WYBIERZ DYSCYPLINĘ SPORTU

A może by tak Tatry Słowackie?

06 listopad 2019
#PORADY
#RELACJE

Na pamięć znasz już drogę z Palenicy na Morskie Oko? A szarlotka serwowana w polskich schroniskach nie smakuje już jak dawniej? To znak, że warto spróbować czegoś nowego. I właśnie z takiego założenia wyszedłem, dostawszy propozycję wyjazdu na Koprowy Wierch. Co wiedziałem o tym szczycie? Tylko tyle, że leży po słowackiej stronie, i aż tyle, że roztacza się z niego jeden z ładniejszych widoków w Tatrach.


I właśnie tyle wystarczyło, aby spakować plecak i ruszyć w kierunku stolicy polskiego oscypka – Zakopanego.

Przyznam bez bicia, że była to dopiero moja druga wizyta u naszych południowych sąsiadów. Pierwszy wyjazd to mało wymagające wejście na Rysy i zejście już na polską stronę. Znajomi często opowiadali mi o swoich wyjazdach w Tatry Słowackie, ja jednak uparcie wybierałem Dolinę Pięciu Stawów lub Czerwone Wierchy. Tak więc mam sporo do nadrobienia!

Fot 1. Jeremiasz Gądek

Pojechałem w ciemno, za przygotowanie trasy odpowiadała bowiem Magdalena Derezińska-Osiecka, wicemistrzyni świata i brązowa medalistka Pucharu Świata w skialpinizmie. Czyli taki nasz Bargiel w spódnicy. Dlatego o wybór szlaku byłem spokojny. Pierwszy cel to dostanie się nad Popradzki Staw, aby kolejnego dnia rano spokojnie ruszyć na podbój Koprowego Wierchu.

Drogę zaczynamy z parkingu nieopodal Szczyrbskiego Jeziora. Stajemy przed wyborem szlaku. Czerwony (5 km) wiedzie przyjemną ścieżką z widokiem na Dolinę Mięguszowiecką i Dolinę Złomisk. Niebieski (4 km) to asfaltowa droga. Wybieramy więc ten bardziej urokliwy, pierwszy wariant. Droga mija nam bardzo przyjemnie. Wyłaniający się widok na wspomniane doliny to przedsmak tego, co czeka nas jutro. Dojście do Popradzkiego Stawu powinno nam zająć 1,5-2 godziny.

Fot 2. Jeremiasz Gądek

Oddając cześć górskim bohaterom

Jeszcze tego samego dnia wieczorem udajemy się (żółtym szlakiem) na spacer na Tatrzański Cmentarz Symboliczny. Znajdziemy tu około 300 tabliczek upamiętniających śmierć ponad 400 ludzi gór. Pomysł już w 1922 r. zrodził się w głowie czeskiego taternika i malarza Otakara Štáfla. Ostateczne miejsce na cmentarz wybrano w 1934 r., a otwarcie nastąpiło w roku 1940. Początkowo gromadzono tu zebrane z różnych części Tatr tablice upamiętniające śmierć taterników. Dzisiaj znajdziemy tutaj tabliczki osób, które zabrały chociażby Himalaje – Morawski, Berbeka, Kowalski, Kukuczka, Rutkiewicz…

Fot 3. Jeremiasz Gądek

Klimat miejsca nie do opisania. Półmrok łamany światłem naszych czołówek. Niezliczona liczba tablic z nazwiskami tych, którzy góry kochali dosłownie nad życie. Słuchamy opowiadań Magdy, zanurzając się w refleksji.

Po wszystkim udajemy się do schroniska na pyszną potrawkę z jelenia serwowaną z klasycznymi knedlikami.

Legendy o tatrzańskich skarbach

Kolejnego dnia zjadamy bardzo obfite śniadanie i ruszamy na szlak. Przyjemny chłód pomoże nam nie przegrzać się w drodze na szczyt. „Odrobinę więcej słońca i byłoby idealnie” – pomyślałem.

