12 maratonów górskich w 12 dni – Przez góry do marzeń! - Wszystko dla sportu
top
20 czerwca 2018
26

Sam tytuł relacji brzmi nieprawdopodobnie. Przebięgnięcie jednego maratonu dla zwykłego śmiertelnika jest już nie lada wyzwaniem. Pokonanie 12 takich biegów brzmi wręcz absurdalnie, a gdy robi się to dzień po dniu i to jeszcze po górach, to skala trudności rośnie niewyobrażalnie. Czy istnieją jednak rzeczy niewykonalne?

 

     Gdy robi się to jeszcze nie dla siebie, ale by pomóc małym dzieciakom, to na myśl nasuwają się słowa – bohaterstwo, heroizm i nieprawdopodobny wyczyn. Dwóch śmiałków Bartłomiej Pietruszka i Wojciech Kowalczyk stworzyli wspaniałą inicjatywę „Przez góry do marzeń”: pokonując w 12 dni 519 km przebiegających przez trasę Głównego Szlaku Beskidzkiego, zbierali środki pieniężne, aby spełniać marzenia podopiecznych dwóch Pomorskich hospicjów.

Dzięki pomocy wielu ludzi dobrej woli i ich wsparciu, Ci dwaj bohaterzy mogli przygotować się do tego wydarzenia i wystartować z akcją.  Jednym ze sportowych partnerów akcji był sklep Decathlon Kartuska, który wyposażył chłopaków w sprzęt sportowy oraz odżywki niezbędne, by sprostać trudom tego wyzwania.

Przygotowania do akcji

 

     Zanim Bartek z Wojtkiem przystąpili do samego biegu, sporo czasu poświęcili na przygotowania do akcji. Nie chodzi tylko o przygotowanie fizyczne, aby sprostać trudom na trasie, ale przede wszystkim dotarcie do jak najszerszego grona odbiorców, którzy wspomagali akcję, a także wybranie marzeń podopiecznych, które można spełnić.  Nasi bohaterowie postanowili pomóc  Oliwii, Radkowi, Pawełkowi, Nikodemowi, Paulinie i  Agnieszcze.

 

Fot 1. Materiał własny

 

Marzenia dzieciaków były różnorodne – np. wyjazd do Paryża, wyjazd do zoo lub na farmę, czy zwiedzenie siedziby NASA. Ze względu na różne schorzenia naszy małych bohaterów, którzy dzielnie znoszą swoją codzienną walkę z chorobą, wyjazdy takie wiążą się z tym, że muszą towarzyszyć im opiekunowie, więc koszty takich wypraw rosną. Kwota jaką chłopacy założyli, aby spełnić marzenia, wyniosła 520 tysięcy złotych. Powstał również fantastyczny film obrazujący zamysł całej akcji.

 

Kto wspierał akcję?

 

     Lista osób i firm, które wsparły tą wspaniałą inicjatywę jest naprawdę długa. Znani sportowcy, piosenkarze, aktorzy i inne osobistości, którzy często przekazywali swoje cenne trofea, które będzie można wylicytować i wspomóc akcję. Największe skarby to piłka z autografami piłkarskiej reprezentacji Polski, koszulka z autografami naszych wspaniałych skoczków narciarskich, czy rękawice jednego z wybitnych polskich pięsciarzy Dariusza „Tigera” Michalczewskiego.

Czas na wyzwanie – jak pokonać 12 maratonów górskich w 12 dni?

 

      Jak przygotować się do tak wielkiego wysiłku i przewidzieć wszystkie trudności na trasie? Niestety nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Podczas takiego wyzwania może zdarzyć się naprawdę wiele nieprzewidzianych sytuacji. Można przygotować się do jednego dystansu maratońskiego, ale do 12?! To godzi w ludzkie możliwości. Można zwiększać obciążenia treningowe, poprawiać możliwości swojego organizmu, ale nie sposób przewidzieć jak zachowa się podczas kolejnych dni tej ciężkiej przeprawy. Myślę, że chłopaki dotarli do mety tylko dlatego, że w głowie mieli jeden cel i jedną myśl. Po prostu POMOC.

