki. Pierwszy już pewnie znacie, bo jest wałkowany od początku tego wpisu. Jest to oczywiście DIETA. Śmieciowe jedzenie, czy tzw. „mż”(= mniej żryj) nie doprowadzą Cię do sukcesu. Istotą diety – co i jak jeść zajmiemy się później* (*= w następnym wpisie :)).

Drugim elementem jest odpowiedni PLAN TRENINGOWY.

Samo założenie: pomacham hantlami, bo piszą, że to dobre, nie wystarczy – potrzeba konkretnego działania.

Należy przejść przez „wstępną adaptację”, która pozwoli mięśniom przygotować się do tego, co je czeka później. Taki okres pozwoli Ci również opanować technikę ćwiczeń, która jest najistotniejsza („nie siła, lecz technika zrobi z Ciebie zawodnika” :)). Również w tym czasie powinnaś skupić się na oddechu. Wdech i wydech w odpowiednim momencie to kluczowa kwestia – uwierz mi. Z taką wiedzą możesz przejść dalej do dzielonego planu treningowego. Nie mówię, że sama masz sobie to wszystko napisać ustalić i wiedzieć OD JUŻ. Absolutnie! Najlepszą osobą do tego typu zadań będzie trener personalny, którego znajdziesz na każdej siłowni i który powinien udzielić Ci rady (nie musisz od razu prosić o rozpisanie planu z suplementacją i dietą, nie). Jeśli masz wątpliwości czy wykonywane przez Ciebie ćwiczenie jest poprawne – poproś o pomoc.

Trener na siłowni jest strażnikiem i uwierz – nie spotkasz się z odmową. To jego praca – pomaga takim zbłąkanym owieczkom.

Trzecim i ostatnim elementem, który wpłynie na to, że zaczniesz gubić kilogramy i uzbrajać się w mięśnie, jest trening aerobowy (cardio) wykonywane bezpośrednio po treningu siłowym. Mięśnie są wtedy rozgrzane do czerwoności i w czasie tego męczącego treningu aerobowego spalamy tłuszcz. Tu pragnę tylko nadmienić, ze sam trening siłowy NIE spala tłuszczu. Siłówka napędza metabolizm i cała impreza zaczyna się po treningu. Dlatego tak ważne są aeroby i ta odpowiednia dieta. Nie warto pomijać tego elementu na redukcji, ponieważ eliminacja choćby jednego elementu z naszych trzech punktów sprawi, że nasze koło nie ruszy na tyle dobrze, żeby mogło funkcjonować bez zarzutów.

03d

Trening cardio powinien trwać nie mniej niż 20 minut i nie więcej niż 40 minut. Zalecane jest 40 minut. I wcale nie trzeba biegać. Chodzenie na bieżni na najwyższym nachyleniu przy średnim tempie (6 km/h) da ten sam rezultat co bieganie jeśli chodzi o spalanie kalorii. Jednak 40 minut na bieżni/orbitreku/stepperze bywają naprawdę nudne, dlatego ja jeśli tylko miałam możliwość po skończonym treningu siłowym i rozciąganiu statycznym biegłam prosto na salkę i uczestniczyłam w zajęciach na stepie. Zabawa nieziemska, a ile można dodatkowo spalić! Dla mnie zawsze była to dobra alternatywa zamiast zwykłych aerobów. Mówię była, ponieważ od niedawna testuję swój organizm i robię 20-30 minutowy trening interwałowy. Sprawdzam w ten sposób czy interwały są tak samo skuteczne w tym kole jak i trening aerobowy. Co prawda nie jest to nic innowacyjnego, ale podkreślam – na każdego działa co innego i wszystkiego warto spróbować. Jeśli nudzi Cię machanie rękami i nogami na orbitreku- spróbuj zajęć grupowych, których jest bez liku! Nie bój się wychodzić poza ramy jeśli chodzi o aeroby – tutaj trzeba znaleźć złoty środek i pozwolić sobie polubić tę część. A nie jest to wcale łatwe, jeśli ktoś wychodzi z tego samego punktu, w którym ja się znajdowałam mając 16 lat.

Podsumowując: nie wierz we wszystko co wypisują w Internecie i w kolorowych czasopismach – niektóre z tych informacji są zwykłymi sztuczkami marketingowymi. Staraj się korzystać z możliwie jak największej liczby źródeł jeśli chcesz zacząć swoją przygodę z każdym sportem.

I najważniejsze: nie daj sobie wmówić, że nie możesz czegoś zmienić. Możesz popełniać błędy, co więcej – akceptuj je, wyciągaj z nich lekcje. Przez to czego się nauczysz będziesz lepszym człowiekiem i nic nie będzie w stanie Cię zatrzymać. Nie musisz być od razu niezwyciężona na starcie. Bądź niezwyciężona na mecie.

Gosia

Oceń artykuł:
4.9 (97.14%) 7 votes