WYBIERZ DYSCYPLINĘ SPORTU

Jak ojciec z synem, czyli o wietnamskiej podróży z tatą!

21 styczeń 2020
#PORADY
#RELACJE

Podróżujemy w różnych celach. Chcemy sprawdzić siebie, poszerzamy horyzonty, jesteśmy ciekawi świata, a często wyjeżdżamy, aby po prostu odpocząć. Cel tej wyprawy był jeszcze inny. Podróż skrojona pod świeżo upieczonego emeryta - mojego Tatę to chęć pokazania mu skrawka egzotycznego świata.


Czym różni się taka podróż od samotnej? Co zyskujemy decydując się na wspólny wyjazd z rodzicem? Przemyślenia te naszły mnie po ostatniej podróży do Wietnamu.

Fot 1. Andrzej Burzyński | Ojciec, syn i krajobraz, który w Wietnamie oczarował nas najbardziej - region Ha Gian

Wątpliwości w słuchawce

Termin urlopu ustalony. Mam pełny miesiąc na podróż. Świetnie! Wystarczy, aby uwzględnić i te bardziej egzotyczne miejsca. Przeczesuje internet. Głowa paruje od ilości kierunków i pomysłów. Na tapecie głównie Azja Płd-Wsch. Dlaczego tam? Powodów jest wiele - bo tanio i w sezonie, bo smacznie i bezpiecznie. I pewnie gdyby się tak dłużej zastanowiać to wiele innych “bo” by się jeszcze znalazło.

W tym morzu pomysłów cały czas chodzą mi po głowie dwie opcje. Singapur, skąd tanio moglibyśmy udać się do Malezji, a dalej na Borneo. W ten oto sposób spełniłbym wielkie marzenie zobaczenia orangutanów w ich naturalnym środowisku. Rozwiązanie drugie to Wietnam. Kraj, z którego zrezygnowałem podczas półrocznej podróży po Azji Centralnej i Chinach.

Decyzja nie jest oczywista, a w kulminacyjnym momencie przez myśl przechodzi mi jeszcze, aby zabrać Tatę do mojego ukochanego Nepalu. Zwycięża jednak rozsądek. Nie wiem przecież jak zniesie trudy trekkingu w Himalajach. Ostatecznie postanawiam zadzwonić z propozycją wspólnego wyjazdu do…

  • Cześć! Co powiesz na wspólny, miesięczny wyjazd do Wietnamu?

W słuchawce cisza. Z tych raczej nieprzyjemnych, kiedy to zastanawiamy się dlaczego trwa to tak długo.

  • Byłbym zaszczycony, ale czy nie będę Ciebie blokował? - odpowiada Tata.

Po tłumaczeniu, że nie jadę do Wietnamu żeby się wspinać, a najwyższy szczyt kraju liczy nieco ponad 3000 m n.p.m. ojciec nieco się uspokaja. Dodaję jeszcze, że nie mam żadnych precyzyjnych planów, a pomysł wynika z faktu jego przejścia na emeryturę. Chcę spędzić z nim nieco więcej czasu, tak po prostu. Klamka zapada, dokonuję rezerwacji i lecimy!

Fot 2. Andrzej Burzyński | Przed cesarską biblioteką - Cytadela Hoi An

Obawy przed wylotem

Znaków zapytania było kilka. Każda wątpliwość prowadzi do zmiany planu podróży, sposobu przemieszczania się po kraju, ale przede wszystkim uświadamia mi, że to co zobaczymy w Wietnamie będzie zależało w głównej mierze od samopoczucia mojego Taty.

Czytając internetowe relację pomyślałem o przejechaniu Wietnamu na motorze. Szybko rezygnujemy jednak z tego wariantu. Nie jeździliśmy nigdy na tych maszynach, a ruch
uliczny w Hanoi czy Sajgonie to przecież istne szaleństwo. Na miejscu nie chcemy się stresować, a spędzić fajnie czas.

Martwię się również o zdrowie Taty. Pech chciał, że niedługo przed wyjazdem ostro dały mu popalić korzonki. Dlatego postanawiamy nie forsować tempa, a plan podróży będzie ustalany z dnia na dzień. Oczywiście mamy przygotowaną listę miejsc do odwiedzenia w Wietnamie, jest ona jednak bardzo elastyczna.

