[Tekst blogera] W poszukiwaniu śladów legendarnego Janosika - idziemy na Małą Fatrę!

11 kwiecień 2019

Mała Fatra (Słowacja) czasami nazywana jest Tatrami w miniaturce. Porównując obszar, jaki zajmuje, oraz maksymalną wysokość (nieco ponad 1700 m n.p.m.), trudno doszukiwać się podobieństw pomiędzy tymi dwoma pasmami. Jednak biorąc pod uwagę długą, ciągnącą się z północnego wschodu na południowy zachód grań główną, duże różnice wysokości oraz malownicze doliny i wąwozy, można zauważyć nieco tatrzański charakter w tej części Słowacji.

Atrakcyjności temu miejscu dodaje z pewnością postać Janosika, który podobno pochodzi z tych okolic, a jego pomnik dumnie zdobi centrum miejscowości Terchová, leżącej u stóp Małej Fatry.

Fot 1. Tomasz Habdas | Wystarczy wyjść kilka metrów ponad las, żeby cieszyć się pierwszymi widokami

Właśnie z Terchovej, a konkretnie z doliny Vrátnej rozpoczynam dzisiejszą wędrówkę. Najszybciej dostać się tutaj można, przekraczając granicę państwa w Zwardoniu (okolice Żywca), a następnie kierując się w stronę Czadcy i dalej na Żylinę.

Fot 2. Tomasz Habdas | W kierunku głównej grani

Vrátna to jeden z większych ośrodków narciarskich na Słowacji, który swoim klientom oferuje dwa wyciągi narciarskie oraz dobrze przygotowane trasy zjazdowe. Jeden z tych wyciągów funkcjonuje również latem, dzięki czemu część turystów może szybko znaleźć się w okolicach głównej grani Małej Fatry.

Fot 3. Tomasz Habdas | Mały Krywań, który mały jest tylko w nazwie

Ja wybieram oczywiście wariant pieszy, w dodatku nieco na uboczu, za szlakiem biegnącym z dala od stoku narciarskiego. Zdecydowałem się na trasę zieloną, która przez las poprowadzi mnie na siodło za Kraviarskym. Już na samym początku szlaku wita mnie kartka z informacją: Pozor, praca na ceste (Uwaga, praca na drodze). Co prawda dzięki wczesnym godzinom rannym nie spotykam ciężkich maszyn, zwożących drzewo w dół doliny, ale mogę na własne oczy przekonać się, jak wiele drzew zostało powalonych w tutejszych lasach przez ostatnie silne wiatry.

Fot 4. Tomasz Habdas | Krywańska część Małej Fatry może miejscami przypominać Tatry Zachodnie

Momentami utrudnia to przejście niektórych odcinków szlaku, ale na szczęście po nieco ponad godzinie las robi się coraz rzadszy, co znacznie przyspiesza moją dalszą wędrówkę.

Fot 5. Tomasz Habdas | Jest i szczyt – Wielki Krywań – najwyższy punkt Małej Fatry

Poprzedniego dnia sprawdziłem ostrzeżenia lawinowe dla Małej Fatry i po ostatnich opadach śniegu wzrosło ono do drugiego stopnia. Wychodząc ponad las, z bliska mogę ocenić, jak dużo śniegu zalega jeszcze na wysokości powyżej 1000 metrów. Na szczęście moja droga (poza pierwszym odcinkiem w lesie) prowadzi głównie przez ramię, a dalej już grzbietem, czyli przez formacje wypukłe, które w teorii są znacznie bezpieczniejsze niż wklęsłe doliny. Od siodła za Kraviarskym zmieniam kolor drogi na niebieski, a dalej żółty i za tymi znakami docieram na główną grań Małej Fatry.

Fot 6. Tomasz Habdas | Wielki Krywań

Już w tym miejscu trudno mi opanować zachwyt nad tym, co widzę, a to tak naprawdę dopiero początek cudownych panoram. Na zachód od siodła Bublen, na którym właśnie się znajduję, dostrzegam masyw Małego Krywania (1671 m n.p.m.). Od tego większego niższy jest o zaledwie 38 metrów, więc słowo „mały” może wywoływać mylną ocenę w tym przypadku. Nie mogę się już doczekać tego, co spotka mnie na szczycie mojego głównego celu, toteż bez zbędnych przerw ruszam dalej przed siebie. Jeszcze przed Wielkim Krywaniem spotykam pierwszych turystów, co ciekawe, każdy reprezentuje inny styl aktywności górskiej.

