Weekend w Tatrach - recenzja czekana Ocelot! - Wszystko dla sportu
top
19 lutego 2019
26

Po latach nasze najwyższe góry przestały być postrzegane jedynie jako cel letnich wyjazdów, który zimą zarezerwowany jest dla profesjonalistów. Takie podejście cieszy, bo choć zagrożenie jest (latem również i nie można o tym zapominać) to zimowy wyjazd można zaplanować  bezpiecznie, trzeba tylko pamiętać o dwóch podstawowych rzeczach…

 

Po pierwsze, wiedza i podstawowe umiejętności, które najlepiej zdobyć pod okiem fachowców na kursach turystyki zimowej oraz kursach lawinowych.

Po drugie, posiadanie odpowiedniego sprzętu podczas każdego  wyjścia w góry, między innymi raków i czekana. I właśnie o tym drugim będzie poniższy tekst! 🙂

 

Jakiego czekana potrzebuję?

 

Przeglądając oferty czekanów, nowicjusz może się poczuć nieco zagubiony. Czy potrzebuje styliska prostego czy wygiętego? Jeśli tak to jak bardzo? Łopatka czy młotek? Super lekki, czy niekoniecznie? I co to za literki przy oznaczeniu styliska? To tylko niektóre z pojawiających się pytań.

 

Fot 1. Krystian Kaźmierczak | Odpowiedni sprzęt to podstawa w trakcie każdego zimowego wyjścia w góry

 

Jednak przy wyborze czekana do zastosowań turystycznych sprawa nie jest wcale tak skomplikowana, jakby się mogło wydawać.

Dla zimowego turysty czekan będzie miał dwa podstawowe zastosowania: do podpierania się na stromym stoku oraz do wyhamowania ewentualnego poślizgnięcia. Przy takim zastosowaniu najwygodniejsze będą czekany o stylisku prostym lub minimalnie wygiętym. Nie jest też wymagana podwyższona wytrzymałość, więc odpowiednie będą styliska typu B (basic) określane czasami również jako typ 1.

 

Fot 2. Krystian Kaźmierczak | Czekan z pewnością okaże się wartością dodaną dla wspinaczy i turystów

 

Czekan powinien sięgać mniej więcej do połowy łydki, trzeba pamiętać, że będziemy go wbijać przed sobą, więc dłuższe stylisko w połączeniu ze stromym zboczem nie będzie najwygodniejszym rozwiązaniem.

Czekany przeznaczone do wspinaczki nie będą w tym wypadku odpowiednie, ponieważ ich kształt sprawia, że niewygodnie trzyma się je za głowicę. Przy okazji są cięższe od turystycznych odpowiedników, a dla większości osób będą zwyczajnie za krótkie.

Turysta, zastanawiając się nad wagą czekana, nie powinien jednak sięgać po modele najlżejsze przeznaczone dla skiturowców. Będą one tak jak w powyższym przypadku za krótkie, a do tego pozbawione stalowego grota na końcu styliska, co w kontakcie ze skałą spowoduje bardzo szybkie zużycie.

 

Fot 3. Krystian Kaźmierczak | Wspinaczka w Tatrach budzi we mnie wiele pozytywnych emocji

 

Przykładowym czekanem wpisującym się w powyższe ramy jest Ocelot marki Simond by Decathlon, który miałem okazję przetestować podczas ostatniego wyjazdu w Tatry.

Parametry

 

Na początek garść informacji odnośnie samego czekana. Produkowany jest w dwóch długościach: 60 i 68 centymetrów. Waga dla wersji sześćdziesięcio centymetrowej to 420 gramów, co czyni go jednym z lżejszych modeli w swojej kategorii. Stalowe ostrze i grot osadzone zostały na aluminiowym stylisku typu B. Całość spełnia oczywiście normy CE i EN13089 oraz posiada atest Międzynarodowej Federacji Związków Alpinistycznych (UIAA).

 

Fot 4. Krystian Kaźmierczak | Waga dla wersji sześćdziesięcio centymetrowej to 420 gramów

 

Tyle na papierze, czas sprawdzić jak czekan wypada w praktyce. Jako rejon do testowania wybrałem okolice Hali Gąsienicowej. Po wieczornym podejściu do schroniska i sprawdzeniu prognoz, zapadła decyzja, że rano ruszamy na Zadni Granat.

Pierwsze wrażenia

 

Po mniej lub bardziej przyjemnym poranku i niekoniecznie szybkim śniadaniu wychodzimy ze schroniska i kierujemy się w stronę wybranego wieczorem szczytu. Po około pół godziny przekraczamy taflę Czarnego Stawu i zaczynamy podejście do Dolinki Koziej. Jest to też moment, w którym w dłoni ląduje czekan.

Po przejściu pierwszego odcinka i krótkim odpoczynku w dolince kontynuujemy podejście rozległym polem śnieżnym, czyli terenem, w którym Ocelot sprawdza się najlepiej. Pierwsze wrażenie jak najbardziej pozytywne. Czekan jest lekki i to czuć, w porównaniu do modelu, którego używałem wcześniej, różnica to prawie 100g na korzyść Simonda. Będzie to w szczególności przydatne na długich podejściach, kiedy musimy wbijac czekan przed sobą.

