Notice: Undefined variable: cat in /var/www/blog.decathlon.pl/www/wp-content/themes/decablog_2019/Decablog/App/Controllers.php on line 263

Notice: Trying to get property 'slug' of non-object in /var/www/blog.decathlon.pl/www/wp-content/themes/decablog_2019/Decablog/App/Controllers.php on line 263
Rowerem przez wybrzeże - Wszystko dla sportu

WYBIERZ DYSCYPLINĘ SPORTU

Rowerem przez wybrzeże

23 kwiecień 2017
Pogoda za oknem raz ładna, raz nie, wzięło mnie na wspominanie zeszłorocznej wyprawy rowerowej. Najpierw pojawił się pomysł wyprawy: po tygodniach przygotowań, zbierania sprzętu, ekwipunku, planowania byliśmy gotowi. Im bliżej terminu wyjazdu, tym bardziej docierało do mnie, na co się zdecydowałam i jak bardzo nierealne wydaje się kilkaset kilometrów na rowerze. Pojawiały się różne pomysły, stanęło ostatecznie na podróży wzdłuż Bałtyku. Dwa rowery, sakwy, namiot.   W BURZĘ Nagle pojawiła się ściana deszczu, potem grzmoty i błyskawice. Kilka minut wcześniej powiedzieliśmy sobie, że tylko burza może nas zatrzymać. Jeździliśmy w każdą pogodę, ale z burzą nie chcieliśmy zadzierać: „Dziś zrobimy 15 km mniej, to jutro nadrobimy”. Niestety. 23 godziny ciągłej ulewy zatrzymały nas w Kołobrzegu na cały kolejny dzień. Na szczęście był to pierwszy i ostatni raz, kiedy musieliśmy skorygować założenia, chociaż i tak częściej towarzyszyły nam deszcz i zachmurzenie niż ładna pogoda.   W POCIĄGU W podróż ruszyliśmy w lipcu. Na dworcu Warszawa Centralna wsiedliśmy w pociąg do Świnoujścia. Na niewiele zdaje się niski koszt przewozu rowerów (9 zł) w Intercity, gdy ma się do czynienia z takim jego standardem. Musieliśmy przenosić rowery nad siedzeniami przez cały wagon, ponieważ po naszej stronie wszystkie 3 (tak, aż 3!) wieszaki były zajęte. Następnie poznaliśmy „przemiłą” panią konduktor, która miała pretensje, że śmieliśmy zdecydować się na przejazd pociągiem z rowerami; stwierdziła, że powinno się albo jechać pociągiem, albo rowerem.   W NIEMCZECH Siedem godzin później dotarliśmy na miejsce, gdzie zastał nas deszcz. Spotkaliśmy również panią, która wskazując na ramę, zapytała nas: „Jak nazywa się ta torba?”, bo takie hasło ostatnio miała w krzyżówce ;) Po wyjściu z peronów doznaliśmy szoku – na pierwsze 10 spotkanych osób było siedmiu pijaków, policjant i dwóch Niemców-rowerzystów. Gdy przepłynęliśmy promem, druga strona miasta wyglądała trochę lepiej, jednak kemping Relax i tak był najgorszym, na jakim przyszło nam nocować. Tego dnia wybraliśmy niedługą i niezbyt wymagającą trasę (60 km), w stronę Niemiec, do małej nadmorskiej miejscowości Kölpinsee. Przepięknie położona, nad jeziorem z parkiem, ścieżką rowerową i chodnikiem wzdłuż brzegu. Wahaliśmy się, czy jechać dookoła wyspy Uznam ze względu na niejasne niemieckie przepisy dotyczące wyposażenia roweru, jednak poczytaliśmy tu i tam i zdecydowaliśmy, że pojedziemy. Strzał w dziesiątkę! – szkoda byłoby nie zwiedzić tych terenów. Drogą wzdłuż wybrzeża po niemieckiej stronie jedzie się super. Jednak z lekka wkurza to, że na drodze nagle pojawia się niby-skrzyżowanie, na którym przez około 5 metrów nie można poruszać się rowerem, a za nim znajduje się dalszy ciąg ścieżki rowerowej. Ale mimo to, a także mimo deszczu i gradu oraz kilkukilometrowego brukowanego odcinka drogi z czasów wojny, u naszych sąsiadów jeździ się przyjemniej niż u nas.   SZLAK EUROVELO Teoretycznie przez całe wybrzeże Bałtyku prowadzi międzynarodowy szlak rowerowy EuroVelo, jednak po polskiej stronie ten nadmorski szlak potrafi zaprowadzić kilka kilometrów w pole, przerodzić się w piaszczystą ścieżkę lub w kilkanaście kilometrów bruku. W Świnoujściu warto podjechać pod latarnię morską, do której droga prowadzi wzdłuż starych bunkrów, a sama latarnia jest najwyższą na polskim wybrzeżu. Wyjeżdżając z miasta na zachód, jedzie się przez Woliński Park Narodowy. Trasa jest dość wymagająca, głównie z powodu wielu podjazdów, jednak pośród tak pięknych terenów pedałuje się przyjemnie. Tytuł najgorszej drogi rowerowej zdobyła ścieżka pomiędzy Klukami (słynne Muzeum Wsi Słowińskiej) a Izbicą nad jeziorem Łebsko. Za pierwszym razem nawet nie zauważyliśmy skrętu, dopiero gdy dojechaliśmy do końca wsi i skończyła się droga, dosłownie w środku pola, zorientowaliśmy się, że mamy go już za sobą. I owszem, kilkaset metrów wcześniej odnaleźliśmy „skręt w lewo”: wyglądało to jak przydrożny malutki parking, na którego końcu zaczyna się wąska ścieżka. Był to żółty szlak.   