[Materiał Decatestera] Jak zdobyć mistrzostwo Polski w biegu na 5 km? Rozmowa z Szymonem Dorożyńskim

24 lipiec 2019

Szymon biega, od kiedy tylko pamięta. O pierwszym medalu mistrzostw Polski dowiedział się... pod prysznicem. Później rozpoczęły się treningi „na serio”, nadszedł czas kontuzji i powrót do wielkiej formy. Przeczytajcie rozmowę z Szymonem Dorożyńskim, świeżo upieczonym mistrzem Polski w biegu na 5 km.

Poznajcie Szymona:

1.Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

Wszystko zaczęło się w podstawówce. Ten dzień pamiętam, jakby to było wczoraj. 5 klasa podstawówki, szkolny korytarz, ja i nauczyciel, który zajmował się SKS chłopców. Zadałem mu pytanie, czy mogę przychodzić na SKS i usłyszałem odpowiedź: „popatrz jak Ty wyglądasz”. Byłem chłopcem przy kości. Przez wakacje wychodziłem codziennie z kolegami grać w piłkę itd. A w 6 klasie na wiosnę byłem już najlepszy w szkole na 500 metrów.

Fot 1. www.festiwalbiegowy.pl | Byłem chłopcem przy kości. Dzisiaj biegam 5 km w czasie krótszym niż 15 minut :)

2. Kiedy nadeszły pierwsze sukcesy?

Trafiłem do trenera od sprintów, swoją karierę zaczynałem od 800/1500 metrów. Pierwsze mistrzostwa Polski to ogólnopolska olimpiada młodzieży w Krakowie. Zająłem chyba 7 miejsce. Pierwszemu trenerowi zawdzięczam sporo, ale nie było zbyt dużych osiągnięć i oddał nas do trenera kadry województwa długasów. Z nim przyszedł pierwszy medal mistrzostw polski. MP w biegach przełajowych, które odbyły się w Zamościu. Z tym wydarzeniem też się wiąże pewna anegdota. Organizator przed pierwszym biegiem ogłaszał, że dekoracje odbędą się po wszystkich biegach, na koniec zawodów, więc poszedłem do hotelu. Biorąc prysznic dzwonił do mnie telefon: „gdzie jesteś, bo jest dekoracja”. Więc pierwszy medal mistrzostw kraju odebrałem u organizatora bez stania na podium...

Fot 2. Krzysztof Karpiński | O pierwszym medalu MP dowiedziałem się... pod prysznicem

3. Byłeś w Turcji na Erasmusie, prawda?

W 2013 roku wyjechałem do Turcji na Erasmusa, oczywiście był to świadomy wybór. Lecę w góry, na erasmusa, żeby móc trenować. Tam poznałem Ihsana Alptekina, męża i trenera Asli Cakir Alptekin, złotej medalistki Igrzysk Olimpisjkich w Londynie. Pół wyjazdu trenowałem sam, następnie podłączyłem się pod ich grupę. Zjechałem do Polski na Młodzieżowe Mistrzostwa Polski w biegu na 10000 metrów i zdobyłem srebrny medal. To chyba najcenniejszy medal mistrzostw polski w mojej karierze. Ciężka praca zaowocowała.

Fot 3. Szymon Dorożyński | Przez cały bieg byłem skupiony. Ostatni kilometr? 2:40. 2:40 i będzie medal! 

Po tym biegu trafiłem do czołówki młodzieżowej polskich biegów długodystansowych. Dostałem zaproszenie na Memoriał Kusocińskiego. Biegnąc 5000 metrów, dobiegłem, ale był to mój ostatni bieg w tamtym roku i tamtym sezonie. W 2014 roku był mecz międzynarodowy Polska-Czechy-Węgry i jechało dwóch najlepszych z tabel. Do ostatniego dnia mój wynik ze Szczecina był drugi w tabeli, jednak w ostatni dzień zepchnął mnie na trzecie miejsce Sebastian Nowicki i to on pojechał na mecz. W 2014 roku miałem drugi wynik w Polsce na 10000 metrów.