 

Fot 5. Krystian Kaźmierczak | Czekan jest bardzo lekki

 

Proste stylisko pozwala na wygodne podpieranie się i jak dotąd nie ma się do czego przyczepić. Może poza jednym szczegółem. Dziób w części, która ma kontakt z dłonią jest wąski i przy dłuższych odcinkach bez zmiany ręki wrzyna się w dłoń. Nie jest to może niespotykane zjawisko i zdecydowana większość czekanów zaserwuje nam podobne odczucia, jednak zmiana kształtu, na taki który w przekroju przypominałby T, podniosłaby komfort użytkowania nie wpływając przy tym w znaczącym stopniu na wagę.

Z takimi przemyśleniami melduję się na szczycie, który wita nas bezchmurnym niebem i panoramą Tatr Wysokich 🙂

Trening czyni mistrza

 Drugi dzień wyjazdu przynosi niestety zmianę pogody i znaczne pogorszenie widoczności.  Wychodzimy ze schroniska z zamiarem dotarcia na Kościelec, jednak na przełęczy Karb warunki ostatecznie weryfikują nasze plany.

Jako, że tym razem śniadanie poszło nieco sprawniej i mieliśmy dużo czasu, postanowiliśmy wykorzystać go na ćwiczenia m.in. hamowania poślizgnięć. Jak w tej roli wypadł testowany sprzęt? Cóż… działał.

 

Fot 6. Krystian KAźmierczak | Wykopaliśmy również jamę śnieżną

 

Tylko tyle, a właściwie, aż tyle. Skuteczność hamowania zależy przede wszystkim od wyćwiczonego odruchu i czasu reakcji, dlatego też ważne jest, aby ćwiczyć w kontrolowanych warunkach kiedy tylko mamy okazję. Co do samego czekana trzeba zwrócić uwagę, aby spełniał wspomniane wcześniej normy i nie miał uszkodzeń. Ewentualne wygięcie, które wujek wyprostuje w garażu również dyskwalifikuje taki czekan 😉

Dla zabicia czasu, wykopaliśmy też jamę śnieżną, i tutaj, dość pomocna okazała się łopatka, w którą wyposażony jest czekan. Ze względu na swoją szerokość pozwalała skutecznie wyskrobywać śnieg w momencie, w którym ten był na tyle zbity, że użycie zwykłej łopaty było mało skuteczne. Nie jest to może zastosowanie, o którym myśleli inżynierowie projektujący czekan, ale może się przydać w momencie nieoczekiwanego kibla (to takie poetyckie określenie nieoczekiwanego biwaku w górach).

Reszta dnia upływa na spokojnej, choć konsekwentnej eksploracji schroniskowego bufetu.

Czy tylko na łagodne zbocza?

 

Trzeci dzień to powrót dobrej pogody, a co za tym idzie, wysokie morale. Wychodzimy ze schroniska i kierujemy się na Świnicę. Po dotarciu na Świnicką Przełęcz utwierdzam się tylko w przekonaniu, że mam ze sobą czekan, który bardzo dobrze sprawdzi się na ośnieżonych zboczach i grzbietach.

Jednak najciekawszy fragment dopiero przed nami. Z ciekawości zabieram ocelota na grań Świnicy, chce sprawdzić jak prosty model turystyczny sprawdzi się w nieco bardziej eksponowanym terenie. Jeszcze nie wspinaczkowy, ale już wychodzący poza torowanie w śniegu po łagodnych zboczach. Zakładamy uprzęże i kaski, wiążemy się liną i ruszamy na wierzchołek.

 

Fot 7. Krystian Kaźmierczak | Niesamowitym widokom nie było końca!

 

W trakcie przejścia daje się odczuć, że nie jest to docelowe przeznaczenie czekana, jednak nie czułem w związku z tym przesadnej niepewności lub niemożliwości wykonania jakiejś operacji. Po prostu, nie było to tak wygodne jak w przypadku dedykowanego sprzętu. Zwłaszcza w momentach, gdy trzymałem czekan za stylisko dało się odczuć brak przyczepności. Pochwalić mogę za to grot, który przez to, że jest naprawdę wąski na końcu daje pewne podparcie nawet na gołej skale.

I ostatni aspekt: pętla nadgarstka, a raczej jej brak. Nie uważam tego za minus, w Tatrach często zmieniamy kierunek marszu, co wymusza przekładanie czekana z ręki do ręki i w tej sytuacji brak pętli jest według mnie wygodnym rozwiązaniem. Również w przypadku lawiny możemy się go łatwo pozbyć, żeby nie działał jak kotwica. Co innego na grani, tutaj przyda się jakaś forma zabezpieczenia przed utratą czekana.

W dalszym ciągu brak standardowej pętli nie jest problemem, bo wystarczy przywiązać kawałek repa, jednak warto o tym pomyśleć przed wyjściem w góry, a nie tak jak w moim przypadku na środku grani 😉

Podsumowanie

 

Podsumowując, Simond proponuje dobry, lekki czekan dla zimowego turysty w którym na dobrą sprawę nie ma się za bardzo do czego przyczepić, zwłaszcza jeśli patrzymy przez pryzmat jego przeznaczenia. Do tego otrzymujemy produkt  w mocno konkurencyjnej cenie. Polecam zwłaszcza zwłaszcza dla osób, które zaczynają swoją zimową przygodę z Tatrami.

Autor: Krystian Kaźmierczak

 

 


Udostępnij:
Oceń artykuł:
5 (100%) 3 votes