I ostatnia rzecz, której obawiam się chyba najbardziej to nasze osobowości. Często mówię, że Tata to jedyna osoba na świecie, która potrafi wytrącić mnie z równowagi. Do tej pory nie wiem jak to robi, ale rzeczywiście tak jest! Trudy podróży, nowe niespotykane w codziennym życiu sytuacje mogą rodzić konflikty.

Fot 3. Radzimir Burzyński | Natura, rower i my. Okolice Mai Chau

Wielki Mur na rozgrzewkę

22 godziny oczekiwania na lotnisku w Pekinie! Czas ten postanawiamy spędzić aktywnie. Korzystamy z darmowej wizy tranzytowej, która została wprowadzona przez Chiny dla Pekinu i kilku innych ważnych turystycznie miast. Celnik nie dopatrzył się niczego niepokojącego w naszych paszportach, a więc wychodzimy “na miasto”. Cieszę się już na samą myśl, że będę mógł pokazać Tacie to wspaniałe miasto.

Za atrakcję numer 1 bierzemy oczywiście Wielki Mur Chiński. Wybór pada na najbardziej dostępny i najliczniej oblegany odcinek muru - Badaling, znajdujący się 70 km od centrum miasta. W normalnych warunkach przejazd trwa ok. 1,5 godziny. Nam zajmuje to prawie trzy razy dłużej czasu, a wszystko przez trwające w tym czasie Święto Narodowe.

Od 1 października Chińczycy przez tydzień celebrują proklamację Chińskiej Republiki Ludowej. Jest to wzmożony czas, kiedy to ludzie wracają do swoich rodzinnych domów, odwiedzają turystyczne miejsca oraz odpoczywają.

Fot 4. Radzimir Burzyński | Wielki Mur Chiński - odcinek Badaling

Jak pewnie się spodziewasz, ilość ludzi na Wielkim Murze zszokowałą mojego Tatę. Mimo to powiedział, że warto było tam pojechać i zobaczyć ten cud świata.

Fot 5. Radzimir Burzyński | Wielki Mur Chiński - turystyczne oblężenie przez chińskich turystów związane z wielkim tygodniem

Pierwsza lekcja

Po powrocie do Pekinu udajemy się jeszcze do trzech miejsc: parku Beihai, na Wzgórze Węglowe oraz na słynną ulicę Wangfujing. Niestety ze względu na okres świąteczny Tata przeżył wielkie rozczarowanie. Ze Wzgórza Węglowego nie roztaczał się piękny widok na Zakazane Miasto, bo te nie jest oświetlone. Park Beihai również wyglądał dużo smutniej niż podczas moich wcześniejszych odwiedzin, a Wangfujing zamknięto na amen. Tata nie kryje zdziwienia, że tak zachwalany przeze mnie Pekin niczym go nie urzekł. Dla mnie jest to pierwszy sygnał jakim kluczem kierować się przy wyborze miejsc już w Wietnamie. Głównie natura, jak najmniej miast, historii i architektury.

Fot 6. Radzimir Burzyński | Olbrzymia misa zupy pierwszym posiłkiem na chińskiej ziemi

Good morning Vietnam!

Gościnny ten Wietnam, nie powiem. Przed wyjazdem naczytałem się o wyrachowaniu Wietnamczyków, o tym jak potrafią oskubać człowieka do ostatniego donga. Będą drugie Indie - pomyślałem. I z takim też nastawieniem tam wjeżdżamy. A jak było na miejscu?

Fot 7. Andrzej Burzyński | Na ulicach Hanoi robi się dosłownie wszystko

Smacznie i wyjątkowo sympatycznie. Wietnamczycy są bardzo serdeczni. Cały czas towarzyszą nam ich szczere uśmiechy, a Tata pomimo kilku pomyłek przy wyborze nominału banknotów zawsze był uczciwie naprowadzany na pieniążek o właściwej liczbie zer.