Mięguszowiecką Doliną udajemy się w stronę Wielkiego Stawu Hińczowego. Pierwszy odcinek pomiędzy schroniskiem a rozwidleniem na Rysy powinien nam zająć 30 minut. Trasa jest przyjemna, nie ma tu jeszcze intensywnych podejść. Zdziwiła mnie liczba ludzi. Liczyłem jednak na to, że większość osób odbije na Rysy. No i się przeliczyłem…

Fot 4. Jeremiasz Gądek

Może nie jest to Giewont, ale górę przyjdzie nam dzielić z wieloma innymi entuzjastami tatrzańskich panoram.

Przy rozdrożu zatrzymujemy się, aby wziąć kilka głębszych wdechów. Nie to, żebyśmy dostali w kość. To raczej za sprawą pięknej i budzącej szacunek Grani Baszt. Nie bez kozery w formacji tej występuje duże nasilenie nazw związanych z piekłem – zaczynając od najwyższego szczytu grani, Szatana (2421 m n.p.m.). Okazuje się, że miejsce to owiane jest licznymi legendami, jakoby to w Szatanim Źlebie skrywał się diabeł czyhający na śmiałków żądnych odkrycia tatrzańskich skarbów. Wszyscy oni mieli zginąć od spadających kamieni.

O tym, że Tatry złotem stoją, mówi przewijające się tu przysłowie: „Po cóż by Pan Bóg tak wielkie góry stwarzał, gdyby w nich skarbów nie było?”. Historia nie pamięta jednak, żeby ktoś się na tych skarbach rzeczywiście dorobił. A może szczęściarz nie podzielił się z nikim tą rewelacją? Tego się już nie dowiemy, dlatego ruszamy dalej…

Fot 5. Jeremiasz Gądek

W górskim amfiteatrze

Drugi etap to już bardziej ambitne podejście. Mapa podpowiada, że dojście do Wyżnej Koprowej Przełęczy (2180 m n.p.m.) zajmie nam prawie 2 godziny. Trud rekompensują wspaniałe widoki. Prawdę mówiąc, ta część szlaku spodobała mi się najbardziej. Gdy dotarliśmy nad Wielki Hińczowy Staw, czułem się jak w górskim amfiteatrze.

Ze wszystkich stron piętrzyły się wspaniałe, wyniosłe formacje skalne. Po naszej prawej grupa Mięguszowieckich Szczytów, przed nami zaś wyłonił się długo oczekiwany Koprowy Wierch. W tym momencie naszło mnie to przyjemne uczucie – mieszanka wdzięczności za to, co zmalowała nam matka natura, oraz pokory wobec majestatu gór. Znacie to uczucie, prawda?

Fot 6. Jeremiasz Gądek

Wielki Hińczowy Staw leży na wysokości 1944 m n.p.m. i jest zarówno największym, jak i najgłębszym tego typu zbiornikiem w Tatrach Słowackich.

Pięknych dolin ciąg dalszy

Dalej czekało nas strome, ponad 200-metrowe podejście na przełęcz. Wspinamy się małymi serpentynami. Ten odcinek jest zaskakująco dobrze przygotowany. Drewniane pale regulują osuwanie się ziemi. Słowacy wykonali kawał dobrej roboty, a przecież to wszystko na wysokości powyżej 2000 m!

Jeżeli nie nacieszyliśmy się jeszcze widokiem Mięguszowieckiej Doliny, wspinając się, wystarczy spojrzeć za siebie. Dobrze widać stąd również Mały Hińczowy Staw, a Grań Baszt możemy podziwiać z zupełnie innej perspektywy.

Po dotarciu na Wyżną Koprową Przełęcz niebieski szlak zamieniamy na czerwony. I to tutaj zaczynają się większe trudności techniczne. Jest to odcinek, na którym powinniśmy uważać najbardziej. W kilku miejscach występują bowiem ekspozycje, a kamienisty szlak zamienia się w litą skałę.

