WYBIERZ DYSCYPLINĘ SPORTU

Zakochana we Wschodzie – dlaczego warto wybrać się do Gruzji?

06 listopad 2019
#PORADY
#RELACJE

„Zachód utracił czas teraźniejszy. Wszystko, co zdarzyło się minutę temu, jest już przeszłością, starocią, a to, co wydarzy się za minutę, należy do przyszłości, pracowicie zagospodarowanej w terminarzach i agendach. Na Wschodzie całe życie to rozciągnięta teraźniejszość”*. W codziennej bieganinie, z kalendarzem wypełnionym po brzegi i wiecznym brakiem czasu na cokolwiek poza pracą i własnym „rozwojem”, postanowiliśmy udać się do Gruzji w poszukiwaniu obiecanego spokoju i bycia „tu i teraz”.


Tegoroczna podróż była już moim drugim pobytem w tym kaukaskim kraju. Wcześniej pracowałam jako wolontariuszka w południowej części Gruzji, gdzie zdążyłam się zauroczyć kulturą, otwartością i gościnnością mieszkańców. Tym razem pojechałam razem z chłopakiem już nieco bardziej turystycznie. Mimo że nasz początkowy plan zobaczenia Abchazji nie udał się z powodu napiętej wówczas sytuacji politycznej i zamkniętej granicy Abchazja – Gruzja, to myślę, że nie mamy czego żałować. A wręcz przeciwnie – pojawił się pretekst do odwiedzenia tego kraju po raz kolejny.

Fot 1. Martyna Czagan | Kanion Martvili

Turystyczny szał

W ostatnich latach Gruzja stała się bardzo popularnym kierunkiem podróży wielu Polaków. Jak wszystko, ma to swoje wady i zalety, ponieważ z jednej strony, wybierając ten kaukaski kraj, zostawiamy tam nasze złotówki, przez co przyczyniamy się do rozwoju turystyki, a co za tym idzie – gospodarki (wówczas przybliżamy ich do upragnionej Europy), natomiast z drugiej nagły napływ ogromnej liczby ludzi chcących poznać to państwo pozbawia Gruzinów ich naturalności i bardzo komercjalizuje kraj – wystarczy spojrzeć na Batumi… :P Trzeba więc spróbować znaleźć złoty środek. Czy nam się udało? Przeczytajcie sami.

Fot 2. Martyna Czagan | Batumi

Magia Wschodu

Zderzenie dwóch światów – zachodniego i wschodniego. Jeden o uporządkowanym systemie politycznym, w miarę bezpiecznej sytuacji na arenie międzynarodowej i dobrych warunkach życiowych. Drugi – bardzo często znacznie biedniejszy i w tym przypadku podzielony, któremu za każde nieposłuszeństwo grozi północny sąsiad. To na początku zawsze uderza – widać to na twarzach ludzi, w ich opowieściach, codziennych troskach - dlatego znacznie mocniej cenię sobie wyjazdy bez biur podróży i zorganizowanych wycieczek. Zdecydowanie bardziej przekonują mnie wojaże, które wraz z biegiem wydarzeń mogę modyfikować, gdzieś zostać dłużej – napić się herbaty, porozmawiać o życiu, polityce, o tym, co cieszy, a co martwi. Po prostu spróbować posmakować normalnego życia tamtejszych mieszkańców. Tak – to lubię najbardziej. I taki typ podróży polecam – jest znacznie cenniejszy niż 100 zdjęć pod słynnymi zabytkami.

Fot 3. Martyna Czagan | Kanion Martvili

Czym zaskoczyła nas Gruzja?

Powrót. Powrót do kraju, gdzie byłam kilka lat wcześniej, i odkrywanie go na nowo razem z partnerem, który patrzy na to wszystko innym spojrzeniem. Chłonie bez znajomości historii, uwarunkowań, toczonych wojen i marzeń gruzińskiego narodu. Trudno powiedzieć, kto zobaczył więcej, czy ja posiadająca bagaż wiedzy na ten temat, czy on. Na pewno mogłam więcej zrozumieć. Nie w mowie ani w piśmie, bo nie władam gruzińskim, ale w budowlach, w kulturze i w zachowaniu społeczeństwa. To pozwalało mi się nieraz wcielać w rolę przewodnika. Pilota, któremu stawia się pytania i oczekuje natychmiastowej odpowiedzi. Tymczasem w trakcie tego wyjazdu sama zostałam zaskoczona ilością przemyśleń i odkryć dotyczących podróżowania, ale i życia. Jedno z nich brzmi: im bliżej chcesz poznać ludzi i prawdziwe wnętrze kraju, tym płacisz mniej.