Fot 7. Tomasz Habdas | Kolejny szczyt na trasie – Chleb

Pierwszy, podobnie jak ja, wybrał pieszą formę zdobywania szczytu. Drugi należy do grupy skiturowców, których w polskich, ale i słowackich górach jest coraz więcej. Największe zainteresowanie wzbudza jednak trzecia osoba, która co prawda na nogach ma narty, ale w rękach trzyma paralotnię i wykorzystując siłę wiatru, bez trudu podjeżdża pod strome stoki Krywania. Czasami mam wrażenie, że tradycyjne, piesze zdobywanie góry powoli odchodzi do lamusa i że takich jak ja jest coraz mniej na wysokości, szczególnie zimą. Na szczęście parytet nieco się wyrównuje, im bliżej jestem celu. Zwiększa się liczba skiturowców, ale i turystów bez nart, którzy w rakach podchodzą do góry po ośnieżonych zboczach Małej Fatry.

Fot 8. Tomasz Habdas | Wielki Krywań pozostaje już daleko za mną

Jest i Wielki Krywań (1709 m n.p.m.), czyli mój główny cel. Pomimo środka tygodnia na szczycie panuje całkiem spory ruch, spowodowany głównie dobrą pogodą i sprzyjającymi warunkami do turystyki. Pozostaje mi podzielić się szczytem z innymi i rozejrzeć się o 360 stopni z najwyższego punktu w Małej Fatrze. Widok stąd jest zachwycający. Z pobliskich szczytów widać całą pozostałą część Małej Fatry: Wielki Rozsutec (1609 m n.p.n.), Stoh (1608 m n.p.m.), Chleb (1646 m n.p.m.), Mały Krywań, ale i Luczańską część Fatry, czyli Wielką Lukę (1476 m n.p.m.) i Kľak (1352 m n.p.m.).

Pozostałe pasma górskie, które są widoczne z tego miejsca, to Wielka Fatra, Tatry, Niżne Tatry, Wielki Chocz oraz Beskidy. Miejsce zdecydowanie należy do jednych z lepszych punktów widokowych na Słowacji i przy dobrej widoczności można tu spędzić naprawdę dużo czasu. I ja mógłbym tak siedzieć i patrzeć, ale czeka mnie jeszcze kilka kilometrów wzdłuż grzbietu i zejście do doliny, więc – choć niechętnie – ruszam dalej.

Fot 9. Tomasz Habdas | Trasa wiedzie głównym grzbietem Małej Fatry, co gwarantuje piękne widoki

Schodząc z Wielkiego Krywania na Snilovské siodło, mogę prześledzić swoją dalszą drogę przez Chleb aż na Południowy Groń (1460 m n.p.m.). Na moje szczęście większość turystów z Krywania podąża w innym kierunku lub też schodzi wzdłuż wyciągu do Vrátnej już w tym miejscu, więc ja (prawie) w samotności mogę cieszyć się dalszą wycieczką.

Za Chlebem na grani pojawiają się wielkie nawisy śnieżne, które omijam w bezpiecznej odległości, nie narażając się na ryzyko zjechania w dół razem ze śniegiem. Kilka metrów dalej dostrzegam stary obryw deski śnieżnej. Nietrudno się domyślić, że głównym prowodyrem tej lawiny był wiatr i nawiany przez niego śnieg, który w tym momencie leży gdzieś daleko w dolinie, zostawiwszy po sobie charakterystyczny ślad na stoku. Z jeszcze większą ostrożnością pokonuję ostatnie metry na grani i po kilkudziesięciu minutach docieram do ostatniego szczytu – Południowego Gronia.

Fot 10. Tomasz Habdas | Wszystkie zdobyte dzisiaj szczyty

Szczyt ten jest mi bardzo dobrze znany, szczególnie z wycieczek na Wielki Rozsutec oraz Stoh, które w tym momencie podziwiać mogę z niewielkiej odległości w kierunku zachodnim. Co gorsza, znane jest mi też bardzo dobrze zejście, które mnie czeka, czyli krótki, ale jednocześnie bardzo stromy stok prowadzący do chaty na Gruni.