4. Miałeś ciężką kontuzję. Jak sobie z nią poradziłeś? Jakie były Twoje następne kroki biegowe?

Kontuzja pokrzyżowała wszystkie plany, codzienna rehabilitacja, kilkukrotne usg, rezonans, nie dały jednoznacznej odpowiedzi co mi jest. Bolał mnie Achilles. Do dziś nie wiem dlaczego i co to było. W 2015 roku bez treningu pojechałem na AMP, bo uczelnia nie miała ludzi, ale nie zachęciło mnie to do treningu. Dopiero w wakacje zacząłem trenować, pojechałem do trenera do Turcji i on mnie namówił do ponownego treningu.

W 2016 roku pojechałem znowu do Turcji na obóz na 50 dni. Przebiegłem tam 1000 kilometrów. Zjechałem na 10000 metrów, ale nie trafiłem ze szczytem formy i zająłem 9 miejsce z czasem 30:18. Po tych zawodach miałem bardzo duży odcisk, dwa tygodnie później wziąłem udział w AMPach i po pierwszym dniu, po biegu na 1500 m pod niedogojonym odciskiem zrobił mi się drugi odcisk. Następnego dnia pobiegłem 3000 m i ustanowiłem swój rekord życiowy 8:20.45. Jednak po tym starcie znowu odezwał się Achilles i było po bieganiu, mimo tego, że byłem w bardzo dobrej formie, nie mogłem kontynuować treningu. Walczyłem z tym i próbowałem rehabilitacji, jednak nic nie przynosiło efektu. Wiec odwiesiłem buty na kołek.

Fot 4. Materiał własny | Przed biegiem czułem się bardzo dobrze. Po biegu jeszcze lepiej! :)

Na jesień 2016 roku dostałem propozycje prowadzenia zajęć biegowych dla amatorów, a że dalej interesował mnie sport to byłem zdecydowany. Chodząc systematycznie z nimi raz w tygodniu na zajęcia znowu musiałem jechać na AMP i pobiegłem 4:10 na 1500 m. Jednak nie było mowy o systematycznym treningu. Na wakacje pojechałem do pracy do Holandii, później od września do grudnia poszedłem na służbę przygotowawczą do wojska, tam nie było mowy o treningu, przytyłem do 70 kg.

Fot 5. Krzysztof Karpiński | Lekkie bieganie w 2018 roku zakończyłem wynikiem 31 minut na 10 km

W styczniu kupiłem mieszkanie, więc nadszedł remont i też nie było czasu na trening. W lutym postanowiłem, że zacznę biegać, jednak przyszły mrozy i przy -17 biegałem tysiące i swoją głupotą zapłaciłem zapaleniem oskrzeli. Wyzdrowiałem i stwierdziłem, że nie będę biegał już mocno, tylko zacznę się bawić, żeby sobie dorobić na ulicy. 2018 rok z lekkiego biegania skończyłem wynikiem 31:00 na 10 km.

Wtedy postanowiłem odezwać się do starego trenera, żeby się przygotować do 5000 metrów, bo wiem że mój organizm nie jest gotowy na mocny trening i objętość pod 10 km. I tak od kwietnia 2018 roku trenuje do dziś.

5. Skąd zatem decyzja o powrocie do regularnych treningów?

W tym systematycznym treningu pomogli mi moi amatorzy. To dzięki nim wróciłem, bo po powrocie ze służby przygotowawczej prowadziłem treningi dwa razy w tygodniu. Plus trzeci trening ze znajomą grupą wieczornych biegaczy z Opola. To dało mi motywację do treningu.

Fot 6. Krzysztof Karpiński | Wiele zawdzięczam biegaczom, którym organizowałem treningi :)

6. Gratulujemy zdobycia mistrzostwa Polski w biegu na 5 km! Opowiesz nam po krótce o tym, jak ułożył się ten bieg?

Do Stolicy jechałem z nadzieją na medal, bo w kwietniu w Bydgoszczy pobiegłem 14:43, a w tamtym roku złoty medal w Warszawie wymagał przebiegnięcia dystansu w czasie 14:35.