12 dni biegowych emocji

 

     Nasi śmiałkowie na trasę biegu ruszyli 26 maja z Ustronia, a na metę wbiegli  7 czerwca w miejscowości Wołosate. Po drodze pokonali najwyższe partie niemal wszystkich grup górskich polskich Beskidów (Beskid Śląski, Beskid Żywiecki i Makowski, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Niski oraz Bieszczady).

 

Fot 2. Materiał własny

 

Niesamowicie malownicze tereny pokazujące piękno Polskich gór, jednak te góry właśnie bardzo mocno dały się we znaki bohaterom tej akcji. Pogoda
na trasie być może dopisywałaby turystom, ale nie im walczącym z własnym zmęczeniem. Było bardzo słonecznie ,a temperatura oscylowała w granicach 25 stopni i więcej. Zdażało się, że panowie musieli uciekać przed deszczem i burzami.

 

Fot 3. Materiał własny

 

Podczas biegu na trasie towarzyszyło im wielu znajomych i przyjaciół, którzy wspierali ich i motywowali do dalszego wysiłku. Bartek z Wojtkiem odczuwali to wsparcie i dążyli do mety, mimo wielu dolegliwości zdrowotnych, które im tego nie ułatwiały. Odciski, bóle mięśniowe, ponąciagane mięśnie, czy nawet ryzyko pęknięcia kości piszczelowej – z którym zmagał sie Wojtek podczas dwóch ostatnich etapów biegu, to na pewno nie były przyjemne rzeczy. Gdyby nie to, że chłopacy walczyli o spełnienie marzeń dla dzieci myślę, że mogliby w pewnej chwili powiedzieć: „Dość”. Dodatkową trudnością było to, że niektóre odcinki trasy pokonywali po zmroku, a w takich warunkach na kamienistej powierzchni nietrudno o kontuzję.

Też chciałem pomóc! 

 

      Mam niesamowitą satysfakcję, że i ja mogłem dołóżyć małą cegiełkę, aby wesprzeć tą inicjatywę. Jak wspomniałem Decathlon Kartuska od samego początku aktywnie włączył się w tą akcję. Udostępniliśmy chłopakom sprzęt sportowy oraz odżywki, ale na tym nie koniec naszej roli. Postanowiłem wesprzeć moich kolegów na trasie biegu. Wiedziałem, że końcówka może być już prawdziwą udręką więc postanowiłem, że zjawię się na ostatnich dwóch etapach wędrówki.

  Dołączyłem do chłopaków razem z moim kolegą Mariuszem w schroniku pod Komańczą, gdzie wyruszyliśmy z nimi do miejscowości Smerek, a stamtąd następnego dnia miałem okazję wspólnie z nimi wbiec na metę w miejscowości Wołosate. W te dwa dni pokonaliśmy dystans blisko 100 kilometrów i mimo faktu, że poprzez kontuzję i wycieńczenie Bartka i Wojtka w większości przemaszerowaliśmy tą trasę, to jednak był to spory wysiłek, jednak myśl, że wspieram coś tak wspaniałego i niesamowitego, również mnie napędzała i dawała olbrzymią radość i satysfakcję z kolejnych pokonywanych kilometrów.

Fot 4. Materiał własny

Jak przebiegała trasa?

 

     Z Komańczy na trasę ruszyliśmy dopiero około godziny 13, było to związane z perypetriami zdrowotnym Wojtka, który po konsultacjach z lekarzem odważył się wyruszyć na trasę. Trasa przemierzała początkowo przez miasto a później wkraczaliśmy w gęsty las i póki co na piękne górskie krajobrazy przyszło nam jeszcze poczekać. Wędrowaliśmy cały czas czerwonym szlakiem, a od mety dzisejszego etapu dzieliło nas prawie 50 kilometrów!