W trakcie tego zejścia zawsze czuję, jak palce u stóp same przesuwają mi się do przodu buta, a ja z niecierpliwością wypatruję schroniska i myślami jestem już na osłonecznionej ławce przed budynkiem. Zejście w zależności od warunków zajmuje około 40 minut, a nagrodę za ten uciążliwy fragment trasy każdy wybiera sobie sam z menu schroniskowego. Tym razem mój wybór to kapustová polievka (taka prawie kwaśnica) oraz Złoty Bażant w wersji bezalkoholowej ze względu na czekający na mnie na parkingu samochód. Na koniec pozostaje mi już tylko wrócić do Vrátnej i dalej do Żywca, w którym zatrzymałem się na kilka dni. Mała Fatra to zdecydowanie miejsce z charakterem i gdzieniegdzie może przypominać Tatry, ale raczej te Zachodnie. Niemniej jednak jest to pasmo jedyne w swoim rodzaju i z pewnością warte polecenia każdemu miłośnikowi górskich wędrówek.

Fot 11. Tomasz Habdas | Wielki Rozsutec i Stoh widziane z Południowego Gronia

Wykorzystany w trakcie wyprawy sprzęt:

KURTKA ALPINISTYCZNA HYBRID SPRINT MĘSKA SIMOND

  • Kurtka idealnie nadaje się jako warstwa utrzymująca ciepło przy dłuższych postojach. Przy bardzo niskich temperaturach może również służyć jako warstwa pośrednia (pod kurtką z membraną). Dodatkowe ocieplenie na klatce piersiowej i plecach chroni przed utratą ciepła w tych partiach ciała. Z kolei ręce mają dzięki temu większą swobodę ruchu podczas akcji górskiej.
  • Dopasowany krój wpływa mocno na komfort w trakcie chodzenia.
  • Ciekawym rozwiązaniem w kurtce jest wszyta w kaptur maska na twarz, która przy dużym wietrze osłoni twarz i nos przed zimnem.

SPODNIE TURYSTYCZNE SH500 X-WARM STRETCH MĘSKIE QUECHUA

  • Spodnie są zdecydowanie moim największym zimowym odkryciem tego sezonu.
  • Testowane już kilkukrotnie okazały się idealnym rozwiązaniem na zimowe wędrówki nie tylko po Beskidach, ale i Tatrach.
  • Wewnątrz wypełnione polarem, utrzymują ciepło i pozwalają odłożyć kalesony na bardzo niskie temperatury.
  • Hydrofobowa warstwa wierzchnia zapobiega przemakaniu i nawet przy długotrwałym kontakcie ze śniegiem nie przesiąka.
  • Ściągacze oraz haczyki przy nogawkach w połączeniu z butami i stuptutami zapobiegają przedostaniu się śniegu do butów.
  • Optymalna liczba kieszeni pozwala na zabranie ze sobą i trzymanie w pobliżu wszystkich potrzebnych rzeczy.
  • Krój spodni powoduje, że trzymają się bardzo blisko ciała, a zarazem są na tyle elastyczne, że nie krępują ruchów.

BUTY ALPINISM SIMOND

  • Buty zdecydowanie nadają się do turystyki zimowej w Tatrach, jak i w partiach, które wymagają wyższej klasy obuwia (jak np. Mała Fatra).
  • Idealnie współpracują z rakami paskowymi, a ich twardość gwarantuje, że stopa nie będzie się zginać i nie wpłynie to na obniżenie bezpieczeństwa na szlaku.
  • Jednocześnie buty mają optymalną wagę i gabaryty, co nie męczy stopy podczas podejścia dolinami i zejścia, gdy raki nie są potrzebne.

Autor: Tomasz Habdas
Instagram: W szczytowej formie

Polub artykuł
Komentarze
Udostępnij

ŚLEDŹ
DECATHLONPOLSKA
NA INSTAGRAM

#SprawdzaSiewSporcie #SportzDecathlon #PasjaDoSportu