Fot 8. Andrzej Burzyński | Dwóch dżentelmenów przy Cytadeli Cesarskiej w Hanoi

Lądujemy w Hanoi. Miasto nas oczarowało.Nie było chaotyczne, raczej tętniące życiem. Za rozsądną cenę rezerwujemy nocleg w Dzielnicy Francuskiej - wizytówce miasta. Poza piękną architekturą, znajdziemy tu klimatyczne restauracje, puby, uliczne jadłodajnie oraz autentycznych ludzi. No i ten poranny widok z tarasu hostelu, wart milion dolarów! Zresztą zobaczcie sami…

Fot 9. Radzimir Burzyński | Katedra św. Józefa widziana z tarasu naszego hostelu

Sposób na wspólną podróż

Po wizycie w stolicy Wietnamu udajemy się na północ. Sapa to najchętniej odwiedzane przez turystów miejsce w prowincji Lao Cai. Słynie z fantastycznych widoków, pięknych tarasów ryżowych oraz dużej różnorodności etnicznej. W regionie spotkamy 5 mniejszości - H’mong, Czerwonych Dao, Choang, Giay oraz Phu La. Sapa jest również bazą wypadową na najwyższy wzniesienie Wietnamu - Fansipan (3143 m n.p.m.).

Fot 10. Andrzej Burzyński | Tradycyjny strój noszony przez kobiety z plemienia Czerwonych Dao

Ostrzyłem sobie zęby na ten szczyt, nie powiem. Tylko czy Tata da radę? Idziemy na kompromis - On wjeżdża kolejką linową, a ja decyduję się na wejście. U góry spotykamy się koło południa. Zwiedzamy cały kompleks. Fansipan to nie tylko góra, a również zespół świątynny z największym pomnikiem Buddy w całym kraju.

Fot 11. Radzimir Burzyński | Ostatnie metry dzielą nas od zdobycia najwyższej góry w Wietnamie!

Okazało się, że podróżując wspólnie przy odrobinie elastyczności i wyobraźni jesteśmy w stanie realizować swoje cele bez rezygnowania z siebie.

Fot 12. Andrzej Burzyński | Fansipan zdobyty na dwa różne sposoby!

Na dół zjeżdżamy już razem. Widoki roztaczające się z kolejki są wspaniałe. Jak na dłoni widzimy całą dolinę Muong Hoa. Gondolą warto przejechać się również dlatego, że jest to najdłuższa taka konstrukcja na świecie! Przejazd trwa około 15 minut.

Fot 13. Radzimir Burzyński | Dolina Muong Hoa i jej charakterystyczne tarasy ryżowe

Nietypowo bo na nogach

Kolejne godziny spędzone w nocnym busie i lądujemy w Ha Giang. Bez wątpienia to właśnie ten region oczarował nas najbardziej. Jesteśmy miłośnikami natury, a ta spotkana tutaj powala na kolana. Obawiając się tego, czy poradzimy sobie z motocyklami, decydujemy się na rowery. Właścicielka hostelu obddzwania za nas pół miasta, aby triumfalnie ogłosić, że znalazła dwie sztuki.

Fot 14. Andrzej Burzyński | Przełęcz Ma Pi Leng słynie z zapierających dech w piersiach widoków

Jedziemy na wskazane miejsce, niestety okazuje się, że dwuślady są bardzo podstawowe i bez bagażnika, a plecaki musimy przecież gdzieś trzymać. Pozostaje piesza wędrówka. Co prawda pokonujemy przez to dużo mniejsze odległości, ale że chodzić lubimy…

Fot 15. Radzimir Burzyński | Sporadyczny ruch na wielu drogach w regionie Ha Giang sprzyjał naszej formie przemieszczania się

Decyzja ta okazuje się strzałem w 10! Spędzamy kolejne dni na łonie natury przy okazji obserwując codzienne życie mieszkańców mijanych wiosek. Zarówno miejscowi jak i tabuny turystów na motorach z zaciekawieniem i sympatią przyjmują naszą pielgrzymkę.