Fot 4. Martyna Czagan | Kanion Okatse

Wydawanie pieniędzy w trakcie podróży nie jest czymś trudnym.Wydaje Ci się, że cały rok pracujesz po to, aby wreszcie odpocząć. Myślisz, że zasłużyłeś, bo przecież ciągle zastanawiasz się, czy wystarczy na życie, a potem zaczynasz odkładać na inne przyjemności. Tak, kupowanie jest bardzo proste. Przekonałam się o tym w pierwszym dniu naszej wyprawy, gdy wydaliśmy sporo na bilety wstępu do atrakcji, które w naszym późniejszym mniemaniu niekoniecznie były tego warte. Popełniliśmy ten błąd, że chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej. Właściwie to ja chciałam jak najwięcej pokazać mojemu chłopakowi.

Co warto zobaczyć w Gruzji?

To mój bagaż doświadczeń w tym kraju oraz rola przewodnika nie pozwalały mi przejść obojętnie wobec proponowanych przez ulicznych naganiaczy wycieczek. Wynajęliśmy samochód, który obwoził nas od atrakcji do atrakcji. Po dwóch pierwszych przystankach mój towarzysz miał dość, po następnym ja także. Mimo że okolice Kutaisi (bo od tego zaczęliśmy) – jaskinia Prometeusza, wodospad, Kanion Martvili, Kanion Okatse – zrobiły na nas ogromne wrażenie, to jednak oboje byliśmy bardzo zmęczeni takim zwiedzaniem. Nie sztuką jest wydać pieniądze i prosić o pokazanie najcenniejszych zabytków. Znacznie bardziej wartościowe jest samodzielne poszukiwanie takich obiektów. W związku z tym następnego dnia z nadzieją na krótki trekking w górach wsiedliśmy do marszrutki (autobusów kursujących na Wschodzie) w kierunku Mestii.

Fot 5. Martyna Czagan | Kanion Okatse

Drugi dzień w większości spędziliśmy w trasie z przystankami na jedzenie i krótki odpoczynek. Niby w drodze, a jednak na obserwacji. Patrzeniu, w jaki sposób mieszkańcy się wzajemnie do siebie odnoszą, jak ze sobą rozmawiają, jak wygląda kultura jazdy na drogach, w jaki sposób mieszkańcy załatwiają swoje interesy – prawdziwa skarbnica wiedzy. Piękno natury połączone z nawykami, które niestety już u nas zanikają – ustępowanie miejsca w autobusie kobietom przez mężczyzn – o dziwo i niestety – naprawdę mnie zaskoczyło. Wielogodzinne obserwacje ustąpiły pojawiającym się problemom żołądkowym związanym ze zbyt szybką jazdą po krętej drodze. Dotarcie na wysokość 1500 m n.p.m. powoli zaczęło przysparzać mi bólu głowy. Całe szczęście to była już Mestia.

Fot 6. Martyna Czagan | Mestia

Nie mieliśmy planu na zwiedzanie tego miasta, dlatego powłóczyliśmy się trochę po okolicy i z nastawieniem na jutrzejszy trekking udaliśmy się posłuchać gruzińskich dźwięków, które wieczorem wybrzmiewały niemal z co drugiego pubu. Słuchaliśmy słynnych światowych przebojów w gruzińskiej aranżacji. Próbowaliśmy pysznych lokalnych win. Tak mijała godzina. Druga. Trzecia. Choćby człowiek chciał, nie dało się wyjść. Mimo że zdajesz sobie sprawę, że tak zapewne wygląda tu każdy wieczór – to nagle znajdujesz się w jakiejś innej przestrzeni. Z dala od problemów, biadolenia, narzekania. Muzyka płynąca ze szczerego serca, przytulna przestrzeń i Ty. To wszystko wywołuje poczucie radości, które potem staje się wspomnieniem – czymś, co uważam za podstawową pamiątkę z podróży – może i najważniejszą?!

Fot 7. Martyna Czagan | Mestia

Po takim wieczorze wierzyliśmy, że wszystko będzie po naszej myśli. Niestety los z nas zakpił, bo nowy dzień przywitał nas strugami rzęsistego deszczu. Trochę przygaszeni, bo przecież nastawieni na bliski kontakt z górami, nie traciliśmy nadziei na przeżycie czegoś nowego – no i nie było trzeba długo czekać. Od naszych gospodarzy dostaliśmy informacje o istnieniu muzeum. Muzeum – z naszego punktu widzenia bezpiecznego, ciepłego miejsca z mnóstwem atrakcji multimedialnych. Co zastaliśmy? Starą wieżę widokową (Mestia słynie z wież obronnych, z których mieszkańcy bronili się przed najazdem obcych) z niezabezpieczoną drabiną, bez światła, bez obsługi, z pozostawionym miejscem na uiszczenie drobnej opłaty. To jest WSCHÓD.