Z SAKWAMI W BŁOCIE Zaczęło się od ścieżki szerokości metra wśród wysokich traw, po kilkuset metrach zwęziło się na szerokość jednego przechodnia. My, sakwiarze, mieliśmy problemy z przejechaniem w wielu miejscach. Kilka razy wylądowaliśmy w błocie do połowy łydki, a raz w wodzie z „kałuży” zanurzyły się nasze sakwy. Po drodze spotkaliśmy węża (do dziś nie wiem, jakiego gatunku, ale chyba wolę nie wiedzieć). Przy najbliższej możliwej okazji zboczyliśmy z trasy i dojechaliśmy do okrężnej drogi wojewódzkiej. I od tej pory zawsze woleliśmy nadrobić kilka kilometrów, ale jechać czymś, co można nazwać drogą. Co do Półwyspu Helskiego mam mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo mnie cieszy, że przez całą jego długość prowadzi droga dla rowerów i przez niekrótki odcinek nawet tuż nad wodą, co gwarantuje przepiękne widoki. Jednak ścieżka jest w takim stanie, że odechciewa się nią jechać. Dopiero na samym końcu, za Juratą, kostka Bauma zamienia się w przyjemną, leśną ścieżkę i mamy kilka kilometrów delikatnych pagórków.   PO ODZNAKĘ Jeszcze przed wyjazdem postanowiliśmy, że wejdziemy na wszystkie trzynaście latarń morskich, dzięki którym można zdobyć srebrną odznakę „Bliza”, i był to bardzo trafny pomysł, ponieważ każda latarnia znacznie różni się od innych, tak jak widoki, które się z niej roztaczają. Najgorzej wspominam Gdańsk. Aby wydostać się w kierunku Krynicy Morskiej, trzeba było wsiąść w specjalny autobus, ponieważ rowerem ani pieszo nie można przedostać się przez tunel na drugi brzeg rzeki. Następnie po raz drugi trzeba przejechać przez Wisłę i ominąć ekspresówkę. Wyjazd z Gdańska dostarcza uczucia szczęścia z powodu opuszczania miasta, ale nie na długo – 20 km później znowu znajdujemy się przed tablicą tej miejscowości. A na samym końcu „drugiego” Gdańska czeka jeszcze przeprawa promem. W drodze powrotnej z Krynicy, na samym wjeździe do Trójmiasta, musieliśmy pierwszy i ostatni raz podczas całej wyprawy zmienić dętkę :) Nie zawsze było kolorowo: szóstego dnia w okolicy Ustronia Morskiego przyszedł kryzys, cały czas jechaliśmy pod bardzo silny wiatr, a dodatkowo kolana odmówiły posłuszeństwa; poza tym nie przewidzieliśmy, że będzie tak zimno i zabraliśmy ze sobą za mało grubych skarpetek i ciepłych ubrań. Dzienny rekord pobiliśmy ostatniego dnia, na trasie Gdańsk – Krynica Morska – Gdańsk, i zrobiliśmy 145 km. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wrócę do dawnego sposobu spędzania wakacji, czyli leżenia plackiem przez tydzień czy dwa na plaży. _ Dominika
Dominika Niemyska Decathlon Warszawa Okęcie
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Okęcie w Warszwie – chętnie doradzę Wam w w kwestii kilku sportów: kolarstwa, triathlonu, sportów wodnych i sportów siłowych. Ponadto, interesuję się też fizjoterapią i jestem trenerem personalnym. Możesz skontaktować się ze mną mailowo: dominika.niemyska@decathlon.com. Do zobaczenia!
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Okęcie w Warszwie – chętnie doradzę Wam w w kwestii kilku sportów: kolarstwa, triathlonu, sportów wodnych i sportów siłowych. Ponadto, interesuję się też fizjoterapią i jestem trenerem personalnym. Możesz skontaktować się ze mną mailowo: dominika.niemyska@decathlon.com. Do zobaczenia!
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Polub artykuł
Komentarze
Udostępnij

ŚLEDŹ
DECATHLONPOLSKA
NA INSTAGRAM

#SprawdzaSiewSporcie #SportzDecathlon #PasjaDoSportu