Fot 16. Andrzej Burzyński | Wędrówka przez wioski regionu Ha Giang

Rajska zatoka

O Zatoce Ha Long napisano już wiele. My słyszeliśmy chyba jeszcze więcej. W szczególności o cenach rejsów i wycieczek. Decydujemy się więc na alternatywne rozwiązanie. W wyspy Cat Ba udajemy się na całodniowy rejs do sąsiedniej zatoki zwanej Lan Ha, tym oto sposobem zaoszczędziliśmy sporo grosza napawając się równie ładnymi widokami. Co więcej, nasz statek również przepłynął przez słynną Ha Long.

Fot 17. Andrzej Burzyński | Wioska na wodzie i krasowe formacje skalne okolicznych zatok

Raczej stronię od wycieczek organizowanych przez biura. Wyjazd z Tatą był jednak okazją, aby nieco zmienić opinię. I rzeczywiście udało się. Cena całodniowego rejsu z usługą anglojęzycznego przewodnika, snorkelingiem, kajakami i lunchem kosztuje nas nieco więcej niż porządny obiad w restauracji. Okazuje się, że można kupić tanią, dobrze zorganizowaną wycieczkę, a jakość oferowanych usług turystycznych jest w Wietnamie na naprawdę dobrym poziomie.

Fot 18. Andrzej Burzyński | Kajaki to jedna z aktywności wliczonych w cenę zorganizowanej wycieczki

Po dniu spędzonym na wodzie, przyszedł czas na zwiedzanie lądowe. Wyspa Cat Ba nie tylko świetnie nadaję się na bazę wypadową do pobliskich zatok. Znajdziemy tutaj również tanie noclegi, knajpy z świetnym jedzeniem oraz mnóstwo pubów. Wyspa jest na tyle spokojna, że Tata po raz pierwszy decyduje się wypożyczyć skutery. Kolejne 2 dni śmigamy na nich po wyspie. Nie spodziewałem się, że ta prosta aktywność może nam przynieść tyle radości! A widok Taty jadącego środkiem pustej drogi, pełnej pięknych motyli pozostanie w mojej pamięci na długo.

Fot 19. Andrzej Burzyński | Widok na okoliczne zatoki z najwyższego punktu tzw. Małpiej Wyspy

Delta Mekongu i okruchy Sajgonu

Mekong to matka żywiąca miliony ludzi zamieszkujących południowy Wietnam. Nie tylko daje dostęp do wody i ryb, ale i użyźnia tutejszą glebę. Mimo to miałem złe przeczucia co do spędzenia naszego ostatniego dnia podróży w ten sposób.

Fot 20. Radzimir Burzyński | Tata na jednej z plaż wyspy Cat Ba

Złe opinie, co do jakości oferowanych wycieczek, przepełnione mnóstwem komercyjnych przerywników na zakup mydła, miodu, szali i Bóg wie czego jeszcze, były tym co tak negatywnie nastawiło mnie do Wietnamu podczas planowania podróży. Coraz trudniej o autentyczność, gdy miejscowi są w pełni świadomi, że jest to kura znosząca złote jajka.

Fot 21. Andrzej Burzyński | Pomnik Ho Chi Minha z kolonialną architekturą w tle w centrum Sajgonu

Dzień wcześniej lądujemy w Sajgonie i wybieramy się na krótkie kilkugodzinne zwiedzanie tego największego w kraju miasta. Trudno o jakąkolwiek ocenę, kiedy takiej metropolii poświęca się zaledwie jeden dzień. Ja mam niedosyt, a Tacie tyle czasu wystarczy, aby zmęczyć się zwariowanym ruchem ulicznym, panującym zgiełkiem i milionami ludzi.
Po raz kolejny mamy sprzeczne odczucia i różne pomysły na kolejny dzień. Ostatecznie postanawiam odpuścić. Mając świadomość, że zgrzyt w ostatnich dniach naszej podróży miałby wpływ na odczucia co do całego wyjazdu. Po samotnym wieczornym spacerze uliczkami Sajgonu wracam do hostelu i oznajmiam, że jedziemy nacieszyć oczy Deltą Mekongu.

Fot 22. Andrzej Burzyński | Na rzece spotkamy łodzie o różnych kształtach i wielkościach

Niestety tym razem obyło się bez pozytywnego zaskoczenia. Krótki rejs po rzece, wizyty w kilku miejscach wypełnionych po brzegi produktami, które turysta kupić powinien, a na dokładkę byle jaki spływ niewielkimi łódeczkami napędzanymi przez starsze panie powodowały jakiś wstręt do tej wycieczki. A co z Sajgonem? Musi cierpliwie poczekać na moją kolejną wizytę…

Podsumowanie

To jaka była ta nasza wspólna podróż po Wietnamie?

