Tajlandia – podróż do krainy uśmiechu - Wszystko dla sportu
top
26 maja 2018

Tajlandia, marzyłam o tym wyjeździe odkąd temat pojawił się na studiach, na wykładzie o Państwach Azji. To miejsce jawiło się mi jako raj turystyczny. Piękne krajobrazy, uprzejmi ludzie, pyszne jedzenie i do tego tanio. Gdy jeszcze usłyszałam, że od tego właśnie miejsca najłatwiej jest zacząć przygodę z Azją, zaczęłam planować wyjazd z przyjaciółką.

Ahoj przygodo!

 

     W przeciągu paru miesięcy udało nam się znaleźć okazję na flipo.pl i bez wahania kupiłyśmy bilety za 1350 zł w obie strony z Warszawy do Bangkoku, z przesiadką w Kijowie. Nasza przygoda zaczęła się na lotnisku Chopina w Warszawie. Na miejscu oddałyśmy bagaże rejestrowane, przeszłyśmy kontrole paszportową, osobistą i poleciałyśmy! Po trwających razem 15 godzin lotach znalazłyśmy się na lotnisku Suvarnabhumi. Po przebraniu się w letnie ubrania (w Polsce była w tym czasie zima), ruszyłyśmy w kierunku autobusu, który za opłatą 60 bahtów zawiózł nas do centrum.

 

 

Tajlandia
Fot.1 Agnieszka Kłos | stolica Tajlandii – Bangkok

 

Pierwszego dnia, aby zregenerować siły po długiej podróży, postawiłyśmy na odpoczynek, jednocześnie przystosowałyśmy się do nowego klimatu i strefy czasowej (+6h), tak aby mieć 100 % energii na zwiedzenie w kolejnych dniach naszego pierwszego celu- Bangkoku.

Bangkok czyli azjatyckie Los Angeles

 

Tajlandia
Fot.2. Agnieszka Kłos | Tuk-tuki w Chińskiej Dzielnicy, Bangkok

 

     Bangkok czyli stolica i największe miasto Tajlandii, którego wymówienie pełnej nazwy odstraszyłoby każdego turystę, mówiącego rodzinie i znajomym gdzie jedzie – w skrócie miasto aniołów, azjatyckie Los Angeles.   W tym mieście cały czas się coś dzieje. Panuje tu kontrolowany chaos, który dla turysty spędzającego  swoje pierwsze chwile w Tajlandii, jest nie lada wyzwaniem.  Kierowcy taksówek i tuk-tuków, namawiający do przejazdu, rozbrzmiewające dookoła „Where are you going ?”,”Where do you want to go ?”, miejskie autobusy zatrzymujące się na sekundę by zaraz odjechać z warkotem, przeciskające się pomiędzy autami skutery, na których widać czasem całą rodzinę (na jednym pojeździe we czworo). A do tego unoszący się w powietrzu charakterystyczny zapach durianów – owoców, których woń nie kusi, a wręcz odstrasza, czy Tajowie przy stoiskach ze street foodem i w restauracjach, próbujący nakłonić do spróbowania  lokalnego jedzenia.

Widzimy ludzi przechodzących przez ruchliwą ulicę – niby bardzo prosta czynność, ale nie w Tajlandii! Każde przejście na drugą stronę ulicy,  to mała przygoda, która nie wiesz, czy skończy się powodzeniem. W Tajlandii pieszy nie ma żadnych praw, pierwszeństwo ma zawsze samochód, skuter, tuk-tuk, autobus, a nawet kot!

Dreszczyku emocji dodaje fakt, że Tajowie jeżdżą jak wariaci, jadą z myślą o dobrej karmie, bo jeśli ją mają, to nie muszą uważać i tak czeka ich dobre życie po śmierci. Liczne buddyjskie świątynie, których architektura jest czymś niezwykłym dla Europejczyka, uzupełnia się w niezwykły sposób z nowoczesnymi drapaczami chmur. Kable, które wiszą gęsto nad powierzchnią ziemi, aby uniknąć awarii prądu podczas powodzi. Brak koszy na śmieci, często trzeba  iść 30 minut aby pozbyć się papierka po lodzie.