Fot 7. Szymon Dorożyński | Wysoka temperatura nie stanowiła dla mnie żadnego problemu

Zacznę od tego, że w środę przed zawodami zrobiłem 3×1 km po 2:47-2:48 na totalnym luzie. Dzisiaj pierwszy kilometr był 2:52 i czułem się lekko, krok był luźny, oddech spokojny. W okolicach drugiego kilometra pojawił się jednak kryzys i grupa zaczęła mi uciekać, poza tym wzmógł się wiatr. Oddalili się na odległość 5 metrów i musiałem podjąć decyzję, czy trzymać i walczyć o medal, czy biec samemu i się z nim pożegnać.

Przyspieszyłem, dogoniłem grupę, ale przez kolejne kilkaset metrów czułem się niekomfortowo, tętno i oddech poszło mocno w górę. Punkt z wodą, trzy kubki moje, jeden na klatę, drugi na czapkę, trzeci na twarz. Na 4. kilometrze zostało nas sześciu. Dwóch Białorusinów, Heniu Szost, Kamil Karbowiak i Jakub Nowak. Białorusin, który wygrał mocno ruszył, Heniu za nim. Ja zostałem z Kamilem, bo interesował mnie medal i zaczęło się odliczanie.

Kiedy uwierzyłeś, że masz szansę na złoty medal?

Na nawrotce, gdy zobaczyłem, że Heniu zaczął się oglądać. Dla mnie była to pierwsza oznaka, że się boi i nie ma sił. Wcześniej sprawdzałem sobie trasę, dlatego wiedziałem, gdzie mniej więcej jest każdy kilometr. Za nawrotką było jakieś 500 metrów do mety. Tam wiedziałem, że jestem w stanie ruszyć i taki był plan przed biegiem, bo już na zawodach CityTrail w tym roku miałem długie finisze. Przewaga Szosta malała i to dawało mi kopa do pracy, powtarzałem w głowie: „Będziesz mistrzem, złoto jest Twoje”. Dogoniłem Henia i w momencie, jak go minąłem, nie podjął walki. Udało się ukończyć bieg na drugim miejscu w kategorii Open i zdobyć tytuł Mistrza Polski.

Fot 8. Krzysztof Karpiński | Na sesji zdjęciowej w maju przewidzieliśmy to, że Szymon będzie święcić sukcesy na dystansie 5 km... :)

Jesteś zaskoczony tym zwycięstwem?

W tym roku na Festiwalu Biegowym w Bydgoszczy nabiegałem 14:43. To było w kwietniu. Sprawdziłem wyniki z Mistrzostw Polski z ubiegłego roku. Wygrał Yared Shegumo z czasem 14:35 (14:27 – przyp. red), więc chciałem podjąć wyzwanie i liczyłem na walkę do końca. Po środowym treningu włączyłem w głowie zielone światło na medal. Do tego dołączyłem jeszcze trening mentalny. Oglądałem codziennie finał Mistrzostw Europy Juniorów w biegu na 5000 metrów z 2011 roku, gdzie mój dobry kolega Bartek Kowalczyk zdobył srebrny medal. Taktyka była taka sama, przyczaić się i w końcówce zaatakować. Powtarzałem w głowie: „ostatni kilometr w 2:40 i złoto jest Twoje”. Dlatego jak zobaczyłem, że Heniu się ogląda to powtarzałem: „2:40 i medal jest Twój”. 2:40. 2:40.

Nie przeszkadzał Ci żar, który dzisiaj na Ursynowie lał się z nieba? Henryk Szost otwarcie mówi, że nie lubi biegać w wysokich temperaturach.

Nie przeszkadzał mi w ogóle. Żyjemy w takim klimacie, że w sezonie taka temperatura to norma. Staram się wychodzić na trening o 17-18, żeby właśnie organizm zaadoptował się do upałów i to powtarzam też swoim podopiecznym, że nie można się bać temperatury. Zawody są organizowane o godzinie 10,12,14 i trzeba się do tego przyzwyczaić. Adaptacja organizmu do otaczających warunków. Na bieganie składa się nie tylko trening biegowy.

8. To jakie jest Twoje największe marzenie biegowe?

Marzenie?  Żeby mnie kontuzje omijały szerokim łukiem :)

Polub artykuł
Komentarze
Udostępnij

ŚLEDŹ
DECATHLONPOLSKA
NA INSTAGRAM

#SprawdzaSiewSporcie #SportzDecathlon #PasjaDoSportu