[Tekst blogera] Wyżej w Austrii się nie da - jedziemy na Groβglockner! - Wszystko dla sportu
top
23 sierpnia 2018
6

Pomysł zdobycia najwyższego szczytu Wysokich Taurów, a zarazem i samej Austrii, zrodził się rok wcześniej w trakcie podboju innego trzytysięcznika z tego pasma – Groβvenedigera (3666 m n.p.m.)…

 

     W austriackich Alpach zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia, toteż niedziwne, że dwanaście miesięcy później jesteśmy w busie, który zmierza do miejscowości Kals am Groβglockner. Stąd, po dziewięciogodzinnej podróży z Polski, rozpoczniemy wspinaczkę na szczyt.

Do Kals, a konkretnie do doliny, z której wszyscy wspinacze wyruszają do góry, docieramy chwilę po 5 rano. Dzień powoli budzi się do życia, a naszym oczom, gdzieś daleko z przodu, ukazuje się cel tego wyjazdu – Groβglockner (3798 m n.p.m.). Widok robi wrażenie, więc czym prędzej kończymy przepakowywanie i ruszamy przed siebie.

 

Fot 1. Tomasz Habdas | Komu w drogę, temu czas!

Zaczynamy przygodę!

 

     Startujemy z poziomu około 1900 m n.p.m., co oznacza że pierwszego dnia mamy do pokonania prawie 1500 metrów przewyższenia. Szlak początkowo nie sprawia większych trudności. Powoli pnie się on do góry szeroką drogą, która jednocześnie jest drogą dojazdową do znajdującego się przed nami schroniska Lucknerhütte (2241 m n.p.m.).

Na trasie miniemy jeszcze jedno schronisko zanim, dostrzemy do bazy noclegowej. Mowa tutaj o Stüdhütte (2802 m n.p.m.), które swoim kształtem przypomina przewróconą beczkę. Bryła oczywiście dobrana jest tak, aby zniwelować do minimum jakiekolwiek zagrożenie ze strony warunków atmosferycznych. W tak pięknych okolicznościach decydujemy się na krótką przerwę i kawę, zanim ruszymy dalej.

 

Fot 2. Tomasz Habdas | Bez mapy ani rusz!

 

Tuż przed naszym miejscem noclegowym, czeka nas lodowiec z aktywnymi szczelinami. To pierwsze miejsce, gdzie spotykamy śnieg tego lata, pora zatem na przerzucenie trochę ciężaru z plecaka na całe ciało. Uzbrojeni w raki, czekan, uprząż, linę i kask, krok za krokiem pokonujemy lodowiec. Na szczęście od kilku dni nie było opadów śniegu, więc szczeliny są widoczne i bez problemu pokonujemy je dzięki mostom śnieżnym.

Ostatni etap drogi na dziś to krótki odcinek granią, gdzie mamy możliwość wpiąć się lonżą do stalowej linki i w pełni zabezpieczeni, dojść do schroniska Erzherzog- Johann- Hütte (3451 m n.p.m.). Zmęczeni po całonocnej podróży a przede wszystkim po dojściu na tą wysokość, zasypiamy o 20, wcześniej ustawiając budzik na 5 rano.

Fot 3. Tomasz Habdas | Grunt to dobry towarzysz podróży 🙂

Witajcie szczyty!

 

     Kolejny dzień budzi nas pięknym wschodem słońca, bezchmurnym niebem i wspaniałym widokiem nie tylko na Groβglocknera, ale i na góry dookoła schroniska. Plecaki na atak szczytowy spakowaliśmy dzień wcześniej, kończymy zatem śniadanie i rozpoczynamy decydującą fazę naszej wyprawy. Nieco zdenerwowani, ale i podekscytowani wiążemy się liną w jeden zespół i podążamy na lodowiec powyżej schroniska. Śnieg szybko się kończy, a my stajemy przed granią, która zaprowadzi nas na sam szczyt. To co wydawało się jednak bardzo bliskie (brakuje nam zaledwie 200 metrów w pionie) okazuje się być dosyć odległe…

 

Fot 4. Tomasz Habdas | Tak blisko, a jednak daleko…

 

Droga na szczyt przypomina momentami wspinaczkę skalną. Ręce pozostają w ciągłym kontakcie ze skałą, co chwilę zakładamy mini stanowiska, ubezpieczamy się za pomocą metalowych tyczek, a wszystko dlatego, ponieważ droga jest mocno wyeksponowana. Nie jesteśmy też sami na szlaku. Ten dzień wybrały dziesiątki innych zdobywców z całej Europy, a wzmożony ruch na trasie nie pomaga w kwestii bezpieczeństwa. Wreszcie po prawie 4 godzinach wspinaczki, widzimy symboliczny krzyż, który oznacza szczyt. Nasza radość jest ogromna, cel został osiągnięty.

Gratulujemy nie tylko sobie nawzajem ale i innym ekipom, które razem z nami są w tej chwili na najwyższym punkcie Austrii. Dookoła nas roztacza się piękna panorama, toteż aparaty i telefony poszły w ruch. Pogoda i atmosfera jest cudowna. Nie może to jednak trwać wiecznie i po kilkudziesięciu minutach rozpoczynamy zejście.