Starałem się cały czas zagadywać chłopaków, rozmawiać o przeżyciach z trasy, aby jak najmniej myśleli o fizycznym i psychicznym zmęczeniu. Pogoda nam dopisywała, było ciepło, ale nie upalnie co zazwyczaj się zdarzało na trasie wcześniejszych etapów, gdzie słońce cały czas mocno przygrzewało. Gdy się ściemniło weszliśmy do schroniska się posilić, gdzie dostałem największą porcję spaghetti w życiu, i już wiedzieliśmy, że nie ominie nas nocna wędrówka, aby zrealizować założony cel, gdyż od mety dzieliło nas jeszcze 20 kilometrów i wiele stromych podejść (nasza wędrówka wiodła częściowo przez trasę Biegu Rzeźnika). Nocny marsz należał do wymagających, ze względu na bardzo zdradziecką powierzchnię po której szliśmy (skały, błoto), ale wynagradzało nam to piękne niebo i jasno lśniące gwiazdy. W środku nocy dotarliśmy do schroniska w Smerku i przed nami został już tylko jeden etap.

 

Fot 5. Materiał własny

Ostatni dzień, ostatnia noc

 

     Meta była coraz bliżej, został już tylko jeden etap. Niecałe 50 kilometrów do Wołosate, gdzie czekała upragniona meta. Finisz pierwotnie był planowany na wieczór tego samego dnia, jednak przesuneliśmy go na ranek dnia następnego. Tu czekała nas piękna malownicza trasa, a widoki wynagradzały cały wysiłek. Myśl, że każdy krok zbliża nas do końca tej przygody dodawała nam sił. Dzielnie kroczyliśmy poprzez górskie bezdroża.

Dystans był niemały do pokonania, ale tym razem był wyjątkową przyjemnością. Daliśmy sobie wiele czasu na wspólne podziwanie ekscytujących widoków, wspólne rozmowy i nawet smutno mi było gdy myśłałem, że to już tak blisko końca. Panowie z uśmiechem na ustach połykali kolejne kilometry. Na metę wbiegliśmy o godzinie 6.00, gdzie na naszych bohaterów czekali rodzice, znajomi i bliscy którzy wspierali ich od samego początku. Nasze finiszowe metry oraz reportaż z całej akcji można było oglądać później w mediach.

 

Fot 6. Materiał własny

Podsumowanie

 

     Akcja „Przez góry do marzeń” wywarła na mnie ogromne wrażenie. Pokonanie takiego dystansu w górach , aby pomóc innym, to niesamowite wydarzenie. Myślę, że pomysłodawcom należą się ogromne brawa za wykonanie tego zadania. Robiąc to, co lubią pomogli innym. Na koniec dodam, że do końca czerwca jeszcze można wspomóc akcję lub wziąć udział w licytacji zebranych przedmiotów. Więcej szczegółów na www.przezgorydomarzen.pl.  Jeszcze raz wielkie brawa dla Wojtka i Bartka, oby więcej takich wspaniałych osób i podziękowania dla wszystkich, którzy włączyli się do aktywnej pomocy.

Tomasz Żmudzki
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Kartuska w Gdańsku – chętnie podpowiem nie tylko na temat sprzętu biegowego, ale również doradzę nieco w kwestii treningu. Jestem wielokrotnym finalistą Mistrzostw Polski w chodzie sportowym na różnych dystansach i w różnych kategoriach wiekowych (miejsca 5-8). Za swój największy sukces uważam uzyskanie minima na Mistrzostwa Europy Juniorów na dystansie 10 km w 2009 roku. Możesz również skontaktować się ze mną mailowo: tomasz.zmudzki@decathlon.com. Do zobaczenia na zawodach biegowych!
Zadaj pytanie

Udostępnij:
Oceń artykuł:
4.2 (84%) 10 votes