Była wyprawą kompromisów. Oczywiście zdarzały się między nami drobne sprzeczki, ale ostatecznie był to czas pielęgnowania relacji. Czas dla nas, którego tak bardzo nam obecnie brakuje. Dla Taty była to najdłuższa i najbardziej egzotyczna podróż w jego całym życiu, a ja cieszę się, że mogłem do tego dołożyć swoją cegiełkę.

Fot 23. Radzimir Burzyński | Spływ łódką miejscowymi kanałami niczym nas nie urzekł

Mieliśmy okazję zobaczyć Wielki Mur Chiński, wspólnie stanęliśmy na najwyższym szczycie Indochin, Tata przełamał lęk do jazdy na motorze. Po kraju podróżowaliśmy autobusami, skuterami, pieszo i samolotem. Dodatkowo pływaliśmy statkami i łodeczkami. Czego chcieć więcej?

No a co z tej podróży mam ja?

Utwierdziła mnie w przekonaniu, że spełnianie cudzych marzeń może przynosić wcale nie mniejszą frajdę od spełniania tych swoich. Nieco przychylniej patrzę również na wycieczki zorganizowane - gdybym był w Wietnamie sam, nie zdecydowałbym się przecież na rejs po zatokach w rejonie Cat Ba.

Zmieniłem też mój pogląd co do smakowania miejscowej kuchni. Do tej pory podróżowałem raczej oszczędnie. Tym razem na miejscu próbowaliśmy wielu rzeczy, ze smażonymi konikami polnymi na czele! Teraz wiem, że warto jest czasem wydać nieco więcej grosza. Lokalna kuchnia może być wspaniałym akcentem pomagającym w poznaniu danego kraju.

Dzisiaj nie mam wątpliwości, że warto było zaryzykować i pojechać razem. Tata świetnie dawał sobie radę i fizycznie wcale nie odstawał od młodszych turystów. No i to co najważniejsze, mogliśmy spędzić ze sobą więcej czasu.

Sprawdzeni w boju stawiamy poprzeczkę wyżej - właśnie zarezerwowałem bilety do Nepalu, aby wspólnie odbyć trekking w Himalajach, trzymajcie kciuki!

Radzimir Burzyński Decathlon Opole
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Opole – chętnie podpowiem nie tylko na temat sprzętu, ale również doradzę nieco w kwestii turystycznych wycieczek. Uwielbiam górskie wędrówki, przebywanie na łonie natury, a w wolnej chwili lubię pobiegać. Możesz również skontaktować się ze mną mailowo: radzimir.burzynski@decathlon.com. Do zobaczenia w podróży!
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Opole – chętnie podpowiem nie tylko na temat sprzętu, ale również doradzę nieco w kwestii turystycznych wycieczek. Uwielbiam górskie wędrówki, przebywanie na łonie natury, a w wolnej chwili lubię pobiegać. Możesz również skontaktować się ze mną mailowo: radzimir.burzynski@decathlon.com. Do zobaczenia w podróży!
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Polub artykuł
Komentarze Chmurka komentarza
Udostępnij
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

TURYSTYKA / TREKKING

Jak dbać o kurtkę puchową?

Jak dbać o kurtkę puchową?
TURYSTYKA / TREKKING

[MATERIAŁ WIDEO] Jak przygotować się do wyjścia w góry?

[MATERIAŁ WIDEO] Jak przygotować się do wyjścia w góry?
TURYSTYKA / TREKKING

Jambo i Hakuna Matata! Czy zdobycie Kilimandżaro to tylko i wyłącznie kwestia pieniędzy?

Jambo i Hakuna Matata! Czy zdobycie Kilimandżaro to tylko i wyłącznie kwestia pieniędzy?

ŚLEDŹ
DECATHLONPOLSKA
NA INSTAGRAM

#SprawdzaSiewSporcie #SportzDecathlon #PasjaDoSportu