[Tekst klienta] KALENJI Kiprun Trail XT6 – jak się sprawdzają podczas wędrówek z dala od cywilizacji ? - Wszystko dla sportu
top
28 września 2018

Można by rzec, jaki but jest, każdy widzi. I jest w tym wiele racji, bo da się zauważyć, że to nie są raczej baletki, tylko kawał solidnego obuwia do poruszania się w terenie. Pomyślałem, że warto przyjrzeć się temu modelowi nieco bliżej. Stąd też postanowiłem napisać dwa słowa, szczególnie, że poniższa analiza jest wynikiem kilkunastomiesięcznego użytkowania w różnych warunkach i na przestrzeni wielu kilometrów.

 

Rzeczy niezbędne vs. gadżety 

 

     Nasza działalność outdoorowa zbudowana jest w oparciu o różne produktu. Ja osobiście dzielę to na dwie kategorie: rzeczy niezbędne oraz umilacze/gadżety. Do tych niezbędnych właśnie należy obuwie, bez którego nie jesteśmy w stanie maszerować wygodnie. Zresztą buty odgrywają jeden z istotniejszych elementów wyposażenia, przede wszystkim z uwagi na bezpieczeństwo w trakcie wędrówek.

 

 

Fot 1. Piotr Ścibior | Buty Kalenji Kiprun Trail

 

Każdy z Was zapewne słyszał stare powiedzenie, że jeśli idziemy w góry to tylko w wysokich butach. Owszem, po części to prawda. Sam przez lata hołdowałem tej zasadzie i hołduje nadal, ale już tylko w wybranych sytuacjach. Wysokie buty, solidne, najlepiej skórzane z mocną podeszwą i dobrym trzymaniem stopy (bo samo posiadanie wysokiego buta, nie jest jednoznaczne z tym, ze będzie lepszy od niskiego) używam od jesieni, kiedy ta pora roku wkracza w moją ulubioną odmianę i przybiera zimne szaty oblane wielokrotnie zacinającym deszczem oraz rzecz jasna zimą. W tak zwanym sezonie ciepłym, a w tym roku ten okres wyjątkowo nas obdarzył swym dobrodziejstwem, korzystam od pewnego czasu tylko i wyłącznie z butów niskich. Co więcej moja uwaga powędrowała w stronę butów możliwie lekkich i lepiej oddychających, które zostały stworzone do biegania w terenie.  

Pierwsze wrażenie

 

     Buty zakupiłem w Decathlon, zabierając je z półki działu biegowego za cenę regularną. Poszukiwałem wówczas lekkiego, ale stabilnego buta w teren, bo miałem tajny plan rozpocząć przygodę z bieganiem. Kiedy wziąłem je po raz pierwszy do ręki zaskoczyła mnie sztywność podeszwy na ruch skrętny oraz „betonowe” trzymanie w rejonie piety. Agresywny wygląd, który nadaje dynamiki, śmiałe kolory, charakterna struktura podeszwy i solidne zabezpieczenie rejonu palców gumowym otokiem, na który dodatkowo z przodu wywinięta jest przednia część podeszwy stwarzało obiecującą perspektywę. Przyzwyczajony przez lata do trochę innego rodzaju obuwia zdziwiła mnie ich lekkość i zaciekawiła niesamowita miękkość, zarówno wkładki, jak i podeszwy podczas spaceru po sklepie. Pamiętam, że moje ówczesne odczucia krążyły wokół stwierdzeń: niesamowite, jakby stworzone dla moich stóp oraz… takie ładne, jak szkoda będzie je ubrudzić. To drugie to akurat wynik mojego bzika na punkcie stanu butów, ich czystości oraz konserwacji.

 

kalenji
Fot 2. Piotr Ścibior | Śmiałe kolory, charakterna struktura podeszwy i solidne zabezpieczenie rejonu palców

 

 

Nie będę się rozpisywał na temat technologii, które producent wpakował w buty – to jest do poczytania na stronie, jeśli ktoś będzie miał ochotę nabyć następcę tego modelu. Wolę skupić się na moich subiektywnych odczuciach, które gromadziłem w głowie maszerując w nich po lasach, górach, miastach i wsiach.

