[Tekst klienta] Rowerem przez Europę - na podbój Chorwacji! - Wszystko dla sportu
top
11 czerwca 2018

Pomysł odnośnie wyprawy zrodził się jesienią 2017 – tuż po zakończonej wyprawie rowerowej na trasie Warszawa-Gdańsk. Siedząc przy kominku pomyśleliśmy, że skoro udało się nam przejechać rowerami pół Polski, to może warto spróbować czegoś więcej. Padło hasło: “A może rowerami do Chorwacji…?”

 

Błysk w naszych oczach był wystarczającą odpowiedzią. Tak w ciągu tej jednej sekundy było wiadomo, że po prostu tam pojedziemy 🙂

Przygotowania trwały 2 miesiące. Musieliśmy przeprowadzić dokładny serwis rowerów, kupić nowe opony, zorganizować sprzęt turystyczny. Przy pakowaniu się na taki wyjazd kluczową rolę odgrywa waga. Dlatego wszystkie ubrania muszą być cienkie, lekkie i powinny zajmować mało miejsca.

 

Fot 1. Konrad Przyłucki | Przygotowaniom nie było końca – zadowoleniu również!

 

To samo ze sprzętem turystycznym – w jego przypadku musimy dać bardzo pozytywną opinię całego sprzętu marki Forclaz. Na mnie osobiście największe wrażenie zrobiła dmuchana karimata, która po złożeniu waży 600g i zajmuje mniej więcej tyle miejsca co puszka piwa, a w praktyce jest bardzo wygodna do spania. To samo śpiwór – bardzo mały po złożeniu, a w praktyce bardzo ciepły. Mimo tego rower wraz z całym bagażem, namiotem, śpiworem i wodą ważył około 40 kg. I takim rowerem trzeba było przejechać 1000 km 🙂

 

Arpenaz fresh and black 3
Fot 2. Konrad Przyłucki | Fanstastycznym widokom nie było końca!

 

Start wyprawy miał miejsce 7 maja z Bratysławy. Dlaczego akurat z tego miejsca? Poniewież chcieliśmy zacząć znad Dunaju i jechać brzegiem na tyle długo, na ile się da. Pierwsza miła niespodzianka to ścieżka rowerowa w Bratysławie, która miała aż 77 km! 🙂

 

Fot 3. Konrad Przyłucki | Pogoda również nam dopisała!

 

Pierwszy dzień kończymy w miejscowości Komarno. Drugiego dnia rano wjechaliśmy do Węgier – po prostu przez most, żadnych przejść granicznych itp. Jechaliśmy po szutrowej drodze, ale nadal mieliśmy wokół cudowne widoki błękitnego Dunaju! Pogoda była super, świeciło słońce, byliśmy pełni energii. Drugi dzień skończyliśmy 20 km przed Budapesztem.

 

Fot 4. Konrad Przyłucki | Kierunek Węgry!

 

Trzeci dzień wyprawy rozpoczęliśmy od rajdu do Budapesztu i zwiedzania starówki – zrobiła na nas ogromne wrażenie. Niestety musieliśmy uciekać przed nadciągającą burzą, więc ruszyliśmy dalej. Wieczorem dojechaliśmy do jeziora Balaton – tego dnia przejechaliśmy 150 km.

 

Fot 5. Konrad Przyłucki | Węgry zrobiły na nas ogromne wrażenie!

 

Czwarty dzień to dzień odpoczynku. Stał pod znakiem cudownych widoków nad Balatonem i super pogody. Przejechaliśmy cały Balaton, kolejne 80 km było za nami. Piątego dnia mieliśmy plan, żeby przejechać już do końca Węgry i nocować w Chorwacji. Około 17.00 przekroczyliśmy granicę, byliśmy pełni energii i gotowi do dalszej drogi. W tym miejscu rozbiliśmy pierwszy obóz, namiot stał tuż nad brzegiem jeziora.

Następny cel to miejscowość Karlovac. Chcieliśmy zobaczyć, gdzie powstaje to słynne chorwackie piwo 🙂 Kolejny dzień to pierwszy górski odcinek, ciężki – do noclegu dojechaliśmy o 23 w nocy, cali przemoczeni i zmarznięci – w górach niestety dopadła nas burza….

 

Fot 6. Konrad Przyłucki | Kilometrów przybywało z każdym dniem

 

Wówczas doszło do pierwszego testu sprzętu kempingowego w trudnych warunkach – namiot rozłożyliśmy dosłownie w 2 minuty. Z powodzeniem może to zrobić jedna osoba – to ważne, gdy nie ma się już siły zupełnie na nic. Karimata też działa idealnie, nadmuchanie jej zajmuje minutę. W ten sposób, dosłownie w 5 minut obóz był rozbity.

 

Fot 7. Konrad Przyłucki | Rozstawienie namiotu Arpenaz 3 Fresh&Black było latwym zadaniem

 

W nocy szalał deszcz, więc nie spało się najlepiej. Ale zarówno namiot, jak i reszta sprzętu dała radę! W nocy temperatura spadała do około 10 stopni i śpiwór też spokojnie zdał egzamin utrzymując ciepło. Namiot dzięki specjalnej powłoce w nocy także trzymał temperaturę, a gdy rano wyszło słońce, w środku nadal było chłodno.

Rano ruszamy dalej, ostatnia góra i znajdziemy się nad Adriatykiem. Podjazd trwał około 1,5 godziny, a zjazd jakieś 30 min – 12 km w dół w mocnym deszczu i znów w nocy … z poziomu 730 m.n.p.m do 0 – nad samo morze 🙂

 

Fot 8. Konrad Przyłucki | Wspomnienia zostaną z nami na zawsze!

 

Kolejny dzień to cudowny rajd samym brzegiem klifu tuż nad morzem. Na szczęście, pogoda się poprawiła. Piękne widoki i klimat nadmorski dał nam się poczuć z najlepszej strony. Około 16.00 dotarliśmy nad wyspę PAG. To cel naszej podróży!

 

Fot 9. Konrad Przyłucki | Dotarliśmy do celu!

 

Przez kolejne 2 dni objechaliśmy całą wyspę i tak łącznie osiągnęliśmy bilans 1023 km całej wyprawy. W pamięci mamy tysiące cudownych widoków i świadomość, że dotarliśmy tam siłą własnych mięśni 🙂 Satysfakcja na 100%!

 

Autor: Konrad Przyłucki

W wyprawie uczestniczył również Adam Szmit.

Oceń artykuł:
5 (100%) 8 votes