Wspinaczka dla wymagających - test liny SIMOND EDGE DRY 8.9mm - Wszystko dla sportu
top
19 lutego 2019
5

Kiedy pojawiła się możliwość przetestowania liny Simonda Edge Dry 8.9 mm, nie zastanawiałam się zbyt długo i postanowiłam podjąc się tego zadania! Lina jest bardzo wszechstronna ponieważ  posiada atest dla lin pojedynczych, połówkowych oraz bliźniaczych. Bez żadnego zawahania podkreślę – świetna dla wymagających użytkowników! 

 

Do tej pory wspinałam sie wyłącznie na linach grubości 9.6-10 mm czyli zdecydowanie  grubszych niż Edge Dry, która (jak dla liny pojedynczej) ma zaledwie 8,9 mm. Stąd początkowo miałam pewne obawy przed pierwszym przywiązaniem się do niej. Zastanawiałam się, z jakim przyrządem będzie najlepiej współpracować tak, aby asekuracja była naprawdę bezpieczna. Bo jak wiadomo – cieńka lina szybko pracuje w przyrządzie i trudniej ją zablokować, co ma ogromne znaczenie przy wyłapywaniu lotów. Jednak decyzja zapadła i trzeba linę wypróbować 🙂  Nasuwa się jeszcze pytanie, gdzie ją wypróbować?

 

Fot 1. Marta | Udało się znaleźć odpowiednie miejsce do testów!

 

Lina alpinistyczna, z bardzo dobrą impregnacją, czyli koniecznie lód, śnieg, trudny warun zatem: lodospady! To była pierwsza myśl, ale niestety pogoda spłatała nam figla, a lodospady zaczęły spływać, w związku z czym wspinaczkę lodową zamieniliśmy na Drytooling 🙂

 

W poszukiwaniu rejonu drytoolowego trafiliśmy do Lutyni – malowniczej miejscowości nieopodal Lądka Zdrój. Można by rzec: koniec świata. Miejsce urocze, które dzięki pasjonatom drytoolingu zyskuje na popularności 🙂

 

Fot 2. Marta | Lina wyróżnia się w śniegu!

 

Po zaparkowaniu auta podążamy czerwonym szlakiem w górę wąwozu. Po drodze spotykamy kilku podobnych do nas zapaleńców i po jakiś 15 minutach docieramy na miejsce, do gnejsowego Sklanego Wąwozu, wydrążonego przez wody Lutego Potoku. W przydrożnej wiacie, przystosowanej dla wpinaczy, szpeimy się przed wejściem w skałę.

 

Lina po wyjęciu z torby od razu rzuca się w oczy – intensywny, jaskrawy róż odbija się od skały i śniegu oraz nie da się jej nie zauważyć. Trudno ocenić, jak długo kolor pozostanie tak intensywny,  ale po jednym dniu w trudnych warunkach (mokry śnieg i błoto) lina ma delikatne, miejscowe zabrudzenia – prawie niezauważalne.

 

Mimo niedużej grubości jest dość miękka i bardzo dobrze współpracuje z przyrządem (Mammut , Ocun, Grigri) . Wydawanie i wybieranie luzu jest płynne i bez uszerbku dla wyłapywania lotu, jednak nie mając doświadczenia z cieńszymi linami, należy zachowywać czujność, gdyż  jest szybsza niż klasyczna 9.6 mm i sam przyrząd jej nie zatrzyma 🙂 Tym samym raczej jest przeznaczona dla doświadczonych wspinaczy.

 

Fot 3. Marta | Lina jest przeznaczona raczej dla użytkowników doświadczonych

 

Według opisu lina posiada ultrasonic Finish, jednak na pierwszy rzut oka jest to prawie niezauważalne. Lina jest dość lekka, co ma znaczenie podczas długich, czasochłonnych podejść pod skałę. Długość 60 m jak dla mnie wystrczająca, choć zależy ona od specyfiki rejonu, w którym zamierzamy się poruszać.

 

Fot 4. Marta | Lina jest dość lekka

 

Podsumowując – uważam, że lina jest godna polecenia, szczególnie ze względu na swoją dużą wszechstronność. Dla mnie Edge Dry stała się podstawową liną, której mogę używać zarówno zimą jak i latem. I na panelu też się sprawdzi 🙂

 

Autor: Marta 

 

 

 

 

 

 

 

 


Udostępnij:
Oceń artykuł:
5 (100%) 1 vote