 

Buty Kalenji Kiprun trail – lekkie, a zarazem stabline buty w teren 

 

     Dystans jaki pokonałem w tych butach (mniej więcej, bo nie jestem w stanie odtworzyć wszystkiego aż tak dokładnie) to około 650 km w górach, 800 km po lasach i na pewno grubo ponad 1000 km po drogach utwardzonych, w tym po drogach bitych, asfaltowych i chodnikach w różnych miastach i powiatach oraz gminach i wsiach. W związku z tym chciałbym żebyście zwrócili uwagę na stan butów. Na niektórych zdjęciach, gdzie buty są czyste, widać, jeśli nie wnikamy w szczegóły, że wyglądają niemal jak nowe. Przyznaje, że staram się dbać o każde buty. Mojej uwadze nie umknęło, by i temu egzemplarzowi serwować od czasu do czasu potrzebną kurację odświeżającą. Czyściłem je po każdym większym ubłoceniu, jeśli wiedziałem, że przeleżą w szafie nieużywane przez jakąś chwilę oraz po każdej dłuższej wyprawie. Co istotne dla trwałości, nie mam w zwyczaju prać butów w pralce. Te akurat wrzucałem do miski z wodą i proszkiem lub płynem do naczyń. Po kilku godzinach namaczania płukałem je dokładnie, szorując mocniej tylko spód i boki podeszwy. I to tak właściwie było wszystko. Za każdym razem brud, który w trakcie marszu wnikał w siateczkę cholewki oraz w pozostałe elementy tekstylne ulegał a buty wracały do normy kolorystycznej i stanu, że nie było wstyd wyskoczyć do sklepu na zakupy.

 

kalenji
Fot 3. Piotr Ścibior | Podeszwa butów Kalenji Kiprun

Zużycie obuwia podczas wędrówek 

 

     Buty po przebytym dystansie prezentują się więcej niż dobrze. Natomiast skoro już chcemy być drobiazgowi, to są trzy elementy, o których warto powiedzieć w kontekście zużycia. Jednocześnie są to takie elementy, które nie maja w tej chwili istotnego wpływu na komfort w trakcie użytkowania butów w terenie. No i trzeba pamiętać w dalszym ciągu, że nie leżały tylko w szafie.

 

#podeszwa

 

Po pierwsze, podeszwa. Nowy but miał duże, wyraźne wypustki (5mm), które przepięknie wgryzały się piach, błoto, szutrowe podłoże, zarówno na podejściach jak i zejściach. Gorzej sobie radziły na mokrej skalę, ale do tego nie były dedykowane więc nie mogę uznać tego za wadę. Zresztą nigdy nie zdarzyło mi się w nich przesadnie „pojechać” na mokrym i twardym podłożu, choć zapewne wynika to w dużej mierze z ostrożności oraz wsparcia kijkami, które wykorzystuje w niepewnym terenie. Gdyby nie fakt, że buty użytkowane były przeze mnie intensywnie również w miastach, miasteczkach, na chodnikach i drogach asfaltowych, to podeszwa zapewne byłaby w lepszym stanie, czyli newralgiczne fragmenty dla mojej stopy nie starłyby się aż w takim stopniu. Nie mniej jednak, w terenie zużycie to nie jest odczuwalne i bieżnik nadal doskonale sobie radzi na ścieżkach i bezdrożach. Daleko mu jeszcze do wytarcia w stopniu uniemożliwiającym bezpieczne wędrówki. Jeśli jestem już przy temacie części spodniej, wspomnieć chce o amortyzacji samego buta oraz wkładce. Nowy but był bardzo amortyzujący, mocny nacisk punktowy piętą na podłoże powodował piękne uginanie się pianki i czuło się komfortową miękkość, przy jednoczesnym pewnym i mocnym trzymaniu pięty. Dodatkowo sama wkładka była bardzo mięsista, szczególnie na wysokości pięty. Po przebytych kilometrach wszystko to się zbiło już w znacznym stopniu. W sumie nie można się dziwić żeby ten element nie uległ zdecydowanemu zużyciu mechanicznemu po przebyciu ponad 3 500 000 kroków. Mniejszy komfort jest odczuwalny tylko na bardzo twardych nawierzchniach (droga asfaltowa), natomiast nie jest odczuwalny w żaden kłopotliwy sposób na chociażby ścieżkach turystycznych.