Fot 7. Jeremiasz Gądek

Spoglądając stąd w kierunku zachodnim, mamy kolejny imponujący widok. Tym razem wzdychamy, patrząc na surową Dolinę Hlińską. Respekt budzi 600 metrów praktycznie pionowej Grani Hrubego, która jest chyba jedną z najbardziej imponujących ścian w całych Tatrach.

Od szczytu dzieli nas jakieś 20 minut. Gonię do góry. Nie mogę się doczekać widoku na Dolinę

Piarżystą oraz Tatry Zachodnie. Dodatkowo ciekawy jestem, jak wygląda stąd Kozi Wierch, który wiele lat temu był moją pierwszą przygodą z Tatrami. Na szczyt docieramy w ostatnim momencie. Po kilku minutach Koprowy Wierch pokrywa gęsta mgła, a nas dopada deszcz. Zupełnie jakby góra nie chciała dzielić z nami tych cudnych panoram. Dobre i te 5 minut! Seria zdjęć na szczycie i postanawiamy żwawym krokiem zejść do schroniska.

Dlaczego warto pojechać w Tatry Słowackie?

W drodze powrotnej po raz kolejny zadaję sobie pytanie, dlaczego pomimo wielu wyjazdów w Tatry zawsze wybierałem te leżące po naszej stronie. Górskie wyprawy na Słowacji mogą być przecież doskonałym uzupełnieniem. Dobrze znane nam szczyty widzimy z zupełnie nowej perspektywy, a samo pasmo jest przecież dużo bardziej rozległe.

Mając na uwadze rosnącą liczbę turystów na polskich szlakach, warto rozważyć obranie dużo mniej zadeptanych i przede wszystkim spokojniejszych wariantów słowackich. Podczas tego krótkiego pobytu miałem nieodparte wrażenie, że Tatry Słowackie dodatkowo są dużo bardziej surowe i dziewicze.

Fot 8. Jeremiasz Gądek

Nie ukrywam, że wyjazd ten rozbudził mój apetyt. Postanowiłem, że w 2020 r. dam szansę Tatrom Słowackim. Już teraz planuję wejście na Krywań i Sławkowski Szczyt, a kto wie, może i na sam Gerlach starczy zapału? Ciekaw jestem, jakie są Wasze skojarzenia ze słowackimi Tatrami.

Jakie miejsca i szlaki zrobiły na Was największe wrażenie? Podzielcie się swoimi rekomendacjami w komentarzach.

Autor zdjęć: Jeremiasz Gądek
Facebook: https://www.facebook.com/jeremiaszgadek 
Strona www: https://jeremiaszgadek.pl/

Radzimir Burzyński Decathlon Opole
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Opole – chętnie podpowiem nie tylko na temat sprzętu, ale również doradzę nieco w kwestii turystycznych wycieczek. Uwielbiam górskie wędrówki, przebywanie na łonie natury, a w wolnej chwili lubię pobiegać. Możesz również skontaktować się ze mną mailowo: radzimir.burzynski@decathlon.com. Do zobaczenia w podróży!
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Opole – chętnie podpowiem nie tylko na temat sprzętu, ale również doradzę nieco w kwestii turystycznych wycieczek. Uwielbiam górskie wędrówki, przebywanie na łonie natury, a w wolnej chwili lubię pobiegać. Możesz również skontaktować się ze mną mailowo: radzimir.burzynski@decathlon.com. Do zobaczenia w podróży!
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Polub artykuł
Komentarze Chmurka komentarza
Udostępnij
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

TURYSTYKA / TREKKING

Jak dbać o kurtkę puchową?

Jak dbać o kurtkę puchową?
TURYSTYKA / TREKKING

Jak odbyć trekking w Himalajach? TOP 10 porad!

Jak odbyć trekking w Himalajach? TOP 10 porad!
TURYSTYKA / TREKKING

[MATERIAŁ WIDEO] Jak przygotować się do wyjścia w góry?

[MATERIAŁ WIDEO] Jak przygotować się do wyjścia w góry?

ŚLEDŹ
DECATHLONPOLSKA
NA INSTAGRAM

#SprawdzaSiewSporcie #SportzDecathlon #PasjaDoSportu