 

 

Najcieplejsze miasto świata

 

     Do tego charakterystyczny upał, Bangkok znajduje się w tropikalnej strefie klimatycznej i można go uznać za najcieplejsze miasto na świecie. Co to oznacza dla turysty ? Oznacza to, że po wyjściu z hostelu i 15 minutowym marszu, czujemy się jakbyśmy szli po pustyni. Jest to duże utrudnienie dla ludzi, którzy tak jak ja lubią zwiedzać pieszo. Z tego względu było to pierwsze miejsce, w którym często korzystałam z publicznych środków transportu. Wszystko to składa się na obraz Bangkoku. Jest miejscem wokół którego nie można przejść obojętnie. Można je kochać albo nienawidzić. Ja jestem z tych osób, które bezwarunkowo  pokochały różnorodność i nieprzewidywalny charakter Bangkoku, chętnie do niego wracałam podczas naszej wyprawy.

Zwiedzanie miasta podzieliłyśmy na poszczególne dzielnice, każdej poświęcając jeden dzień.

Rattanoskin

 

Tajlandia
Fot.3 Agnieszka Kłos | Leżący Budda w Wat Pho

 

     W Rattanoskin znajduje się najczęściej odwiedzaneprzez turystów w Bangkoku Królewskie Stare Miasto, ze zwiedzania którego  zrezygnowałyśmy (500 bahtów). Zastanawiałyśmy się czy nie zmienić zdania i mieszkając w pobliżu nie przejść się zobaczyć, czy faktycznie jest aż tak źle. Tak, jest! Po drodze zostałyśmy zaczepione trzy razy przez Tajów, którzy próbowali nam wmówić, że Wielki Pałac jest dziś zamknięty i najlepiej zwiedzić w tym czasie miasto tuk-tukiem lub łodzią turystyczną. Była to oczywiście nieprawda. Tłum turystów kierujących się do Wielkiego Pałacu pozwolił nam podjąć decyzję i ostatecznie skierowałyśmy się do Wat Pho, najstarszego i największego zespołu świątynnego w Bangkoku nieopodal Wielkiego Pałacu. Kompleks składa się z olbrzymiego 46 metrowego, pozłacanego, leżącego buddy, skalnego ogrodu i majestatycznych posągów (wstęp 100 bahtów). Następnie poszłyśmy zobaczyć zachód słońca z 78 metrowego sztucznego wzgórza, na którym znajduje się pozłacana wieża. Na górę wchodzi się po 320 krętych schodach a  drogę urozmaicała nam zieleń, dzwony, posągi buddy oraz zaczepiający turystów mnisi.  Jest to wspaniałe miejsce aby podziwiać panoramę miasta (wstęp 50 bahtów).

 

 

Tajlandia
Fot 4. Agnieszka Kłos | Złota Góra, Bangkok

Chińska Dzielnica

 

     Chińska Dzielnica podziałała na nasze zmysły jeszcze bardziej niż reszta Bangkoku. Ruchliwa, zatłoczona, pełna sklepów i straganów: z jedzeniem, biżuterią, ubraniami, antykami i elektroniką. Najlepiej dostać się tam transportem rzecznym (trzeba wysiąść na stacji Ratchawong) i przejść się ulicą Charoen Krung aby co chwilę móc skręcać w bardziej spokojne zaułki. Ciekawym obiektem w Chinatown jest Brama Chińska, która stanowi wejście do dzielnicy, a także dworzec Hua Lamphong, który jest główną stacją kolejową w Bangkoku. 

 

 

Tajlandia
Fot.5. Agnieszka Kłos | Chińska Dzielnica w Bangkoku

Wschodni Bangkok

 

     Wschodni Bangkok jest dzielnicą usług i rozrywki, ale raczej takiej, którą kojarzymy z filmu Kac Vegas. Charakteryzuje się drapaczami chmur, sklepami ze światowymi markami, dużą ilością salonów piękności i masażu oraz największymi korkami w mieście, które można uniknąć, przesiadając się na SkyTrain (BTS, kolej naziemna).SkyTrain to najszybszy, najbezpieczniejszy i najnudniejszy środek transportu w mieście. Ucieczkę od korków i hałasu zapewnił nam Park Lumpini. Spacer wśród biegających i ćwiczących tai chi Tajów daje uczucie znalezienia się w innym uniwersum.