 

kalenji
Fot 4 Piotr Ścibior | Zapiętki butów Kalenji Kiprun 

 

Konstrukcja buta na tyle szybko dostosowuje się do stopy, że but zaczyna leżeć niczym wygodny przysłowiowy kapeć i w moim przypadku nie było od początku problemów chociażby z otarciami. Po tym co przeszły wraz ze mną oczywiście i sama konstrukcja się rozluźniła, ale w dalszym ciągu w trakcie marszu stopy pewnie siedzą wewnątrz.

 

 

#cholewka

 

Drugim elementem, który został w istotny sposób nadgryziony zębem czasu, są fragmenty cholewki po bokach, w przedniej części buta w miejscach największego jej zginania. Cholewka bowiem jest wzmocniona po bokach kawałkami skóry a dodatkowo na pewnym fragmencie doklejony jest na skórę gumowy panel. Na tym łączeniu właśnie skóra zaczęła się otwierać i zaczęły pojawiać się pionowe pęknięcia. Ten fragment jest najbardziej narażony podczas pracy buta na mechaniczne zużycie jeśli chodzi o tą część cholewki, więc zmęczenie materiału w końcu się pojawiło, chociaż zastanawiam się na ile wpływ maja te gumowe panele, które z jednej strony chronią, ale z drugiej strony w bardziej wymuszony sposób rozchodzą się przez to naprężenia, które w konsekwencji zaczęły niszczyć materiał. Pozytywem jest, że pęknięcia od momentu pojawienia się nie powiększają się w dramatycznym stopniu, pomimo nawinięcia na podeszwy kolejnych 300 kilometrów.

 

kalenji
Fot 5. Piotr Ścibior | Przednia część buta Kalenji Kiprun

 

 

Dodatkowo w dalszym ciągu są to pęknięcia powierzchniowe i bynajmniej nie ma jeszcze dziury na wylot. Natomiast nic złego nie dzieje się z dwoma podłużnymi paskami skóry naszytej na siatkę nad palcami, które maja za zadanie wzmacniać całą strukturę cholewki. Podobno w poprzednim modelu, pozbawionym tych wzmocnień dochodziło do miejscowego przedzierania się siateczki. Wnioskować zatem mogę, że zastosowanie tych dwóch elementów wpłynęło pozytywnie na trwałość. Oglądając zdjęcia, które zrobiłem do tego testu zwróciłem dopiero uwagę, na ukośne pęknięcia paneli (pomarańcz nad stopą), ale po przyjrzeniu się widzę, że to również tylko powierzchniowe spękania tworzywa, zarówno w lewym, jak i prawym bucie znajdują się w tych samych miejscach, więc musza być wynikiem rozchodzących się naprężeń podczas marszu.

 

#zapiętki

 

Trzecia rzecz, to już całkowita drobnostka. W obydwu butach równocześnie wytarł mi się odrobinę zapiętek. Zrobiła się delikatna dziura, ale praktycznie na krawędzi, niżej wszystko jest w najlepszej formie. Ten niuans w żaden sposób nie jest odczuwalny i nie wpływa na zaburzenie komfortu.

 

 

Na samym początku, kiedy wyruszyłem w teren górski, napotykając po drodze niezliczone kamienie, korzenie itp. obawiałem się o wytrzymałość tego fragmentu, który odpowiedzialny jest za ochronę palców przed uderzeniami, a który jest zakończeniem przedniej części podeszwy wywiniętym na przód palców. Zastanawiałem się również nad żywotnością przedniego otoku wykonanego z czarnej gumy. Po tych wielu kilometrach okazuje się, ze jest zaskakująco wzorowo. Gumowy otok leży, jak leżał, nigdzie się nie odkleja i nie odchodzi, a dodatkowo jest o tyle sympatyczny, że po umyciu butów znowu jest czarny. Nie jest podatny na rysy, zadrapania i pomimo delikatnej chropowatości w swej strukturze nie przyjmuje na stałe zabrudzeń. Biały fragment podeszwy, wywinięty na przód palców gdzieś po około 500 kilometrach złapał delikatny dystans na samej krawędzi po „n-tym” z rzędu zahaczeniu o kolejną przeszkodę terenową, ale jego degradacja nie następowała w późniejszym czasie i całe szczęście nic się nie odkleja. Dodatkowo samo zabezpieczenie palców na tym odcinku stoi na wysokim poziomie. Niejednokrotnie kopniecie przez przypadek w skale czy wspomniany korzeń nie wywołało żadnych przykrych skutków dla palców.