Fot 8. Martyna Czagan | Mestia

Coś, co u nas powoli zanika, tam wciąż jeszcze jest. Prostota, nutka szaleństwa i konieczność odnalezienia się w każdych warunkach – bez nadzoru budowlanego i tysiąca inspekcji. W takim miejscu zaczynasz się zastanawiać, jak wiele my – „ludzie Zachodu” – tracimy w uporządkowanym i poszufladkowanym świecie. Wszystko podaje się nam na tacy, o nic tak naprawdę nie musimy się martwić, bo przecież całkiem nieźle zarabiamy, żyjemy w kraju, gdzie nikt nie grozi nam oderwaniem kolejnej części terytorium, a jednak… Jednak coś jest nie tak. Jednak jesteśmy wiecznie nieszczęśliwi i niezadowoleni. Czy już całkiem straciliśmy naszą ułańską duszę? Gdzie się podziała nasza fantazja? Pytania nasuwały się same, a dzień upływał coraz szybciej. Dodatkowe zapewnienia naszych gospodarzy o braku możliwości spędzenia czasu w deszczu inaczej niż w pubie sprawiły, że opuściliśmy Mestię. Na dworcu zobaczyliśmy marszrutki jadące do Tbilisi i bez dłuższego zastanawiania się wsiedliśmy.

Fot 9. Martyna Czagan | Batumi

Tak znaleźliśmy się w Tbilisi. Miejscu, gdzie bije serce gruzińskiego narodu. Wtedy mogliśmy poczuć również eksplodującą nienawiść wszystkich Gruzinów. Telewizja i prasa naprzemiennie pokazywały złość tryskającą z mieszkańców Gruzji. Polityka – a raczej protest w związku z pogarszającą się sytuacją na linii Gruzja – Rosja. W mieście dało się wyczuć poruszenie i napięcie, jednak w centrum strajku sytuacja zgoła inna. Coś się zaczyna i musi się skończyć. My trafiliśmy na dogorywanie protestu. W miejscu, gdzie na pierwszy rzut oka protestowała grupka ludzi, znajdowało się więcej turystów niż samych zainteresowanych. Nie chcąc jednak kusić losu, spotkaliśmy się ze znajomym misjonarzem pracującym w tym kraju od 5 lat i poszliśmy popatrzeć na Tbilisi.

Polski ksiądz pokazał nam całe miasto oraz wybawił od problemu ustalenia kolejności zwiedzania lokalnych zabytków. Jego doświadczenie w kontaktach z Gruzinami skłoniło nas ku innym przemyśleniom: jak długo musisz żyć wśród obcego narodu, aby została pokonana granica i aby traktowali Cię jak swego? Czy w ogóle jest to możliwe? Jak dużo trzeba dać od siebie, aby zostały przełamane wzajemne mity i uprzedzenia? Pytania pojawiały się w trakcie zwiedzania starych monastyrów (klasztory we wschodniej tradycji), gdzie dzięki wąskim oknom światło dobiegało w postaci wąskich nitek i otulało wybrane przez siebie przedmioty. A my czuliśmy, że kroczymy po miejscach historycznych, darzonych wielką czcią. Taki jest Kaukaz – bardzo emocjonalny, czasem porywczy, ale przede wszystkim bardzo tradycyjny.

Kolejna podróż, kolejne nowe miejsce. Batumi. Zachęceni plażą i wizją odpoczynku udaliśmy się do portowego miasta Gruzji. Bliskość islamskiej Turcji oraz obecność wielu zagranicznych wycieczek uczyniły z tego miasta multikulturowe miejsce. Europejki będące na wakacjach i chwalące się (często zresztą niepotrzebnie) swoim ciałem przechodziły obojętnie obok muzułmanek w hidżabach, które patrzyły z zazdrością na pływające w morzu kobiety. Ich oczy wzbudzały ciekawość, ale również poczucie zaintrygowania. Strój, który zasłaniał nieraz całe ciało z wyjątkiem oczu, wydawał się ciężarem, natomiast w porównaniu z bardzo „wakacyjnie” ubranymi turystami z Zachodu pozwalał im na zachowanie tajemniczości, o której my jako Europejki chyba nieco zapomniałyśmy.