 

Fot 5. Tomasz Habdas | Szczyt zdobyty!

 

We wspaniałych nastrojach, z uśmiechem na twarzy dochodzimy do schroniska Erzherzog, gdzie czekają na nas pozostawione w depozycie rzeczy. Mijamy pozostałe schroniska, by późnym wieczorem dotrzeć do podnóża doliny, gdzie na parkingu pozostał nasz bus. Odwracamy się i zerkamy jeszcze kilka razy na zasłoniętego w tym momencie przez deszczowe chmury Groβglocknera. Trudno uwierzyć, że jeszcze kilka godzin wcześniej tam byliśmy i w pełnym słońcu patrzyliśmy na dolinę, w której obecnie jesteśmy. Z Glockiem żegnamy się dopiero następnego dnia, jednocześnie dziękując mu, że pozwolił nam na siebie wejść. Jest to góra zdecydowanie warta zdobycia 🙂

 

Fot 6. Tomasz Habdas | Pięknym widokom nie było końca 🙂

Jaki sprzęt wykorzystaliśmy?

 

PLECAK TREK 700 70+10 L MĘSKI FORCLAZ

 

     Na pierwszy rzut oka widziałem więcej minusów niż plusów tego plecaka. Nie rozumiałem na przykład, dlaczego pokrowiec na deszcz schowany jest w wewnętrznej kieszeni klapy, a nie na dnie jak w większości nowych plecaków. Dodatkowo obecność pasów ściągających wnętrze plecaka, które utrudniają pakowanie z góry. W miarę użytkowania uznałem jednak, że pasy są bardzo przydatne, gdy pakujemy się od frontu – można nimi kapitalnie skompresować środek i zmniejszyć rozmiar. Pokrowiec można z kolei przenieść w inne miejsce i wykorzystać klapę na coś innego.

 

Fot 7. Tomasz Habdas | Materiał wydaje się dosyć mocny, więc powinien również dużo przetrzymać

 

Plusy:
– duża ilość kieszeni – góra, boki w sam na raz na wszystkie niezbędniki, tak aby były pod ręką,
– uchwyt na bidon z boku, dzięki niemy mamy możliwość sięgnąć po butelkę bez ściągania plecaka (oczywiście jest też miejsce na bukłak z wodą i otwór na rurkę),
-duża ilość pasków do kompresowania (w tym wspomniane wcześniej paski w środku),
-gwizdek w klamrze z przodu na ściągaczu piersiowym – detal, ale jakże przydatny,
-materiał wydaje się dosyć mocny, więc powinien również dużo przetrzymać.

Minusem może okazać system nośny i brak wentylacji na plecach, ale przy plecakach tej pojemności trudno o dobry system wentylacyjny. Dodatkowo plecak przy pełnym wypełnieniu mocno odstaje od pleców co mniejszym osobom może utrudniać noszenie i ściąganie do tyłu.

 

SPODNIE TREKKINGOWE TREK 900 MĘSKIE FORCLAZ

 

     Spodnie od samego początku wyglądały bardzo obiecująco i miałem co do nich duże oczekiwania. Muszę przyznać, że w pełni je zaspokoiły.

 

Fot 8. Tomasz Habdas | Liczne kieszenie w spodniach pozwalają na przechowywanie drobiazgów niezbędnych podczas wspinaczki górskiej

 

Plusy:

– elastyczność: spodnie bardzo dobrze dopasowują się do ciała, dzięki czemu gwarantują swobodę ruchów. Co więcej, nawet po kilku dniach noszenia, materiał nie rozciąga się, a spodnie nie wiszą na nogach jak worki,

– liczne kieszenie pozwalają na przechowywanie drobiazgów niezbędnych podczas wspinaczki górskiej,

– zastosowany materiał bardzo szybko schnie, o czym mogłem się przekonać po godzinnym trekkingu w deszczu. Co więcej, materiał z jednej strony bardzo dobrze izoluje ciepło, co gwarantuje utrzymanie optymalnej temperatury nóg (wiosna- jesień), z drugiej strony jest na tyle cienki, że nawet w pełnym słońcu dolna część ciała nie przegrzewa się.

Minusy:

– kieszenie na udach mogłyby być nieco większe.

 

KURTKA TREKKINGOWA TREK 500 MĘSKA FORCLAZ

 

     Na moje szczęście nie miałem dłuższej okazji by testować kurtkę. Przez większość czasu leżała ona na dnie plecaka, ale w trakcie powrotu, tuż przed samym końcem złapał nas deszcz. Przez godzinę w dosyć intensywnym opadzie mogłem zatem przyjrzeć się bardziej temu produktowi.

To co najważniejsze, materiał wytrzymał i godzinowy deszcz nie spowodował przemoczenia warstwy wewnętrznej. Sam krój kurtki pozwala na swobodę ruchu, nawet gdy znajduje się pod nią gruba bluza. Kaptur z kolei uwzględnia noszenie kasku na głowie. I to w sumie tyle co na chwilę obecną mogę powiedzieć o produkcie, pewnie przyjdzie mi jeszcze nieraz przetestować ją na szlaku.

 

Autor: Tomasz Habdas
Instagram
Facebook


Udostępnij:
Oceń artykuł:
5 (100%) 2 votes