 

kalenji
Fot 6. Piotr Ścibior | W butach, z jednej strony przyjemnie czuć podmuch wiatru kojący stopę, ale z drugiej strony czuć przeloty deszczu

 

Pamiętać przy tym należy, że dla mnie te buty pomimo ich biegowej proweniencji służą mi jednak do chodzenia. Czasem szybkiego w stylu light&fast, czasem spokojnego z ciężkim plecakiem w trybie leniwie-biwakowo-poznawczym, to ich zużycie na przestrzeni tego czasu zapewne jest mniejsze niż gdybym chciał zrobić w nich kilka z rzędu ultramaratonów górskich. 

 

Podmuch wiatru i przelotny deszcz

 

 

     Jak pamiętam na półce sklepowej była również wersja membranowa tego modelu. Ja natomiast świadomie zdecydowałem się na taki właśnie wybór, gdzie z jednej strony przyjemnie czuć podmuch wiatru kojący stopę, ale z drugiej strony czuć przeloty deszcz, marsz po zroszonej trawie nie wspominając już o marszu w ulewie.

W przypadku dwóch pierwszych opcji pogodowych nie ma tego złego, bo w trakcie marszu dostarczana w rozsądnych porcjach wilgoć jest odparowywana przez pracująca stopę. Dopóki w bucie nie chlupocze przez zbyt długi czas sytuacja jest pod kontrolą i marsz odbywa się w na tyle komfortowych okolicznościach, że w ogóle nie myśli się o tym. Problem oczywiście zaczyna się kiedy chlupocze na potęgę, bo nie dość, że namoknięte buty ważą odrobine więcej, to jednak komfort marszu spada. Jeśli dołożymy do tego, np. niska temperaturę otoczenia, to na dłuższą metę może to być odrobine uciążliwe, jeśli planujemy w ciężkich warunkach prowadzić długotrwałą aktywność. Ale tu dochodzimy do kwestii tak zwanego kompromisu, który z założenia jest optymalny, ale nie idealny.

Zdecydowanie ważniejszą role odgrywają w tym przypadku indywidualne potrzeby i oczekiwania. Ja akurat jestem w stanie pójść na taki kompromis. Z drugiej jednak strony i bardziej pancerne buty przemakają po jakimś czasie a dodatkowo dłużej schną więc każdy sam musi zdecydować co dla niego lepsze. Sama oddychalność stoi za to na bardzo dobrym poziomie. Nawet w największe upały nigdy nie miałem większych problemów z nadmiernym zapoceniem. Każdy większy wiaterek powyżej granicy lasu przyjemne chłodzi stopy.

 

 

trail
Fot 7. Piotr Ścibior | Pomimo intensywnego użytkowania buty wyglądają bardzo dobrze

 

Jedyne niedogodności, jakie mi się przydarzyły i po jakimś czasie miały faktyczny wpływ na komfort marszu to dwie wycieczki, kiedy odparzenia dały mi się we znaki. Pierwszy raz na ubiegłorocznym XIV Przejęciu Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej, gdzie z założenia chciałem jak najdłużej wytrwać bez wspomagania się Sudocremem w celu poznawczym możliwości moich stóp i butów zarazem. Po ponad dobie ciągłego marszu dotrwałem tak do 80 kilometra, gdzie trasa wiodła przez słońce, deszcz, grad, rosę i znowu słońce i potem kolejny deszcz i zacząłem przegrzebywać plecak żeby trochę sobie ulżyć w dalszej drodze. Druga sytuacja zdarzyła się podczas jednego z tegorocznych lipcowych weekendów, które w Bieszczadach stały pod znakiem soczystych opadów. Niestety znając prognozy pogody, tym razem zapomniałem zabrać rzeczonego Sudocremu (tudzież wodoodpornych skarpet). Padało zacnie, ale sobota jeszcze była ok jeśli chodzi o stopy po 8 godzinach marszu. W nocy, co wcale mnie nie zaskoczyło, również padało. Wilgotność była na takim poziomie, że buty nie chciały nic a nic z siebie oddać wilgoci, szczególnie, że spałem w terenie. Drugiego dnia po 10 godzinach marszu zaczęło piec, bardzo piec. Ale podczas tego wyjazdu praktycznie przez te 18 godzin marszu stopa podczas marszu wypychała wodę również poprzez górną siatkę cholewki, tyle jej wszędzie było. Kiedy jednak zejdziemy trochę na ziemie, to przy standardowych dziennych przejściach turystycznych dochodzących do 40 km nawet przy zmiennej pogodzie nigdy nic złego się nie działo. Kończąc ten wątek, dodam tylko, ze przy normalnym użytkowaniu po zdjęciu ze stopy buty nie wydzielają jakiś strasznie intensywnych zapachów mogących drażnić nasze nozdrza. I co najważniejsze, po ich umyciu zapach staje się całkowicie neutralny.