Fot 10. Martyna Czagan | Tbilisi

Takie jest dla mnie Batumi. Miasto kontrastów. Miejsce z nadmiarem budowli, stylów, gatunków – słowem wszystkiego, w opozycji do niszczejących bloków, wielu bezpańskich psów i biedy mieszkańców. Przestrzeń dla turystów z Azji oraz z Europy, chrześcijan, muzułmanów, prawosławnych. Batumi – przez wielu krytykowane za kicz, nazywane gruzińskim Las Vegas, ale z drugiej strony posiadające swoją dawną historię. No i ogród botaniczny. Setki, jak nie tysiące gatunków roślin. Zmieniające się zapachy i kolory. Flora świata w jednym miejscu, gdzie dzięki sprzyjającemu klimatowi mogą żyć rośliny z wielu stref klimatycznych. Niesamowite miejsce z dala od zgiełku i wszechobecnych kiosków „ze wszystkim” przy nadmorskim deptaku.

Fot 11. Martyna Czagan | Tbilisi

Ostatnim etapem podróży był powrót do Kutaisi, z którego mieliśmy powrót do Katowic. Jednak zanim to – monastyr Bagrati, będący jednym z najcenniejszych zabytków sakralnych Gruzji (katedra Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego). Pradawny symbol jedności narodowej. Chociaż odremontowany i przez to usunięty z listy UNESCO, to jednak nadal monumentalny i czuwający ze wzgórza nad całym miastem.

Gruzja i ja

Gruzja. Dla każdego oznacza zupełnie coś innego. Dla jednych piękne góry – Kazbek, Uszba, Szchara. Dla innych niesamowite jedzenie i pyszne wina. Dla wielu jest miejscem intrygującym pod względem kulturowym, politycznym, geograficznym, historycznym. Kraj podobny do naszego – przez wieki najeżdżany z każdej strony i bardziej lub mniej chętnie przyjmujący obce wpływy. Państwo, którego mieszkańcy bardzo cenią Polaków za wsparcie w wojnie w 2008 r.

Czym jest Gruzja dla Ciebie?

Dla mnie to kraj o niesamowitych tradycjach. Miejsce, gdzie najważniejsza jest rodzina. Państwo, gdzie nie ma domów starców, bo każdy dba o to, by wszyscy trzymali się razem. Starsi pomagają młodym (częsty widok babuszek pracujących w kuchni w rodzinnych restauracjach). Przede wszystkim dla mnie Gruzja to wolność. Politycznie może pozorna, ale kulturowo i turystycznie to niekończąca się studnia inspiracji i dziedzictwa. Patrząc na oba społeczeństwa, z przykrością muszę stwierdzić, że Polacy częściowo zatracili już taką prostotę bytu – radowanie się z małych szczęść, których mamy mnóstwo wokół siebie. U nas jakby wprost przeciwnie doszukujemy się intryg i z zawiścią patrzymy, gdy się coś komuś uda. A może właśnie da się trochę inaczej? Chyba czas pojechać do Gruzji!

Do zobaczenia w drodze!

* W. Górecki, Toast za przodków, Warszawa 2010.

Martyna Czagan Decathlon Kraków Plaza
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Plaza w Krakowie – chętnie podpowiem nie tylko na temat sprzętu, ale również doradzę nieco w kwestii turystycznych wycieczek (odwiedziłam 19 krajów). Uwielbiam podróże wszelkiego rodzaju – samochodowe, rowerowe, piesze, górskie i inne! Możesz skontaktować się ze mną mailowo: martyna.czagan@decathlon.com Pozdrowienia z podróży!
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Plaza w Krakowie – chętnie podpowiem nie tylko na temat sprzętu, ale również doradzę nieco w kwestii turystycznych wycieczek (odwiedziłam 19 krajów). Uwielbiam podróże wszelkiego rodzaju – samochodowe, rowerowe, piesze, górskie i inne! Możesz skontaktować się ze mną mailowo: martyna.czagan@decathlon.com Pozdrowienia z podróży!
ZOBACZ WSZYSTKIE ARTYKUŁY
Polub artykuł
Komentarze Chmurka komentarza
Udostępnij
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY

TURYSTYKA / TREKKING

Jak dbać o kurtkę puchową?

Jak dbać o kurtkę puchową?
TURYSTYKA / TREKKING

[MATERIAŁ WIDEO] Jak przygotować się do wyjścia w góry?

[MATERIAŁ WIDEO] Jak przygotować się do wyjścia w góry?
TURYSTYKA / TREKKING

Jambo i Hakuna Matata! Czy zdobycie Kilimandżaro to tylko i wyłącznie kwestia pieniędzy?

Jambo i Hakuna Matata! Czy zdobycie Kilimandżaro to tylko i wyłącznie kwestia pieniędzy?

ŚLEDŹ
DECATHLONPOLSKA
NA INSTAGRAM

#SprawdzaSiewSporcie #SportzDecathlon #PasjaDoSportu