 

Tajlandia
Fot.8. Agnieszka Kłos | Park Lumpini, Bangkok

Dusit

 

     W Dusit za to można znaleźć najwięcej zieleni i wolnej przestrzeni w mieście. Najbardziej ucieszyła nas wizyta w Zoo, które jest największym ogrodem zoologicznym w Tajlandiii, posiada takie okazy jak: pingwiny, koale, małpy, słonie, niedźwiedzie, dużo gatunków wężów i ptaków. Wejście kosztuje 100 bahtów i najlepiej dostać się tam autobusem miejskim nr 10. Oprócz Zoo dzielnica kojarzona jest z rezydencją króla, uniwersytetami i instytucjami rządowymi.

 

Tajlandia
Fot. 6. Agnieszka Kłos | Zoo W Bangkoku

Khao San Road

 

     Ciekawym miejscem na turystycznej mapie Bangkoku jest  Khao San Road, ulica, która nigdy nie śpi. Jest na niej wiele restauracji, sklepów z pamiątkami i ubraniami, obiektów noclegowych, biur podróży, a wieczorem, także klubów. Jest to wspaniałe miejsce by zjeść, wypić i pobawić się, ale nie należy wpadać w pułapkę, którą jest spanie na tej ulicy. My raz nocowałyśmy i nie było to najlepsze rozwiązanie. Głośno, tłoczno i mało elegancko. Lepiej bawić się i jeść na Khao San, ale wyspać się i odpocząć gdzieś indziej.

Ayutthaya i Lop Buri

 

 

Tajlandia
Fot 7. Agnieszka Kłos | Ayutthaya

 

     Kolejnym naszym celem były okolice Bangkoku czyli Ayutthaya i Lop Buri. Ayutthaya to  nieduże miasto, niegdyś stolica Tajlandii, powstałe w XIV wieku i zniszczone w XVIII w. przez wojska birmańskie. Obszar miasta to jeden, wielki Park archeologiczny, który zachwycił nas swoją odmiennością od zabytków, do których przywykliśmy w Europie czyli zamków, pałaców i kościołów,  jako reliktów przeszłości.

Każde wejście do świątyni jest płatne osobno, kosztuje zwykle nie więcej niż 50 bahtów. Po samym kompleksie najwygodniej i najszybciej poruszać się jest rowerem, który można wypożyczyć w hostelu. Z Bangkoku do Ayutthayi można dostać się pociągiem z dworca Hua Lamphong za 15 bahtów. Ze spokojnej, zacisznej Ayutthayi pojechałyśmy do Lop Buri– miasta władanego przez małpy. 🙂 

 

Tajlandia
Fot. 8 Agnieszka Kłos | Wat San Phra Kan, Lop Buri

 

Na stacji kolejowej w Ayutthayi poznałyśmy podróżniczkę Effi z Holandii, która towarzyszyła nam przez cały dzień zwiedzania miasta. Wraz z Pamelą i Effie poszłyśmy  do Wat San Phra Kan, świątyniopanowanej przez niesforne i czasem agresywne małpy. I tak, mogę potwierdzić, że małpy kradną ! Małpy ukradną Wam jedzenie z ręki, okulary z głowy albo, jak w moim przypadku, bilet wstępu. Moja małpa skorzystała z okazji, że była pierwszą, którą zobaczyłam i nie spodziewałam się, że jedynym powodem, dla którego jest mną zainteresowana, jest kawałek papieru w mojej ręce. W trakcie zwiedzania dwóm małpom spodobały się moje włosy, wskoczyły na mnie i próbowały je zjeść! Oprócz najbardziej obleganej przez małpy świątyni, można je też spotkać na ulicach Lop Buri, gdzie też chętnie zaczepiają ludzi. Byłyśmy świadkiem przechodzenia małp po liniach telefonicznych, wieszania się na słupach czy leżących na skuterach. Do Lop Buri można dostać się z Ayutthayi pociągiem za 13 bahtów.

 

Kanchanaburi

 

     Następnym punktem na naszej mapie było położone na zachód od Bangkoku Kanchanaburi. Jest to spokojne, małe miasto, które znane jest z tragicznej historii podczas II Wojny Światowej. To tutaj alianccy więźniowie byli zmuszani do katorżniczej pracy nad linią kolejową łączącą Birmę z Tajlandią, nazywaną dzisiaj koleją śmierci. Śladem po tych wydarzeniach jest m.in. Muzeum Wojenne JEATH, którego nazwa pochodzi od pierwszych liter Państw, których obywatele byli zmuszani do pracy. Cmentarz Wojenny poruszył nas jak żaden inny, położony blisko stacji kolejowej jest miejscem pochówku 7000 jeńców wojennych, którzy zginęli podczas budowy kolei. Na każdym nagrobku znajduje się cytat od rodziny i bliskich ofiar, po przeczytaniu których nie trudno jest uronić łzę.