 

Pochwała należy się materiałowi, z jakiego wykonana jest siateczka w bucie. Pomimo wielokrotnego tarcia o różne elementy (kosówka, kamienie, korzenie) siatka wygląda jak nowa. Kolejna pochwała należy się również szwom, szczególnie tym w przędnej części, bo to one są najbardziej narażone na różnego rodzaje urazy w terenie. Są na tyle mocne, że w żadnym miejscu nie uległy przetarciu i nigdzie nie zaczęły się rozpruwać. Duży plus za to.

 

Kieszonka na sznurówki 

 

W przypadku butów Kalenji masa osób zachwyca się kieszonka w języku na sznurówki, choć przyznać muszę, że nigdy z niej nie skorzystałem. Może to wynika z faktu, że zawsze chodzę w długich spodniach, a czasem dodatkowo w stuptutach biegowych, niemniej jednak sam patent w swej prostocie jest genialny. Skoro mowa o sznurówkach, to w jednym zdaniu napisze, że te fabryczne są płaskie i szorstkie w swej strukturze, dzięki czemu problem samoistnego rozwiązywania praktycznie nie istnieje, a same sznurowadła są w stanie sklepowym. 

Nie wiem jak sobie radzą osoby z szeroką stopa lub stopa o mocnej budowie w podbiciu w doborze rozmiarów. W moim przypadku rozmiar buta jest tylko o pół numeru większy i to moim zdaniem wystarczy do marszu. Nie zabieram jednak głosu w przypadku biegów, gdzie stopy inaczej pracują, bardziej agresywnie się przesuwają a dodatkowo mocniej puchną. W trakcie wędrówek korzystałem z różnych skarpet, począwszy od cieniutkich biegowych Expansive Runner, Kalenji: Kiprun Strap, Confort X2 poprzez trekkingowe Quechua Forclaz 500 o splocie zdecydowanie solidniejszym, kończąc na dość grubych z wełny merino i za każdym razem było miło i przyjemnie.

 

 

kalenji
Fot 8. Piotr Ścibior | Dwie duże zalety butów to ich wytrzymałość i wygoda

 

Jedna rzecz z czasem, przynajmniej w tym konkretnym egzemplarzu, stała się odrobinę irytująca, mianowicie okazjonalne poskrzypywanie butów w rejonie pięty. W terenie to w żaden sposób nie przeszkadza. W mieście, jeśli zechcesz założyć te buty żeby wyskoczyć do sklepu, może już być to nieco drażniące. Ale o dziwo przez ostatnie miesiąc buty nie skrzypnęły ani razu. Być może jest to kwestia wody, która przeniknęła gdzieś w głąb pianki w podeszwie i dopiero po całkowitym odparowaniu problem ustał.

Wiosną tego roku pojawił się następca sygnowany jednym numerem wyżej czyli XT7. Oglądałem, przymierzałem. Są delikatne różnice w designie, z czego chyba najważniejsza różniąca to brak dwóch podłużnych pasków szytych do siateczki na przodzie buta. Poza tym jakieś drobnostki typu kolorystyka, delikatnie inne wykończenie detali. Jak się sprawdza w terenie ? mam nadzieję, że równie dzielnie jak XT6.  

Przede wszystkim wytrzymałość i wygoda 

 

     Kończąc moja opowieść spuentuję nawiązując do pytanie postawionego w tytule. XT6 to bardzo udany model. Wytrzymały i wygodny. Dający poczucie pewności w drodze, pełnoprawny but trailowy do zastosowań trekkingowych za rozsądne pieniądze. Te buty maja niezaprzeczalna zaletę – nie ważne czy idziesz 6 czy 15h, robią swoją robotę, a po dojściu na miejsce biwaku wcale nie myślisz o tym żeby w końcu je zdjąć z umęczonych stóp. I to jest najlepsza rekomendacja. 

 

Autor: Piotr Ścibior
Instagram: www.instagram.com/z_dala_od_cywilizacji

Oceń artykuł:
5 (100%) 1 vote