 

Tajlandia
Fot. 9 Agnieszka Kłos | Cmentarz Wojenny w Kanchanaburi

 

W Kanchanaburi mieszkałyśmy w hostelu Thanya Mansion, którego właściciel był bardzo pomocny w zaplanowaniu jednodniowej wycieczki do Parku Narodowego Erewan, położonego blisko granicy z Birmą. Z dworca autobusowego w Kanchanaburi dostałyśmy się do parku autobusem za 50 bahtów (ok. 1h drogi). Sam wstęp do parku kosztuje 300 bahtów. Wodospady, które są główną atrakcją parku podzielone są na 7 poziomów. Każdy poziom to wyżej położony wodospad. Panuje zasada, że im wyżej tym mniej turystów, ciszej i piękniej. Był też polski akcent, spotkałyśmy w parku polską wycieczkę.

 

Tajlandia
Fot.10. Materiał własny, Park Narodowy Erewan

 

Miło było usłyszeć ojczysty język podczas wchodzenia na wyższe poziomy. Po powrocie do Kanchanaburi skorzystałyśmy z uprzejmości właściciela hostelu i wybrałyśmy się na przejażdżkę rowerową na most na rzece Kwai, znanego głównie z filmu nagrodzonego 6 oscarami Davida Leana. Do Kanchanaburi najlepiej dostać sie z Bangkoku pociągiem za 100 bahtów. Jest to specjalna cena dla farangów (tak nazywają Tajowie ludzi pochodzenia europejskiego), Taj za ten sam odcinek zapłaci 15 bahtów. 

Podróże kształcą

 

     Teraz, gdy jestem już w domu, miło wspominam najlepsze chwile z wyjazdu, poznanych ludzi i jedzenie, które tak bardzo różni się od naszego. Wcześniej śmiałam się, że w Tajlandii jedzenie jest bardzo ostre, albo bardzo słodkie, nie ma nic pomiędzy. Teraz tęsknie za tradycyjnym pad thaiem czy czerwonym curry i 7 eleven – najlepszym supermarketem, który w Tajlandii można spotkać praktycznie, co parę metrów. Tęsknie za zwierzętami: psami, kotami spotkanymi na ulicach, nawet za tą małpą co mnie ugryzła na wyspach.  Tęsknie za hostelami i niesamowicie ciepłym i wyjątkowym podejściem Tajów do turystów (poza naganiaczami). Obserwując i rozmawiając z nimi pomyślałam sobie, że właśnie taka chcę być, czy to w pracy, doradzając klientom czy w życiu prywatnym.

„Travel broadens the mind”- podróże kształcą, zawsze gdy wyjeżdżamy, dowiadujemy się czegoś nowego nie tylko o innych, lecz także o sobie, o swoich możliwościach i barierach. Najważniejsze jest to żeby się nie bać. Tajlandia jest krajem, który jest przyjazny dla turysty. Wszędzie są pomocni ludzie, którzy pomogą, nakierują na dworcu, w hostelu, a nawet na ulicy. Chociaż policja, zatrzymująca nas aby sobie pogawędzić troszkę nas zestresowała. 🙂

 

Tajlandia
Fot.11 Agnieszka Kłos | stacja rzeczna Rajinee, Bangkok

 

W przypadku jakichkolwiek pytań o Tajlandię piszcie śmiało! 🙂

Agnieszka Kłos
Na co dzień możesz mnie spotkać w sklepie Decathlon Manufaktura w Łodzi – chętnie udzielę Wam rad nie tylko na temat sprzętu, ale również w kwestiach podróżniczych! Odwiedziłam już kilka pięknych miejsc, a największe wrażenie zrobiły na mnie Tajlandia, Singapur, Malezja, Rumunia i Izrael. Możesz również skontaktować się ze mną mailowo: agnieszka.klos@decathlon.com
Zadaj pytanie
Oceń artykuł:
4.8 (95%) 4 votes